Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
niedziela, 15 grudnia 2013

Zawsze trzeba mieć w sobie trochę z dziecka. Fakt niezbity, w przeciwnym razie bowiem człowiek zatraci radość, pierdolca, głupawki i dystans. A wtedy nic tylko sznur, albo praca z przekonania w korpo.

Co jednak po drugiej stronie medalu? Gdy my, trzydziestoletni nie chcemy dorosnąć?

Pewnie, że tak wygodniej! Kogo bowiem podnieca konieczność ugotowania sobie obiadu, uprania majtek, czy trzepanie dywanów? Wybór pomiędzy zakupem nowej książki, a zapłaceniem faktury za prąd? Naturalnie, że fajniej jest być na luzie, robić co się chce, odrzucać od siebie odpowiedzialność za cokolwiek, w tym za siebie. I ogolenie mieć w dupie.

Jeśli nie przeszło się fazy buntu nastolatka, później zdobywana wolność boli i rozdziera wewnętrznie. Czy ten krok się opłaca, czy warto wchodzić w to wszystko przed czym kryjemy się pod spódnicą matki i za kierownicą samochodu ojca. Nie, ale trzeba.

16 latek drący koty z rodzicami jest uroczy. Trzydziestolatek poddający się dyktatowi rodzicieli jest obleśny. A chamem, dla obserwatorów, jest 30 latek walczący o autonomię.

Bo jak to? Mamusia karmi, opiera, kocha i szanuje, dba, myśli i się zamartwia, a tu taka wdzięczność? Tatuś kapnie parę groszy raz w roku, w ramach wsparcia – i co? I teraz to się samostanowienia nagle zachciewa? Jak już rodzice wypruli krwawicę?

Boszzz, ileż wewnętrznych batalii wymaga decyzja o dorośnięciu! Z jednej strony – zimna kalkulacja opłacalności, z drugiej emocjonalna huśtawka wyjścia z utartych szlaków i przyzwyczajeń. To szok dla wszystkich, a już najbardziej dla człowieka – który na własne życzenie zdejmuje pieluchy i śpioszki i wbrew swojemu najbliższemu, cieplarnianemu światu idzie w nieznane.

 

Jeśli wasze dzieci przechodzą fazę buntu – cieszcie się! Idźcie się napić z kumplami! Dajcie na mszę, czy co tam chcecie. Jeśli nie – pamiętajcie, że przyjdzie taki czas, a im później tym wszystkim będzie ciężej.



09:06, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (31) »
niedziela, 24 listopada 2013

Bo to jest takie strasznie niesprawiedliwe! Czemu akurat ja mam gen grubej dupy? Czemu muszę pilnować każdego pożartego listka sałaty, a pobyt w Białych stokach i wieżach, to maszerujące za mną trzy kilogramy? Ja się tak nie bawię! Tyję z powietrza, chudnę w bólach. To jest bardzo nieładne! I ja protestuję!

Poza tym protestuję ogólnie, bo mam zły humor. I muszę przemyśleć pewną kwestię, mimo, że wcale nie chcę myśleć. Zdecydowanie wygodniej mi iść na żywioł, zgodnie z ryzykanckim charakterkiem. Tyle, że nie zawsze tak można. I to chyba jest ten przypadek, ale pewności nie mam. Zobaczę jeszcze, bo jak mi się nie będzie chciało podchodzić do tematu poważnie, to se pojadę w świat niedaleki i będę miała wszystko w dupie. Najwyżej będę miała nauczkę. A będzie, co będzie. bo coś przecież będzie?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

20:06, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (19) »
czwartek, 14 listopada 2013

Powszechnie wiadomo, że chorowanie bardzo źle wpływa na cerę. Jako, że siedzę w domu już 12 dzień, a lekami piętrzącymi się na moim stoliku można obdzielić dwie średniej wielkości apteki, zaczynam przypominać zombiaka. I nic nie pomaga wrodzona uroda, bo z lustra patrzy na mnie nieboszczka po ekshumacji. Co z tego, że stosunkowo atrakcyjna?

Nie mogąc znieść podupadania urody podjęłam męską decyzję o odrestaurowaniu mordy przy pomocy naturalnych składników już posiadanych, bo wychodzić wciąż nie mogę. To znaczy wyszłam po świece. Ale każdy na moim miejscu by wyszedł po świece przecież. I to blisko było, więc … się nie liczy. Chyba.

