Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
niedziela, 31 stycznia 2010

Kolacyjka, mycie, książeczka, siusiu, lu lu. Tak. Pewnie. Jasne. Chciałabym. Znów dopadła mnie bezsenność. W ciągu dnia szamoczę się w charakterze zombie i obmyślam sposoby bezinwazyjnego wyżerania napotkanym ludziom mózgów (albo chociaż powinnam, w końcu od tego są zombie, żeby pożerać mózgi, o czym wszyscy wiedzą). Zasypiam na stojąco i wykazuję się inteligencją eugleny zielonej, w porywach do chrobotka reniferowego. A wieczorem… PING! Oczy się otwierają i koniec pieśni! Nie ma spania!

W konsekwencji koło 2 w nocy zaczynam być potwornie, zabójczo, anarchistycznie GŁODNA.

Zachowaj tu człowieku talię żrąc w nocy jak świnia!

Opcja z ciepłym mlekiem odpada. Nie wiem, czy wiecie, ale ono ŚMIERDZI.

Opcja z liczeniem baranów odpada. Tylu ich potykam w dzień, że nocą nie robią na mnie wrażenia.

Powoli godzę się z myślą, że jedyne wyjście to posada nocnego stróża…

 

piątek, 29 stycznia 2010

Nic na to nie poradzę, ale zima nie jest moja. Jako stwór wiosenny zimą produkuję szaliki i pożeram książki. I czekoladę. I ciastka. Przy tym nudzę się niemiłosiernie, więc postanowiłam dokonać wiekopomnego czynu i wyjść z domu w celu zrobienia sobie dobrze. Męskie dziwki, na które namawia mnie Pani O. są chwilowo poza moim zasięgiem finansowym, buty uznaję tylko na szpilkach, więc teraz nie nabędę, perfum mam zatrzęsienie, więc sposoby skuteczne i sprawdzone odpadają. Gdy szlajałam się z nudów po necie, Matka Google powiedziała, że całkiem niedaleko mam niezwykle renomowany zakład kosmetyczny. Acha! Zakrzyknęłam i stwierdziłam, że idę! Szykując się czułam się jak przed randką i niezwykle starannie dobierałam bieliznę. Fakt, celibatowi z wyboru zaraz stuknie roczek, ale żeby aż tak to na mnie wpływało?

Lekko spłoszona brnęłam w śnieżnej zawierusze optymistycznie licząc na doznania najwyższej klasy. I wiele się nie pomyliłam. Te miziania, błotka, srotka i masaże… Mrrrr Odprężenie takie, ze klękajcie narody. Zestresowane jednostki powinny sobie fundować taką przyjemność chociaż raz w miesiącu! Poczułam się dopieszczona i zaopiekowana do granic możliwości.

Gdy z nową twarzą wracałam do dom małe niebieskie ptaszki mi nad głową furkotały i niemal czułam się w obowiązku zatańczyć z pieśnią na ustach na środku ulicy. Już niemal widziałam, jak z resztą przechodniów wykonujemy w śnieżnej brei, układ taneczny do „Every sperm is”, gdy poczułam delikatne swędzenie policzka. Zignorowałam, zgrabnie przechodząc do „It All so quiet”, gdy poczułam dyskomfort na czole. Wrrr. Zatem „Deszczowa piosenka” i w momencie, gdy oczami wyobraźni widziałam jak zgrabnie okrążam nieistniejący hydrant oczy zaczęły mi łzawić.

 

10 minut później miałam pełne objawy uczulenia i zamiast gładkiej mordy straszyłam bordową wysypką.

Drobiazg. Zyrtec to dobry i skuteczny lek prawda:)?

 

 

piątek, 15 stycznia 2010

Niektórym się wydaje, że jeśli nie uciekają z krzykiem na widok komputera, to od razu są informatykami, a nie jedynie użytkownikami peceta. Gorzej, gdy to głębokie, choć mijające się z faktami przekonanie, zaczyna wychodzić poza ich prywatny rozumek i rozprzestrzenia się po okolicy w sposób zwyczajnie wkurwiajacy.

