|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne
![]()
|
poniedziałek, 14 maja 2012
Jadę. Nie paskudźcie na blogu, kieliszki posprzątajcie zanim wrócę i bawcie się równie dobrze jak ja:) Wrócę młoda, piękna, wypoczęta i z nowym zapałem. HA! Morze! Przybywam! Wieloryby wypełzają na brzeg!
sobota, 12 maja 2012
Zasady: 1. Napisz, kto Cię otagował i przedstaw zasady 2. Zamieść banner i odpowiedz na pytania 3. Otaguj kolejne 5 osób :)
Pytania: W okresie dukanowskim nauczyłam się czytać etykietki. Nudne to zajęcie staram się sobie jakoś urozmaicać czytając z intonacją. Przeczytajcie kiedyś skład soku w kartonie, jak dobrą powieść kryminalną, albo skład sałatki śledziowej, jak bajkę. Wciąga, tylko ludzie w markecie dziwnie patrzą. Kij im w oko!
I tak sobie myślę – wyznaczać Was? Kolejno z listy? Jedni się obrażą, bo ich wyznaczę, inni za to, że nie zostali wyrwani do odpowiedzi... Jakoś serca nie mam. Duzi jesteście, więc może chętni? Jakiś las rąk?
poniedziałek, 07 maja 2012
Jako jednostka niezwykle systematyczna i poukładania, od momentu przyjęcia do wiadomości planowanego wojażu, zaczęłam czatować na bilety. Oczywiście, z przyzwyczajenia - PKP. I tu powtórka z rozrywki sprzed roku. Ja pierdolę! Co za problem ze sprzedażą biletów na 2 miesiące przed wyjazdem? Od 6 lat jeździłam do Koszalina, Kołobrzegu, Mielna i zawsze na 60 dni wcześniej byłam już szczęśliwą i spokojną posiadaczką biletu. Komu to przeszkadzało? Teraz nie. 30 dni – maksymalnie, chyba, że coś tam coś tam, a coś tam coś tam się zdarza (mam już nauczkę, rok temu poinformowana błędnie, że jeszcze nie sprzedają, pędziłam przez łąki i ugory Pól Mokotowskich po ostatnie bilety sypialne, a pot mi po czole spływał kaskadami), więc poziom wścieku mi wzrósł. O tym, że na stronie internetowej jest błąd i pociąg relacji Kraków – Kołobrzeg tylko w jedną stronę posiada(ł- bo wreszcie poprawili) wagony sypialne, nawet nie warto wspominać. Miałam już wizję malowniczych zwałów sypialnych i kuszetek usypanych na kołobrzeskim dworcu, być może w artystyczne wzory, ale poruszyłam niebo i ziemię i okazało się, że jednak sypialne jeżdżą w dwie strony. Nawet PKP do mnie zadzwoniło! Znaczy, skuteczna jestem. Ale aszybka w systemie, dzięki której nie można było zanabyć biletu na wagon widmo, jednak doprowadziła mnie do niejakiej furii. W desperacji postanowiłam zmienić przewoźnika. Nie będzie mi tu spółka, jakby nie było, służąca do pożerania moich pieniędzy, robiła trudności. Zasiadłam do Matki Google i znalazłam. PKSów Ci dostatek. Chcesz jechać niebieskim? A proszzz. Wolisz białym? Luz. Pomna doświadczeń PKPowskich, gdzie miejscówka dotyczy tylko sypialnych i kuszetek, reszta zaś to zdobywanie Berlina, profilaktycznie zadzwoniłam do biura przewoźnika, żeby ustalić co z miejscami. O matko z przychówkiem! Ależ się zdziwili. No bo co ma być. Jest tyle biletów, ile miejsc siedzących. Tu w osłupienie wpadłam ja. Jedzie się krócej, taniej i do tego ma się zagwarantowane miejsce, nawet numerek się posiada i tam, gdzie ten numerek wypisan, tam się swe szlachetne cztery litery sadza? Tym sposobem, bez gonitw na Centralny, bez stresu, posiadam bilety obustronne, za cenę równo 326 zł od łba niższą. Niniejszy wpis dedykuję rodzicom z dziećmi, jadącym nad polskie morze, którzy w dzikim szale latają między wagonami w poszukiwaniu przedziału posiadającego odpowiednią liczbę wolnych miejsc oraz staruszkom jadącym reperować podupadające zdrowie w sanatoriach, które ledwo toczą walizy na kółkach, ale nie wiedzą, czy za swoje 60 zł nie będą jechały 12 godzin w uroczej pozycji stojącej. Dedykuję go także leniom i wygodnickim – takim, jak ja, którzy z poziomu bydła, jakiś czas temu wyrośli. Może warto zdradzić PKP?
