Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
czwartek, 23 lutego 2012

Podtytuł: gdzie ja, kurwa, schowałam świeczki???

Matex zwany Rodzicielką w przyszłym tygodniu obchodzi urodziny. Konkretnie 15ste.

Jako córka przykładna, idealna oraz jedyna w swoim rodzaju postanowiłam poza zanabyciem prezentosa, w jakiś bardziej spektakularny sposób obejść okazję.

W tym celu zawiązałam rodzinny spisek. Ciotka M. została zwerbowana do działań dywersyjnych na tyłach wroga – to jest do zwabienia Rodzicielki do się na piątek po pracy i sobotę.

Rodzina w postaci najulubieńszych: Cioci W., A., R. oraz nieletniej kijanki J. zostali poinformowani o planowanej cichaczem imprezie, na którą mają się stawić. Równie ulubionej reszty nie informowałam, bo musieliby siedzieć sobie wzajemnie na kolanach i jeść po dwoje z jednego talerzyka.

Plan jest prosty.

W dniu jutrzejszym, bladym świtem udaję się „do pracy” porzucając dom Rodzinny. Tamże mam urlop, zatem miast stawić się w białym budynku lecę kurtzgalopkiem do sklepu marki Mokpol, w którym to dokonuję pierwszej partii zakupów. Następnie czaję się na rogu, celem zmylenia wrażych wojsk i nie natknięcia się nań na trasie do autobusu.

Tu następuje chwila odpoczynku i czas na kawę z papieroskiem.

Następnie wpuszczam do dom siłę roboczą do konserwacji powierzchni płaskich, bo mam tylko 2 ręce i nimi kręcę. Sama zaś lecę na ponowne zakupy, tym razem w pełnym uzbrojeniu, tj. z wózeczkiem siatami i biletem autobusowym. I tak obawiam się, że kursy czekają mnie trzy, ale damy radę.

Po powrocie w odpowiedniej kolejności przygotowuję: tatara, roladę żółto serową, warpsy z łososiem, śledzie w oliwie, sałatkę pieczarkową, sałatkę serową, sałatkę z bobu, szaszłyki (pomidor, oliwki, camembert), zupę brokułową, medaliony z polędwiczek, sałatę z rzodkiewkami, kopytka, jajka w majonezie, jabłka w sosie waniliowym, sernik.

Sposobię salon i idę spać. Dnia następnego lezę niemrawo po winko, wędlinkę, chlebuś i tym podobne dodatki. W planach jeszcze produkcja własnej żurawiny, ale może mi czasu nie starczyć, zwłaszcza, ze z doświadczenia wiem, że każdą pojedynczą jagódkę należy ręcznie rozplaskacić…

 Ciotka kołuje solenizantkę i pod dowolnym, acz nieopracowanym jeszcze pretekstem, przywozi ją do dom, gdzie witamy ją tortem czekoladowym produkcji A. oraz chóralnym śpiewem „Sto lat, sto lat”, a w miarę upływu winka przechodzimy na zestaw pieśni biesiadnych i popularnych („Góralu, czy Ci nie żal”, „ Hej sokoły”, „Oczy cziornyje”, a może się zdarzyć, że dojdziemy do "Jesteś szalona", choć NIKT OCZYWIŚCIE NIE ZNA TEKSTU;))…

UP DATE

UDAŁO SIĘ WSZYSTKO, CHOCIAŻ NAROBIŁAM SIĘ JAK KOŃ ZA PŁUGIEM. GOŚCIE BYLI REWELACYJNI, MAMUT ZASKOCZONA, A JA DUMNA NIESŁYCHANIE. CO NAJCIEKAWSZE Z ROBOTĄ WYROBIŁAM SIĘ PRAKTYCZNIE W PIĄTEK I SOBOTĘ MIAŁAM ODPOCZYNKOWĄ DO 15.00, BO WTEDY ZNÓW RUNĘŁAM DO KUCHNI.

TO, ZE NA KONIEC PIERDOLNĄŁ MI KRĘGOSŁUP, TO JUŻ SZCZEGÓŁ W SKALI KRAJU;) NAWET DZIEGCIA NIE BARDZO MOGŁAM NOSIĆ, A PO JEDNOKROTNYM PODNIESIENIU GO Z PODŁOGI MYŚLAŁAM, ZE PADNĘ TRUPEM.

