Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
sobota, 31 stycznia 2009
 
i jeszcze to:
 
Krzysztof Krawczyk i Edyta Bartosiewicz - Trudno tak...

22:35, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (17) »
wtorek, 27 stycznia 2009

Statystyczny Polak ma 20-24 lata i jest kobietą. Mieszka w mieście, daje na tacę 2 zł, jako, że jest katolikiem, wypija 7l alkoholu rocznie, zna ok. 1% swych praw, jada w ciągu życia w 8 restauracjach, ma zadłużenie rzędu ok. 8 tysięcy, poświęca telewizji 215 minut dziennie. Woli Madonnę od Mozarta, a bieliznę zmienia co dwa dni. Czyta pół książki rocznie i zżera 50 kg owoców. Statystyczny Polak może w każdej chwili wystąpić o zezwolenie na broń. Wystarczy, że złoży wniosek, pozytywnie przejdzie badania psychologiczne, otrzyma poświadczenie o niekaralności, przejdzie szkolenia, a także umotywuje w jakim celu potrzebna jest mu broń. Na koniec zaś otrzyma zgodę Komendanta Policji. Albo i nie. Statystyczny Polak czuje się bezpiecznie po zmroku w okolicach swojego miejsca zamieszkania i nie obawia się, że padnie ofiarą przestępstwa. Więc po co mu broń? Zwłaszcza, że jak twierdzi świeży minister sprawiedliwości „Prawo do obrony koniecznej nie jest w tej chwili tak złe, jak się propaguje. Martwi mnie natomiast, ze sady interpretują to prawo w cokolwiek wąski sposób"? Dla mnie brzmi to jak delikatna napaść na niezawisłość sadów, ale że zdanie mam podobne, wiec się nie będę rzucać. Niemniej jednak z powyższego w żadnym stopniu mi nie wynika, jakoby statystyczny Kowalski potrzebował ostrej broni palnej, która do tego jest mu jakoby zupełnie niedostępna.

Moim zdaniem Polacy nie potrzebują liberalizacji przepisów dotyczących dostępności broni. Czują się bezpiecznie, nowy minister będzie działał na rzecz poprawy sytuacji procesowej ofiar, ci którzy naprawdę potrzebują broni mają do niej otwartą drogę. Zatem po co? Po co dawać laikom narzędzie zbrodni? Po co narażać nasze rodziny? W USA, w latach 2000-2005 codziennie troje dzieci ginęło od przypadkowego postrzału. Na jaką cholerę prowokować do załatwiania rodzinnych awantur, czy pijackich popisów jedną kulką? Po co czynić broń obiektem kradzieży? Powiecie ‘przestępcy i tak maja broń! Trzeba móc się bronić'. Mają? Trochę, z pewnością. Mniej więcej 2% tej posiadanej w Polsce legalnie:). Wciąż jest jakieś ‘ale'? Zatem proponuję, by każdy kto takowe posiada, zamiast snuć fantasmagorie, spróbował sobie nielegalnie zorganizować pistolet na ostrą amunicję. Ku wielkiemu zdziwieniu, może się okazać, że łatwiej takowy znaleźć, niż kupić... (za udostępnianie lub przekazanie w 2008 ukarano całe 40 osób, za to aż 174 debili nieumyślnie straciło swoją legalną broń).

Fakt posiadania broni nie uczyni z nas komandosów. Broń nie da nam poczucia bezpieczeństwa. Nie staniemy się nagle sprawni, szybcy i opanowani. Wciąż będziemy tylko przestraszonymi ludzi, którzy strzelą bez zastanowienia, albo wcale. Oczywiście, że trzeba dać ludziom możliwość obrony przed bandytami. Ale nikt chyba nikomu jeszcze nie zabronił uczenia się sztuk walki, posiadania paralizatora, pieprzu czy innego świństwa w spreju, czy wyposażenia kuchni w noże Gerlacha;)? Zamiast bawić się w rozdawnictwo broni, na miejscu władz państwa, skoncentrowałabym się na skuteczności działań Policji, Prokuratury i nad NIEUCHRONNOŚCIĄ kary dla przestępców.

12:35, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (39) »
niedziela, 25 stycznia 2009

W małym królestwie na środku wszystkiego był sobie Król. Król był śliczny, miły i gładki. Uśmiechał się do ludzi i głaskał po główkach dzieci. Król Miłość I. Nosił piękne szaty, skończył dobre szkoły i kochał swój lud. Używał gładkich słów i uważnie słuchał, czego chcą poddani. Ci zaś, jak to ciemna masa, raz chcieli, a raz nie chcieli. Wszak iloraz inteligencji tłumu to nic ponad IQ najgłupszego tłumowego, podzielone przez ilość tłumowych. I tak przy każdym większym wydarzeniu w małym królestwie Król Miłość I słuchał głosu gawiedzi. A tłum chciał w dwie strony na raz... I tak na początku Król pozbył się mniej ważnych ludzi od zadań specjalnych. Oj, tych tłum nigdy nie lubił! Później przyszedł czas na trefnisia. Błazen, bowiem miał czelność w swoich żartach poruszać niedotykalnych. Mówił prawdę okrutną i niechcianą. Bezczelny! Król, więc odsunął się od błazna miast go użyć. A i to tylko dlatego, że błazen nie dał się utopić. Gdy w królestwie znów zagrzmiało, znów zawierucha i awantura, Król bojąc się reakcji gawiedzi, podał na tacy pospólstwu głowę radcy. Żądza krwi na chwilę ucichła. By za chwilę znów się pojawić. I tak tłum manipulował Królem, pragnącym poparcia, miłości i chwały. I choć zostało jeszcze wielu podręcznych do rzucenia na pożarcie, w tłumie zakwitła myśl... A jeśli Król chcąc zawsze być dobrym i litościwym w końcu rzuci i lud? Jak wierzyć władcy, który z obawy o siebie ofiarowuje najbliższych ludzi? Czy warto być dla niego tłumem?

