Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
środa, 30 stycznia 2008

Wśród kochanych współpracowników, mam kilku, których cenię bardzo wysoko i szczerze szanuję. Rzadkość, ale się zdarza. Na samym szczycie jest jedna osoba, której gotowa jestem wybaczyć wiele, bo naprawdę jest KIMŚ. Przy niej nauczyłam się sporej części, tego, co wiem. Moja nauczycielka, mentorka, wzór. Kobieta z jajami;). Czas jednak działa nieubłaganie, a ciało i siły nie nadążają za umysłem. Sam umysł też już stracił ostrość brzytwy. Coraz częściej popełnia pomyłki, coraz częściej ambicja nie pozwala jej na dystans. Coraz częściej autorytetem stara się zastąpić współpracę. Dziś trafiło na mnie, dała mi popalić. I niestety z racji wykonywanego zadania, przez jakiś czas bezpośrednio będę odczuwać skutki jej obawy przed emeryturą. Czy ją rozumiem – tak. Nie wyobraża sobie siedzenia w domu, braku stymulacji intelektualnej, nowych wyzwań, otoczenia wielu ludzi. I choć czuję jakieś „rozdwojenie jaźni”, to jednak wiem, że tak dalej się nie da. To podwójnie nieuczciwe. Dla niej to próba, z której nie wyjdzie obronną ręką, dla nas to męczarnia. Sądzę, że trudno wyłapać moment, kiedy trzeba odejść. Sądzę, że większość ludzi woli się oszukiwać. Zwłaszcza tym ambitnym trudno przyznać się do utraty sprawności, do nienadążania. Trudno przyzwyczaić się, że w okolicy siódmego krzyżyka nie mają takich możliwości, jak trzydzieści lat wcześniej. Czy w ogóle można „zejść ze sceny niepokonanym”?

21:52, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (33) »
poniedziałek, 28 stycznia 2008

Kolejna koleżanka pracowa powiła dziecię. Oczywiście w pracy radość ogólna zapanowała, w tym moja, bo co będę kobicie żałować – chciała ma:)! Rozmyślamy nad prezentem, wieści wszelkie przekazujemy sobie pocztą pantoflową, żeby położnicy nie męczyć stadnym napadem ukochanych współpracowników. Mimo całej dumy i radości, z pewnością jest umęczona jak dzika świnia i chyba nie nasze radosne gugania jej w głowie. I tylko jeden mały zgrzyt. Wszyscy znają moje podejście do posiadania potomstwa. Znają, bo się z nim nie kryję i wygłaszam pogląd pełną piersią. Więc zupełnie nie rozumiem, ba – uważam za nie na miejscu, komentarz jednego z współpracowników. Otóż mijając go na korytarzu usłyszałam: „Teraz, to Tobie dzidziusia życzę!”. No kurwa mać! Nie zdzierżyłam. Zatrzymałam się w pół kroku, zawróciłam i wygłosiłam pogadankę oświatową. Że ja nie. Że on wie, że ja nie. Że jakby się poczuł, chcąc mieć dzieci, gdybym z całego serca i naprawdę szczerze, życzyła mu, żeby ich nie miał. Że to nie są życzenia. Że życzy się komuś czegoś dobrego, czegoś dla niego. No! Oddaliłam się w nieznanym kierunku, czyli do palarni. Na trasie, napotkałam tym razem koleżankę. Zgadnijcie, czego mi życzyła?

22:35, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (95) »
niedziela, 27 stycznia 2008

Jako jednostka matematycznie nieprzydatna, podczas spotkań brydżowych mogłabym służyć jedynie do podawania przystawek – taka konkluzja mnie naszła, po przeczytaniu jednego z ostatnich wpisów Odwodnik. Ale, żeby przystawki podać, trzeba je najpierw przygotować. Zatem słowo się rzekło – przystawki u płotu. A właściwie – odsłona pierwsza:

Pomidorki faszerowane: dowolna liczba pomidorków koktajlowych. Leniwi mogą wybrać te średnie, robotni, te najmniejsze… Liczba uzależniona od tego jak wielu gości spadnie nam na głowę. Do 4 średnich pomidorków spokojnie wystarczy ½ serka feta (uwaga reklama niesponsorowana!) mlekowity, oregano i czosnek do smaku. Jak łatwo stwierdzić – pomidorki wydrążamy, fetę z czosnkiem, oregano i ewentualnie tymiankiem dziabdziamy na jednolitą masę. Jako, ze może być zbyt gęsta – dodajemy odrobinę oliwy. Jedno upychamy drugim i niech nikt mi nie mówi, że ma wątpliwości co czym:)