CO NIE ZMIENIA FAKTU, ZE UTWIERDZAM SIĘ W GŁĘBOKIM, JAK RÓW MARIAŃSKI PRZEKONANIU, ZE JA JEDNAK Z URODZENIA JESTEM KUCHARĄ:)



wtorek, 21 lutego 2012

Kiedyś pisałam o flejowatej koleżance pracowej. Dawno to było, jej abnegacja i próby porannego nawiązywania kontaktu werbalnego na idiotyczne tematy przestały mi stać kością w gardle, głównie dlatego, że po kilku tygodniach wspólnego kiblowania w jednym pokoju zaszantażowałam ówczesną Szefową „ona, albo ja” i dostałam inny pokój.

Na tym by się skończyło i w ogóle nie byłoby tematu, gdyby nie drobiazg. Po 35 latach odchodzi od niej mąż. Ma dość trajkotania nad uchem, żądania współczucia, obwiniania wszystkich o wszystko, czarnowidztwa, wylewania wiader goryczy, pesymizmu i flejtuchostwa. Wytrzymywał, bo 5 dni w tygodniu był w innym mieście. Dzieci dorosły, wyprowadziły się, koniec farsy. To tak w skrócie. W efekcie od miesiąca wszyscy z osobna oraz niekiedy stadnie, jesteśmy raczeni wyrzekaniem na niego, wypominaniem, co ona dla niego zrobiła, co poświęciła i jak on jej za to odpłaca. Całość urozmaicana jest tekstami w stylu „nie wolno mu”, „nie dostanie rozwodu, bo ja będę miała za małą emeryturę, tak mi prawniczka powiedziała”, „jak on śmie, po tylu latach, egoista”, „jakim prawem, to wszystko jego wina”, oraz „niedoczekanie”.

I choć w dalszym ciągu nie cierpię jej szczerze oraz z siłą wulkanu Eyjafjallajökul, to jednak mi jej żal. Chłopa rozumiem, jak mało kto i tak był twardy, ale widzę, że jej skończył się świat. Widzę, że się rzuca, wariuje, chudnie na potęgę, na wszystko reaguje histerycznie i odmawia przyjęcia do wiadomości faktów. Ten mężczyzna nie chce mieć z nią do czynienia i choćby nie wiem co zrobiła – on ma do tego prawo. A ona, ma prawo czuć się skrzywdzona…

Z tego wszystkiego pożyczę jej chyba sukienkę na jakieś rodzinne przyjęcie na którym chce zadać szyku. Taka kompensacja dla poprawienia samopoczucia. Mojego.



21:33, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 20 lutego 2012

Awantura w sprawie leków refundowanych jakby przygasła. Właściwie szkoda, bo było wesoło, a zeszmacenie posadką ministrowi A. negatywnie na urodę i charyzmę nie wpłynęło, więc można było z przyjemnością popatrzeć. Wprawdzie z całej konferencji zapamiętałam jedynie „dziki zachód” oraz przeciwdziałanie lobbingowi korporacyjnemu, ale co tam, miałam rozrywkę! Głównie z obrony spieprzonej reformy autorstwa najsłabszego Ministra Zdrowia od czasów M. Łapińskiego i z nieudolności Ministerstwa jako takiego. A dziś mam potwierdzenie tez rzucanych wówczas na sucho!

Pewien lekarz (Michał Nedoszytko 2012), całkiem normalnie pracujący w zawodzie, w tak zwanym międzyczasie zrobił coś, czego Ministerstwo nie osiągnęło przez lata! Internetową listę leków ze wskazaniem % refundacji, zamienników, a nawet z zaleceniami.

Czyli da się, jeśli tylko się chce. Nawet jeśli chce się jedynie hobbystycznie, z łaski, na uciechę. Niniejszym dzielę się LINKIEM, bo może się przydać tak na własny użytek, jak i w celu podrzucenia mniej lub bardziej znajomym medykom. Jako bonus w pakiecie – urocze poczucie humoru autora strony:).



 

18:50, daria_nowak
Link Komentarze (15) »
niedziela, 19 lutego 2012

Jak powszechnie wiadomo nie biorę udziału w żadnych konkursach. Niemniej jednak, póki byłam stałym blogerem, coś nie coś mnie to interesowało. Ba! W 2007 roku zaszczyciłam nawet swą obecnością imprezę blog roku, wzięta na krzywy ryj przez jednego z zaproszonych gości. Akurat wtedy wygrała nasza bloxowa Goferka z „W stronę precla”, co nie powiem, napełniło mnie (osobiście;)) dumą, równie wielką jak i nieuzasadnioną (przyczepiło się gówno do okrętu i mówi „Płyniemy!”).

Zdarzało mi się promować blogi, które startowały w konkursie. Zawsze solidnie to uzasadniałam, co swego czasu wywołało nawet wielką awanturę w komentarzach i skończyło pewną bloxową znajomość. Innym razem przejechałam się po jednym z jurorów, który nie popisał się myśleniem. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że dodatkowe wyróżnienie w ramach bloga roku dostała… Kasia Tusk. Jako zdeklarowana fanka Marke Life Harder, nie odpuszczę i się wyrażę.