Jaki morał z tej bajeczki? Prosty. Trzeba bać się Króla, który pozwala sobą manipulować w imię utrzymania kruchej miłości poddanych.

Lub bardziej współcześnie - szacunku nie zdobywa się drgając jak struna w odpowiedzi na sondaże...

Nie darzyłam ministra Ćwiąkalskiego specjalną estymą. Trochę mi wisiał i powiewał, a trochę wychodziłam z założenia, że nawet muppet byłby lepszy od Ziobry. Nie w tym jednak rzecz. Jeśli wystarczy spadek sondaży, by odciąć głowę jednemu z najbliższych współpracowników, to ile potrzeba by pozbyć się tłumu? Czy rzecz w popularności, czy w posiadaniu własnego zdania i wizji rządzenia? Można mieć rację, albo się mylić. Ale bać się rządzić? Ok., ale nie wtedy, gdy jest się premierem...

12:24, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (28) »
wtorek, 20 stycznia 2009

Wstyd się przyznać, ale dopiero niedawno przeczytałam „Pięć lat kacetu" Grzesiuka. Unikałam tej książki, jak ognia. Może to złe doświadczenia z czasów licealnych, gdy zmuszana byłam do czytania co barwniejszych opisów życia i umierania w obozach koncentracyjnych? Gdyby nie impuls, wciąż omijałabym szerokim łukiem wspomnienia Grzesiuka, robiąc wielki błąd.

Świeżo po lekturze oczywiście jestem wstrząśnięta. Trudno nie być, gdy człowiek przeniesie się z ciepłego świata czystej pościeli i pełnej lodówki, polarowych kurtek i butów na traktorze do obozowej rzeczywistości mordów, głodu, zagłady, katowania. Ale nie w tym rzecz.

W ramach obserwacji i przemyśleń doszłam do wniosku, że nie lubiłabym Grzesiuka live. Jako postać z książki fascynuje mnie, intryguje i wciąga. Na żywo... Sadzę, że miałabym do niego wielki dystans, może czułabym niechęć? Pamiętam jeszcze z wczesnej młodości niedobitki czerniakowskich cwaniaków. Niby ‘kumple' z Mokotowa, a jednak jakby inny typ ludzi. Cwaniaki. Miglanci. Kombinatorzy. Tak różni, w swojej mentalności, od sumiennej uczciwości, którą cenię.

To, czym Grzesiuk wygrał w obozie, co było jego tarczą i bronią, jest dla mnie wadą. Budzi zakłopotanie, nieufność i skrępowanie. Przeraża i fascynuje mnie ta małorefleksyjność, skupienie na tu i teraz, jako jedynym celu. Cała jego obozowa rzeczywistość budzi mój bezwarunkowy podziw. Nie oceniam, nie neguję, raczej patrzę w zachwycie. Przekładam sobie jednak jego osobę na świat ‘normalny' i nie umiem go lubić. Choćbym bardzo chciała...

00:32, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (44) »
wtorek, 13 stycznia 2009

Idź do nowej notki>>

Rok minął, co nieco się wydarzyło, coś się zmieniło, coś umocniło. A onetowy konkurs na bloga roku powrócił jak bumerang.. Rok temu wygrała „nasza" Goferka, a Annasza została nagrodzona aparatem fotograficznym. Tym razem, zainteresowanie konkursem na bloxie jakby osłabło i wśród znanych mi i wyjątkowych blogów niewiele zgłoszeń. Szkoda, bo mamy się czym pochwalić. Na przykład takim Polarnym Dzwiedziem, znanym w niektórych kręgach również jako Harry122.

Wiem, powtarzam się, rok temu również go polecałam. Ale fakt pozostaje faktem, że jakość Dzwiedziowego pisania się nie zmieniła, a on, chyba jako jedyny z zeszłorocznych polecanych, podjął ponownie rękawicę.

Znów zatem, wierna swoim poglądom, chcę Was zachęcić do przeczytania jego bloga. Jeśli to zrobicie jestem pewna, że oddacie nań swój głos. Dzwiedź pisze rozmaicie. Raz o niczym, wyciągając z tego sens, raz o czymś, wyciągając z tego absurd. Raz jest statecznym ojcem, wychowującym córki i ze zgrozą patrzącym na młodzieżową rzeczywistość. Raz jest niepoprawnym pracownikiem, którego dialogi służbowe czyszczą monitory czytaczom. Czasem jest poważny. Częściej wręcz odwrotnie. Zawsze jednak jest kimś. Myślącym obserwatorem i komentatorem wydarzeń, tendencji i ludzkich zachowań. Z wrodzonym talentem bawi nas nonsensem, absurdem i umiarkowanym malkontenctwem, prowokującym do myślenia. A w blogach właśnie o to chodzi. O poznawanie cudzych światów, innych spojrzeń, zmuszanie do myślenia.

Czemu ma służyć ta laurka, poza celem oczywistym? W gruncie rzeczy nie chodzi mi o dowartościowanie czasem spuchniętego Ego Harrego. Zwyczajnie sadzę, że blog, który pisze wart jest zauważenia i docenienia, tak jak cała platforma bloxa. Rok temu rozreklamowała nas Goferka. Pozwólmy się rozreklamować Harremu. Wysłanie smsa za całą złotówkę z vatem, to nie majątek, a moim zdaniem i nam i jemu się to należy.

 

sms o treści I00286 (pierwszy symbol to duża litera „i”, reszta to cyfry) numer 7144.

 

 

22:37, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (52) »
 
1 , 2