piątek, 04 maja 2012
„Szacunek? Nie cierpię tego słowa. Pewnie dlatego że na tym świecie trzeba szanować niewłaściwych ludzi z niewłaściwych powodów.” Melina Marchetta
Od dziecka uczymy się szacunku do ludzi, zwierząt, świata. Rodzice wpajają nam, że szanować trzeba ludzi uczciwych, słownych, mądrych, sprawiedliwych. Budują w nas postawę do tego co wartościowe i godne uznania. Szanujemy chleb i pracę, szanujemy zwierzęta i trawniki, flagę i ludzi, czas i pieniądz. Ale co to właściwie znaczy? Jest szacunek abstrakcyjny, ogólnoludzki. Szacunek z urzędu – do godności ludzkiej, niezależny od zasług, czy wybitności. Szacunek uniwersalny o którym tak łatwo zapomnieć, domagając się (sic!) nie zawsze należnego szacunku w związku z wiekiem, hierarchią zawodową, tytułami naukowymi, statusem społecznym, płcią, orientacją seksualną,… Jest szacunek związany z wartościami, które ludzie wyznają, poglądami, które głoszą, zachowaniami, które prezentują. A więc szacunek w związku z postawą moralną. Szacunek może się wiązać z empatią wobec słabszych, niepotrafiących bronić się przed złem – zwierząt, dzieci, starców. To rodzaj szacunku ogólnoludzkiego, rozciągniętego na sytuacje rzekłabym, szczególne, związany z wewnętrzną wrażliwością. Szacunek do przedstawicieli jakiejś społecznie istotnej grupy zawodowej, jak każdy inny szacunek dla określonego kręgu to kompilacja powyższych. Szacunek ogólnoludzki, plus szacunek w związku z wyznawanymi i prezentowanymi wartościami etycznymi. Pada etos lekarza – min. przez łapówki, nie powstaje etos Policjanta – min. przez zaszłości. Podobnie z szacunkiem dla ludzi starszych – odnoszę wrażenie, że w szerszym pojęciu – zimniejsza się przez brak otwartości na nowe i moheroberetowatość. ALE, ale! Określenie moherowy beret – też jest ewidentnym brakiem szacunku… Można się zakręcić… Tak łatwo pomylić szacunek z uniżonością i nadskakiwaniem. Tak trudno zapomnieć, że oczekując szacunku trzeba go dawać innym nie tylko w gładkości wypowiedzi, ale również, a może przede wszystkim w tolerancji inności i cudzych poglądów. A może przede wszystkim oczekując szacunku warto pamiętać, że poza tym ogólnoludzkim, na szacunek w drugim znaczeniu trzeba sobie zasłużyć.
wtorek, 01 maja 2012
Całość zdobi piękne ogrodzenie, wypasiona altanka, karmnik dla ptaków, koci koszyk (tak, mamy blokowego kota). No ładnie jest, bądźmy szczerzy. Wczoraj zaniosłam stolik, wcześniej własnoręcznie oszlifowany i pomalowany orzechową bejcą z lakierem. Odbyło się też inauguracyjne sąsiedzki picie piwa na ławeczce w przerwie podlewania, pielenia, a w moim przypadku – w przerwie czytania „Weźmisz czarno kure…”. Widać komuś to przeszkadzało, kuło w oczy i wkurwiło do stopnia dość wysokiego, by dziś rozwalił nam furtkę i podpalił śmietnik:) Bezinteresowna zawiść. A wystarczyło zapytać. Piwa było dużo, miejsca też, sąsiedzi przyjaźnie nastawieni. Ale kurwa nie. Trzeba zdemolować, popsuć, zniszczyć. Bo dlaczego on ma mieć, a ja nie. I właściwie to dlaczego oni się ogrodzili? Jakim prawem? Jakby się nie ogradzali, nie zapierdalali z łopatą, nie marnowali pieniędzy na sadzonki, to wszyscy by mieli jednakowy ugór i byłoby dobrze. Byłoby idealnie szaro, byle jak, śmierdząco. Po równo by było! Czyli właściwie. Śmietnik się odmaluje, nowy pojemnik kupi. Drobiazg. Dołoży się monitoring firmy ochroniarskiej i kamerki. Przestaję się dziwić zamkniętym osiedlom ze strażnikiem. Tylko czy naprawdę tak trzeba? Pod ścisłym nadzorem, zerkając przez ramię z nieufnością? |