Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
środa, 31 stycznia 2007

 Tak się zastanawiałam, czy pisać o tym, czy nie i czy w razie czego zmieniać blog na „od lat 18”;)Ale jednak napiszę i nie zmienię, bo w przeciwieństwie do Ministerstwa Edukacji, jestem za uświadamianiem dzieci, za to przeciwko tematom tabu. Jako kobieta dorosła, posiadająca nie_mojego, przyznaję się bez bicia, że poza głębokimi spojrzeniami w oczy i gadaniem głupot, zajmujemy się tez pewnymi uprawami. I wyjątkowo, nie mam na myśli uprawy ogródka. Może zresztą powinnam bardziej do tego podchodzić, jako do upraw? Chyba nie umiem... Ale wracając do tematu. Od 10 tygodni żyję w celibacie… I jeszcze trochę to potrwa. Najgorsze są początki i końcówki. Środek przezywam jakoś spokojniej… Ale znów zaczyna mnie nosić. Jestem zła, niezadowolona, znudzona i w ogóle! Czekam już na ten wyjazd. Na czułość i dotyk. Na telefony o poranku, ze już jedzie. Na pytania czy ma kupić herbatę. Na to czekanie. A na razie włącza się leń, niechciej i wredota. Syndrom niedopchnięcia:) jak w mordę strzelił… Tylko jak, cholera zminimalizować skutki, bo ludzie przestaną ze mna gadać? No jak:)?

wtorek, 30 stycznia 2007

 Naszło mnie! Dzika i namiętna ochota! Błysk w oku i głębokie przeświadczenie, że jeśli zaraz, teraz oraz natychmiast nie zeżrę pomidora, to prawdopodobnie umrę. W dzikim galopie przeleciałam się po okolicznych warzywniakach. Wprawnym okiem usiłowałam wybrać coś, co choć w połowie będzie przypominać letniego pomidora. Czerwonego, pachnącego, aż proszącego cienkim głosikiem „zjedź mnie zjedz”… I poległam na całej długości. Szklarniowe wypierdki mamuta… Piękne – a jakże. Czerwone – jak na obrazku. Ale poza urokiem zewnętrznym nieposiadające żadnych(!) części wspólnych z  POMIDOREM. Nawet koktajlówki stanowią tylko lichą namiastkę… Stanęło na zupie pomidorowej. Choć, to nie to samo…

Przy okazji przypomniał mi się dialog miedzy moją (ś.p) babcią, a jej opiekunką. Panie siedzą nad zupką pomidorową. Za oknem – zeszłoroczna zima, styczeń, albo luty. Śnieg dziko wali, zaspy, zawieje oraz zamiecie. I nagle kątem ucha słyszę Zośkę, która zapatrzona w okno stwierdza z zadumą;) „Jaka dobra ta zupka… w tym roku to już chyba ostatnia ze świeżych pomidorków” Po długiej chwili ciszy słyszę cichutką odpowiedź Pani Jadzi „noooo”;) Ileż trzeba mieć cierpliwości do starszych ludzi:)

poniedziałek, 29 stycznia 2007

 Miałam myśl, żeby napisać cos prowokującego. Powywnętrzać się trochę w temacie wkurzającej młodzieży, zapatrzonych w swe skarby matek – polek, babć – sprinterek autobusowych, wrednych urzędników państwowych… Ale, cholera, nikt mi dziś na odcisk nie nadepnął…;) I już myślałam, że nici z dzisiejszego wpisu… Aż tu nagle… Naraził mi się mks_vir:) Ale ja nie o tym;) Ja dziś trochę o narkotykach. Za czasów mojej Rodzicielki, ponoć największym przekleństwem szkół i podwórek były papierosy. W czasach późniejszych niż podstawówka, wyskakiwało się do Fukiera na kieliszek wina. Czasem jakieś imprezy z umordowaniem się, do stanu nieważkości. Ale dragów nie było. Teraz są.