Rolada serowa. Przepis przypomniał mi się pod wpływem jednego z blogów kulinarnych . 30dag sera żółtego, najlepiej salami, bo jest wyraźny w smaku. Serek almette śmietankowy, 3 jajka ugotowane na twardo, fragment brokuła, kilka (4-5) rzodkiewek, natka pietruszki, 3-4 pieczarki, mała cebula. Ser pakujemy do woreczka foliowego, a następnie wrzucamy do wrzątku, na ok. 30 min. W tak zwanym międzyczasie – wodę należy wymienić. Z całej reszty robimy farsz, dziabdziając razem. Tylko cebulkę i pieczarki, drobno pokrojone podsmażamy. Po wyjęciu ser jest plastyczny. Rozciągamy go na natłuszczonym blacie, pokrywamy farszem i zwijamy, jak makowiec. Delikatnie przenosimy na folię aluminiową, zawijamy i pakujemy do lodówki, żeby się ścisnęła. Mniam:)! Takie przystawki to ja lubię podawać, myślę, że i Waszym gościom będą smakować.

21:42, daria_nowak , Jedzonko
Link Komentarze (29) »
czwartek, 24 stycznia 2008
Miał być lekki wpis, jako odtrutka na poprzednie. Nie wyszło:). Ale sądzę, że sprawa jest warta poświęcenia notki. Rzadkie choroby, jak sama nazwa wskazuje, dotykają niewielki procent społeczeństwa. Ale, jako, że wszystko jest względne, a tego typu schorzeń wyróżniono około 7000, to liczba chorych w UE szacowana jest na około 250 tysięcy. To zmienia perspektywę patrzenia - prawda? U podłoża tych chorób leży głównie genetyka. Przebieg jest ciężki i przewlekły, a charakter złożony. Niektóre pozwalają - przy właściwej opiece medycznej - na prowadzenie normalnego życia, inne często prowadzą do niepełnosprawności, lub skracają życia pacjenta. Poza zmaganiem się ze schorzeniem, pacjenci i ich rodziny narażeni są na izolację, brak pomocy, brak informacji, brak specjalistów w danej dziedzinie. Ze względu na mały procent występowania choroby spotykają się też z marginalizowaniem ich problemu.
Na stronach Komisji Europejskiej rozpoczęła się właśnie akcja „Konsultacje społeczne dotyczące europejskich działań w dziedzinie rzadkich chorób". Postanowiłam podać link, bo może, ktoś z Was zna kogoś, kto powinien zabrać głos ? Sprawa dotychczas nie była nagłaśniana, a sama strona KE jest tak dziwacznie skonstruowana, że znalezienie na niej czegokolwiek wymaga skomplikowanych wygibasów. Choć możliwe, że zwyczajnie jestem antytalentem w sprawach nawigacji po stronach internetowych. Tego wykluczyć nie można;)
19:37, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (44) »
środa, 23 stycznia 2008

W Polsce podobno ok. 90% ludzi jest przeciwnych adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Nie rozumiem tego. Podobnie, jak nie rozumiem posła PO mówiącego „Będziemy się bronić, bo to jest nie do pomyślenia, aby homoseksualista adoptował dziecko ". To jest nie do pomyślenia? To jest dyskryminacja! Czy jeśli pan poseł lubi swą żonę w latexach i z wibratorem w dłoni, to owa żona nie powinna obdarzyć go potomkiem;)? Czy jeśli pan poseł lubi striptiz, to powinien zostać bezdzietnym? Czy kobieta lubiąca anal, czy oral nie powinna zostawać matką? A jeśli facet lubi szeptanie do ucha świństewek, to nie ma prawa wychowywać dziecka? Czy jeśli seks nie jest jedynie sposobem na przedłużeniem gatunku, to jest zły, tfu i fuj? Czy wciągamy swoje dzieci do naszych łóżkowych spraw, nawet jeśli jesteśmy hetero? Czy do ciężkiej cholery oficjalna wersja rozmów o seksie ma brzmieć „pod kołdrą, po ciemku i myśląc o Polsce”? Jaki wpływ ma orientacja seksualna opiekuna dziecka na jego zdolność utrzymania dobrej rodziny i zapewnienia dziecku wszystkiego, co może pozwolić mu na harmonijny rozwój? Homoseksualizm to nie jest choroba zakaźna! Można być tak szują, jak i wspaniałym człowiekiem nie będąc hetero i nie ma argumentów, że nie. Pan poseł cholernie mnie rozczarował – niby partia proeuropejska, a gnioty poglądowe się zdarzają. Jasne. Bo lepiej kisić dzieci w domach dziecka, gdzie są bezosobowe, uprzedmiotowione i nie mają szans na wyrwanie się z zamkniętego kręgu braku więzi.

I co nam z wyroku Trybunału w Strasburgu, jeśli „Trybunał może sobie wyrok wydać, ale i tak nie będzie on w Polsce wykonany.” Procedura adopcyjna jest wystarczająco skomplikowana, by przeszli „najlepsi”, więc co kogo obchodzi kogo nocami pieprzą?

07:52, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (111) »
 
1 , 2 , 3 , 4