Kolega z Polski miał jakiś problem w kwestii jednego z przesłanych w Excelu wzorów - to znaczy stwierdził, że jeden sformatowany jest ŹLE. Ludzkie, pomyślałam i wiedziona odruchem, zadzwoniłam w celu rozwiania jego wątpliwości. Po kurtuazyjnych wstępach usłyszałam w słuchawce „ Przyciśnij czwartą ikonkę z lewej” i cholera mnie na wstępie wzięła. Ja rozumiem, ze być może kolega miał dotychczas do czynienia z jednostkami niesprawnymi komputerowo w stopniu znacznym, ale jeśli dzwonię w celu rozwiania jego wątpliwości, to raczej nie należy mówić do mnie jak do matoła. Zacisnęłam szczęki, ale grzecznie zapytałam jakąż to operacje ma wykonywać 4 ikonka z lewej, jako, że a) są to indywidualne ustawienia paska narzędzi, przez co ikonki mogą być przetasowane u każdego inaczej, b) mam nowszy pakiet Office. Ano podgląd. Ano ok. Zatem podgląd i cóż w nim. Ano arkusz mu zajmuje więcej niż 1 stronę podglądu wydruku i jest to błąd Warszawy, albowiem tak być nie powinno. Później było już tylko gorzej. Chyba nie przyjął do wiadomości, że opcje wydruku ustawia się w zależności od potrzeb. Nie przyjął również do wiadomości, iż w ustawieniach można wybrać opcję dającą taki sam nagłówek w na każdej stronie wydruku. Wciąż byłam grzeczna i nie chciałam mu robić przykrości, udowadniając, że zwyczajnie się błaźni. Zaproponowałam zatem opcję najprostszą – pracujesz najczęściej w Wordzie – zatem skopiuj do Worda (ctrl+a, ctrl+c, ctrl+v). Gdy usłyszałam, że kopiowanie tabeli zajmie mu 2 dni, więc może jak to takie proste to mu to zrobię i prześlę, zamarłam. Skończyła się grzeczność i dbałość o cudze ego. Skończyło się pobłażanie dla rozpretensjonowanego tonu i uszczypliwości.

Opierdoliłam od góry do dołu. Za chamstwo, którego zdążył w międzyczasie dać popis, za niekompetencję, za niesłuchanie, za genialny pomysł drukowania dokumentu który z założenia ma mieć formę JEDYNIE elektroniczną, a najbardziej za niemyślenie.

I nie uogólniałabym tak strasznie, gdyby nie był to kolejny taki przypadek, a w kontrze do niego nie stały choćby: Beata, Ewa, Małgosia, Basia – pytające o to jak pewne rzeczy na komputerze zrobić.

Ja naprawdę jestem tylko użytkownikiem. Do tego samoukiem z dużą pokorą podchodzącym do tematyki obsługi różnych programów. Mam świadomość, że pewne rzeczy wiem, a jeszcze więcej nie. Pytam. Uczę się.

Za to moi koledzy – z zasady wiedzą (lepiej), potrafią (lepiej) obsługują komputer (lepiej), znają się (lepiej), a także życzą sobie, oczekują i żądają, zamiast zwyczajnie prosić o pomoc.

Rozbuchane męskie ego połączone z bezmyślnością zaczyna budzić we mnie agresję…

 

 

11:06, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (32) »
poniedziałek, 04 stycznia 2010

Porządkując ekwipunek zimowy znalazłam cały skład rękawiczek. Czerwone, różowe, czarne, zielone, ecru. Każdej po jednej sztuce. Zupełnie jak w przypadku skarpetek. Dwóch takich samych nigdy się nie znajduje w szufladzie… Widać nakrywki końcówkowe mają naturalne tendencje do rozłażenia się po okolicy.

Zanabyłam zatem nowe, czarne, długie i całkowitym przypadkiem również ciepłe, a następnie zaczęłam dumać jakby tu przeciwdziałać ich skłonności do indywidualnej eksploracji środowiska mniej więcej naturalnego.

Oświecenie spłynęło na mnie w trakcie produkcji n-tej czapki. (Uwaga, chwalę się: Tak,! Nauczyłam się robić 4 drutami na raz i puchnąc z dumy ubieram bliższą i dalszą rodzinę w czapki wątpliwej urody).

Dziecięciem będąc miałam rękawiczki na sznurku. Zawsze przy człowieku, zero problemu z gubieniem ich gdzie popadnie, zero stresu, co z nimi zrobić w sklepie, gdzie i tak pot człekowi z nosa spływa i, starym zwyczajem, brakuje trzeciej ręki. Pomysł wcieliłam w życie za pomocą sznurka półsłupkowego wyprodukowanego na szydełku. I to działa! Początkowo wzbudzałam lekki chichot wśród współpracowników oraz znajomych, którzy nie mogli przyzwyczaić się do widoku majtających się u rękawów drugich rąk. Ale… zaczynają mi zazdrościć tej łapnej swobody i wygody. Podśmiechujki się skończyły, zaczynają się nieśmiałe prośby o sznureczki w stosownych kolorach. Na razie w ramach odwetu złośliwego odmawiam, ale w końcu się pewnie złamię:)