W czasach licealnych, doskonale wszyscy się orientowaliśmy, po ile chodzi gram, czy kreska amfy, po ile zioło, czy hera. Gdzie i u kogo można nabyć. Wiedza ta była powszechna. I wcale niespecjalnie kamuflowana. Patrząc z perspektywy czasu, zastanawiam się, jakim cudem moje pokolenie przeżyło? W końcu, łatwość dostępu, połączona z bezmózgowiem młodzieńczego wieku, daje ciekawe skutki. Ciekawa jestem tez, czy rodzice orientowali się, jak łatwo kupić narkotyki, w renomowanym liceum, pełnym grzecznych dzieci, z dobrych domów? Woleli nic nie mówić, licząc, na resztki rozumu swych pociech, czy zwyczajnie – nie mieli bladego pojęcia? Pewnie nigdy się tego nie dowiem, ale, co mi szkodzi się zastanawiać;)?

niedziela, 28 stycznia 2007

Niestety mimo pomocy Une_Fille, nie udało mi się jeszcze zamieścić aktywnych obrazków-linków. Ale pochwalę się chociaż połową sukcesu:) I ewidentnymi postepami w szabloniarstwie:). Ciekawa jestem, czy zorientujecie się, który szablon był moim pierwszym, a wiec i niestety - najsłabszym... Szabloniarstwo, to cała wiedza. Ot jak choćby konieczność sprawdzenia szablonu na różnych przeglądarkach... Kiedys o tym nie wiedziałam i wychodziły różne zonki;)

Ciekawa jestem też, czy któryś się wam spodoba;) Ot taka ciekawość autora, kochajacego swe dzieła- dzieci;)

Dla Makaki

Jesienny

Dzikie wino

Prezent

Pierzasty

Paw

Próbnik

Kamienica

Optymistyczny

Trawiasty

Nie do pobrania

20:46, daria_nowak , szablony
Link Komentarze (42) »

 Jak kto głupi, w niedzielę i do tego rano, potulnie, jak to ja, udałam się do sklepu. Kilo winogron czekało na mnie w Mokpolu. Kto zna Mokpol przy Dąbrowskiego, ten wie, że ma on swoją specyfikę. Maleńkie pomieszczenie, do ruchu samoobsługowego wózków, nadające się jak ja do służb specjalnych. I w tym wąziutkim sklepie rozgościła się fascynująca rodzinka. Mamunia – Iza (i nie zdradzam tu żadnych tajemnic, bowiem, cały sklep poznał jej imię), wraz z wózeczkiem pełnym młodej kijanki, oraz tatunio (personalia nieznane). Mamunia z wózkiem dumnie ustawiła się na środku sklepu i delikatnie mówiąc UTRUDNIAJAŁA ruch. Tatunio stał 2 m obok, w kolejce do części warzywnej. Pomijam fakt, że matoł nie umiał zapamiętać 3 produktów do nabycia, pomijam nawet fakt, że rodzaj nabywanych ziemniaków, czy cebuli uściślał z Izą krzykiem (po k ich… krzyczał? 2 m odległości wymagają krzyku??), pomijam nawet fakt, że był zwyczajnie obrzydliwy, pomijam fakt, ze młoda kijanka spożywała serek zdjęty właśnie z półeczki, czyniąc dużo rejwachu i dziwnie prychając, pomijam tez fakt, ze guglanie Izuni do kijanki, opanowało całe pomieszczenie.. Ale faktu, że do ciężkiej cholery – dokonywanie rodzinnych zakupów, w tak maleńkim sklepie, z kijanką w wózku, jest durnotą przez duże DUR! nie pominę! Nikt mi nie wmówi, że matoł tatunio, nie mógł poczekać z potomkinią;) w ciepłym przedsionku, chroniącym przed ewentualnym opadem. Nikt mnie nie przekona, ze matolicą Izunia nie dałaby rady dowieźć w wózku sklepowym 1 kg ziemniaków, 1 kg cebuli, 1 papryki czerwonej oraz 2 bananów. Nienawidzę takich ludzi! Wkurwiają mnie straszliwie. Wzbudzają agresję i chęć prania po pysku. Wwwwwwwwwwwwrrrrrrrrrr

Idę do kuchni robić kurczaka w winie. Tylko to mnie może uspokoić i wrócić do normalnego stanu słodkiego futrzaka;). Bo chwilowo reaguję plucie jadem na wszystkich i wszystko. Zwłaszcza zaś na matołów posiadających kijanki!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8