Poświęciłam się nieziemsko i obejrzałam, czytać bowiem nie było czego... I jakiż obraz mi się rysuje? Młode dziewczę, z lekkim narcystycznym rysem lubi na siebie patrzeć, lubi pozować, zwłaszcza w pozie wystraszonej łani, ma niewinne oczęta, które lubi spuszczać i początki anoreksji. Z chorób – dodatkowo zakupoholizm, po cenach jakże przystępnych, dla przeciętnego zjadacza korporacyjnego chleba z wielkiego miasta. Za plus należy uznać umiejętność poruszania się na szpilkach.

Nie czepiałabym się, bo ludzie mają prawo mieć pstro w głowie i być późnymi nastolatkami. Ot, fanaberia i ekshibicjonizm, jak u każdego blogera. Mam tylko jedno pytanie – za co Kasia dostała wyróżnienie? Za szpilki? Za płaszczyki i okulary? Za własny styl ubierania się, co jak wiadomo czyni człowieka celebrytką wyższej klasy oraz człowiekiem jako takim?

Pusto, głucho, normalnie intelektualna knieja. Ale ja się czepiam, bo przecież tego chcą tłumy… ciężej poczytać ze zrozumieniem Andsola, niż popatrzeć na nowe rajstopy, czy inny badziew. Szkoda trochę, że tak płytko samą siebie narysowała Kasia. Szkoda, że szanowna komisja wpadła na pomysł rodem z Pudelka. I znów wychodzi, że blogi to wielkie byle-co.

Na odtrutkę: Make life harder – czyli przaśnie dla normalnych ludzi.

update:http://www.plotek.pl/plotek/56,78649,11198350,Kasia_Tusk_pochwalila_sie_plaskim_brzuchem__Zobacz.html

 

zabił mnie komentarz kretu23;)

sobota, 18 lutego 2012

Od lat wielu ludzi, głównie silnej i jedynej słusznej wiary wmawia nam, że aborcja to zło najźlejsze, a kobiety, które dokonały tego potwornego czynu czują wyrzuty sumienia w każdej milisekundzie życia. Co sądzę o aborcji pisałam nie raz, więc powtarzać się nie będę, w końcu wiecie. A co sądzę o wypowiedzi Pani Marii Czubaszek. Powiem tylko: WRESZCIE!!!

Wiele kobiet, które aborcji dokonały czują jedynie ULGĘ właśnie. Może się to nie podobać Pani Kępie, czy Panu Piesze, który aniołków natworzył stadami w zamierzchłych czasach sprzed przemiany wewnętrznej godnej Konrada. Ale nie w podobaniu rzecz.

Wyjdźmy z tego ciemnogrodu jedynych słusznych odczuć– jesteśmy różni. Ludzie o racjonalnym światopoglądzie nie widzą w kilkunastodniowym płodzie życia poczętego. W efekcie nie pozbywają się dziecka, tylko jego zaczątków, które jeszcze nie są niczym poza zbitkiem komórek. Dlaczego więc, mieliby odczuwać cokolwiek poza ulgą? Nie chcę się tu wdawać w okoliczności wyborów, w sytuacje życiowe, singielskie nadęcie, czy mężów alkoholików i 5 żyjącego i wołającego o żarcie przychówku. Rzecz w podejściu i końcu zakłamania.

Znam co najmniej 3 kobiety w wieku różnym, które aborcji dokonały. 2 z nich są szczęśliwe, jak prosięta w deszcz i swoją decyzję o usunięciu płodu uważają za jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek podjęły. Jedna sztuka, mówi otwarcie, że choć wie, że zrobiła dobrze, to czasem zastanawia się, jak by to było gdyby. Jakoś nie wygląda mi to na złamane życia i czarną rozpacz po wsze czasy?

Niepopularność tych poglądów aż bije w oczy, prawda? Jedyna różnica pomiędzy nimi, a Panią Czubaszek, to kwestia rozgłosu i tuby medialnej. Może przyszedł czas na obalenie kolejnego mitu i złamanie tabu lat 90tych?

Panuje pogląd, że mimikra, potakiwanie i nie rzucanie się w oczy z odmiennością w stosunku do ogólnie właściwych poglądów jest wygodne. Taka mimikra, dająca poczucie bezpieczeństwa. Może wreszcie dotrze do nas, że takie wygodnictwo ma krótkie nogi? I przynosi więcej szkody, niż dobrego. Może?



22:03, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (25) »
 
1 , 2