Na fejsiku siedząc z nudów znalazłam przepis na cudowną maseczkę. Na trzy konkretnie. Stwierdziłam, że czemu nie, zrobię jedną po drugiej i opiorunuję efektem. Dwie pierwsze zniosłam z godnością, różnicy nie zauważyłam, ale liczę, że działają długofalowo, więc jutro wstanę piękna i powalę blaskiem cery Panią Od Mycia Okien. Co o 7 rano będzie wyczynem wartym opiewania w hymnach. Trzecia zawierać miała napar z zielonej herbaty oraz mąkę ziemniaczaną. Dokonałam rytualnego zaparzenia torebek z herbatą, w czeluściach szafki odnalazłam zakitraną torebkę mąki i przystąpiłam do dzieła. Ostudzonej herbaty wyszedł mi spory naparstek. Dowaliłam dwie łyżeczki mąki. Pomieszałam. Otrzymałam ciało stałe. Zaparzyłam nową herbatę. Dolałam. Wyszła zupa. Dodałam mąki. Maseczkę mogłam kroić. Dodałam naparu… i tak kilka razy. W efekcie maseczką, o dość dziwnej konsystencji, mogłam pokryć całą siebie, koty, przyjaciół z boiska, a niewykluczone, że również pasażerów warszawskiego metra. Wszystkich. Jadących w godzinach szczytu. Oraz ich rodziny. I być może inwentarz.

Nadejszła wiekopomna chwila obłożenia się produktem. Metodą polewania łyżeczką próbowałam równomiernie pokryć twarz. No nie szło. Całość była ni to płynna, ni to stała. Coś jak krochmal. Nalałam sobie głównie do uszu. Nie oto wszak szło, więc zmodyfikowałam metodologię. Po chwili w maseczce była cała łazienka, fragmenty przedpokoju, dwa zaciekawione catus domesticus oraz moje kochane kapcie. Ale się nie poddałam!!! Rozsmarowałam co się dało, okapałam resztę do umywalki i poszłam wysychać. 3 minuty później zaczęłam się kruszyć. Z nieruchomej twarzy osypywały się płaty białego pyłu. W planach miałam 20 minut relaksu, więc zacisnęłam zęby i trwałam. 3 kolejne minuty później poczułam, że coś jest nie halo i nie podobają mi się moje odczucia wewnętrzne. Coś jakby robaczki po mnie pełzały. Nie wyrabiając się na zakrętach pognałam do pokapanej łazienki i w szaleńczym pośpiechu pozbyłam się skorupy z twarzy. Robaczki na szczęście były wytworem chorej wyobraźni, za to czerwone plamy namordne już nie… Teraz dochodzę do siebie i do stanu sprzed maseczki. Wolałam się w wersji żywego trupa.



wtorek, 12 listopada 2013

Do napisania tego tekstu skłonił mnie wczorajszy Marsz Niepodległości. Tekst nie jest krótki, ani odkrywczy, więc zrozumiem jeśli nikt mu nie da rady. Piszę to bardziej dla siebie niż dla kogoś. Układam sobie w głowie niełatwy temat. Może kiedyś wrócę do niego w bardziej syntetycznej formie.

Kilka dni września, przez całkowity przypadek, miałam przyjemność spędzić ze związkowcami ze śląska. Fakt ich przybycia w leśne ostępy jakoś mnie nie ucieszył, ba! Byłam wściekła, naburmuszona i na nie.

Panowie byli niezwykle grzeczni, kulturalni i ułożeni, jeśli pominąć pijackie okrzyki, a te pomijam z góry, albowiem okrzyki nie miały charakteru krwiożerczego, a jedynie okolicznościowy i w sprzyjających okolicznościach, mogłam je wydać sama („o kurwa, ja pierdolę” – po spadnięciu z ławki; „spierdalaj” – na krzak który zaczaił się na drodze). Zupełnie inni niż w telewizyjnych spotach o paleniu opon pod sejmem. Dawno też nie spotkałam się z takim szacunkiem do kobiet. Zawsze byłam grzecznie odprowadzona pod domek i nie ważne, czy szliśmy kilkaset metrów z baru, czy kilka - z sąsiedniego tarasu. Poza jedną sztuką, którą spacyfikowali koledzy, żaden nie przekroczył granic poprawnego zachowania. A było ich ze czterdziestu. Nikt z nikim się nie pobił. W tym nikt nie pobił się ze mną, pomimo iż mieliśmy odmienne zdanie właściwie na wszystko - na kwestie: katastrofy smoleńskiej, partii politycznych, roli kościoła, związków zawodowych, emerytur, opiekuńczej roli państwa, konkurencyjności biznesu, istotności wykształcenia, socjalu w zakładach pracy, kapitalizmu, etc. Dawaliśmy radę się dogadać, choć faktycznie, często uciekaliśmy przed spornymi tematami.

To, co mnie uderzało najmocniej to różnice w pojmowaniu świata. Jesteśmy z dwóch różnych bajek i nigdy wzajemnie nie przekonamy się do naszych poglądów. Mimo tego spędziliśmy w swoim towarzystwie dwa bardzo miłe dni. Co więcej, wymieniliśmy się numerami telefonów i mam nieustające zaproszenie na prawdziwy niedzielny obiad do, co najmniej, trzech śląskich domów. Da się?

Przestaje się dawać, gdy w grę wchodzi tłum. IQ tłumu, to IQ najgłupszego tłumowego podzielone przez liczbę tłumowych. I nie ma znaczenia jakie poglądy wyznaje tłum. Masa ludzi jest przerażająca w swojej agresji, bezmyślności i iściu jak taran. I choć tłum daje poczucie wspólnoty, to wspiera najgłupszych, w ich brawurze. Masa to środowisko naturalne chojractwa, popisów i nieobliczalności.

U Berberysa napisałam wczoraj że „szanuję inność, która szanuje mnie”. Pewnie dlatego dogadywaliśmy się ze Związkowcami. I pewnie dlatego wczorajsze warszawskie wydarzenia wywołują u mnie niechęć, by nie rzec agresję.

Tylko nic to nie zmieni. Problem jest głębszy i nie zawiera się w sposobie manifestacji bezsilności przez ludzi, którzy zdali sobie sprawę z tego, jak bardzo są na marginesie, w jak głębokiej dupie siedzą. Bez perspektyw, bez narzędzi do tego by funkcjonować powyżej minimum socjalnego. Pierwotny jest strach. Lęk przed tym, że zbyt wiele jest dróg, a na wybór niektórych nie ma już ani czasu, ani możliwości. Wtórny jest brak akceptacji dla pluralizmu poglądów, czy negacja faktu, że świat jest inny, niżby chcieli. Problemem są zamknięte kręgi biedy, wyuczona bezradność, brak poczucia tożsamości, niepewność jutra. Brak prostych punktów odniesienia.

To wszystko leży u podstaw agresji. Nienawiść jest prosta. Bij czerwonego! Bij pedała! Bij kogo popadnie, bo co innego możesz zrobić? Nie wygrasz w dyskusji! Stocz chociaż walkę!

Szkoda mi Warszawy, szkoda mi tych odurzonych wrogością ludzi, szkoda mi potencjału, który się marnuje. I szkoda mi siebie, bo sama mam nie raz ochotę pierdolnąć kogoś, żeby otrzeźwiał.

Nie szkoda mi tylko przywódców. To podli wykorzystywacze słabości ludzkich.

14:05, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (31) »
poniedziałek, 11 listopada 2013

Szanować siebie i innych.

Dawać z siebie dużo.

Pracować nad sobą.

Szukać lepszych rozwiązań.

Być uczciwą, nie tylko, gdy ktoś patrzy.

Myśleć.

Pracować.

Dyskutować.

Słuchać.

Rozglądać się wokół siebie.

Śmiać się.

Pomagać, gdy się da, prosić o pomoc, gdy trzeba.

Pamiętać o swojej historii.

Nie zapominać, że historię tworzy się codziennie.

 

Bycie polką to bycie człowiekiem. Zmaganie się z rzeczywistością, jej kontekstem, popieprzeniem. Powolna, obrzydliwa praca u podstaw. Bez fajerwerków, nagród i parad.

Codzienność w tu i teraz najlepiej jak się umie. Szacunek dla tego, co jest. Nadzieja na to, co będzie.

Tak w skrócie.



15:57, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (29) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 196