Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
czwartek, 30 listopada 2006

Tak się dziś zastanawiam, czemu my kochamy tych naszych chłopów? Cóż takiego wnoszą w nasze życie, że tyle dla nich chcemy zmienić, tyle wytrzymujemy, czasem przymrużamy oko, a czasem wzdychając w duchu „kur…wa no” uśmiechamy się czule. Czy to pęd gatunkowy? Mimo rozwoju świadomości, abstrakcyjnego myślenia, mimo przeciwstawnego kciuka i paru innych zdobyczy ewolucyjnych- wychodzą z nas zwierzaki, które chcą utrzymać ciągłość gatunku? Czy to może tradycja wpojona w dziewczyńskie główki przez babunie – ze kobieta bez mężczyzny jest niekompletna?

Zatem o co chodzi?

Pytam nie negując, a raczej wręcz przeciwnie… bo sama tak miewam:). Ciekawi mnie tylko co Wy o tym sądzicie? Zatem? Dlaczego morda się śmieje, gdy hipotetyczny „on” dzwoni, gdy przyniesie jakiś wiecheć pachnący z kwiaciarni, gdy znienacka powie, ze o nas myśli, gdy rozpozna po minie, tonie, czy westchnieniu, nasz nastrój:)

Jakim cudem zapominamy, ze jest leniwym egocentrykiem;), który chrapie i drapie się po jajkach bez opanowania;)? Ba! Co więcej jakim cudem chrapanie, czy drapanie nas rozczula? Hę?

Żeby nie zostać posądzoną o seksizm – od razu wyjaśniam:), że ciekawa jestem też, czemu ci biedni mężczyźni wytrzymują z nami, mimo niepohamowanego pędu do zakupów, porannego wyglądu, płaczliwej natury i PMS;)

wtorek, 28 listopada 2006

W ramach zmian, które szykują się w Warszawie, w związku z wynikiem wyborów – szczury chcą uciekać. Żeby uciekły, trzeba im znaleźć ciepłe, spokojne posadki. Już się zaczęło… Ciekawe czy będzie o tym tak głośno jako poprzednich hurtowych zwolnieniach urzędników. Ciekawe, czy te będą przeprowadzane z większą klasą… Hiciorem poprzednich zwolnień były dwa „samochodziki ze szczylami”. Szczyle, w czarnych garniturkach, rozsiadły się w jednej z sal konferencyjnych pewnego Ministerstwa i WYWOŁYWALY po nazwisku ludzi do zwolnienia, spośród wszystkich zebranych pracowników. Klasa, nie ma co… A ludzie, fachowcy, pracownicy z wieloletnim stażem, szanowani, kulturalni, zaskoczeni całą sytuacją – podchodzili jak uczniaki do tablicy. Aż w końcu wyczytali nazwisko pewnej damy, która na urzędniczeniu zjadła zęby… Wyczytywali ją chyba trzy razy…a ona nie wstawała. Szczyle zdziwione „poprosiły” do siebie…. I? I padła odpowiedz: „chłopcze, jeśli czegoś ode mnie potrzebujesz, to wstań i podejdź”…

Zmiany, zmianami, ale poziom trzeba trzymać:)

 Jako osoba niereprezentująca sobą tak wysokiego poziomu i z racji młodego wieku, wciąż nie do wszystkich mogąca pozwolić sobie na pewne zachowania… zaopatrzę się w pomoc techniczną… widoczną na zdjęciu:) Wydanie brązowe nabędę Rodzicielce:) Będziemy tępić chamstwo i drobnomieszczaństwo;) własnoręcznie;)

Tylko jak ja, w takiej torebce, pomieszczę niezbędnik konieczny przetrwalnikowy każdej kobiety? Ostatnia inwentaryzacja torebki stwierdziła obecność: portfela, 6 błyszczyków, 4 szminek, dwóch opakowań Durexsów (ke?? Skąd ja to mam?), dyskietki, faktury za usługi medyczne sprzed pół roku, trzech pilniczków, pliku wydruków bankomatowych, pieciu długopisów, opakowania plastrów luzem, trzech komórek, dwóch parasolek, kart do gry, słonika na szczęście, dokumentów, wejściówek do rożnych dziwnych miejsc, sześciu biletów PKP, pięciu skasowanych biletów autobusowych, itd…:)

poniedziałek, 27 listopada 2006

W domu pierdolnik, a nasza Swieta zachorzała. Chyba musze zacząć ćwiczyć…


 

Swieta należy do ludzi przepraszających, za to, ze żyją. Jest ciepłą, dobrą i serdeczną osobą. Za pracą, za pieniędzmi wyjechała na zachód. Teraz zachód to są my… Na początku nie umiała jeść nożem i widelcem. Wsytdziła się siebie, ale była zdeterminowana. Chciała pracować, żeby jej córki mogły żyć na ludzkim poziomie. O ile chatka bez łazienki to normalny poziom życia. Przerażona kobieta znalazła kilku dobrych ludzi. Odwdzięczyła się za zaufanie – sercem, pracą i ciepłem. Nie raz dzieliła z nami łzy. Nie raz chciała się odwdzięczyć za okazane serce, wariatka jedna… Wracając do Polski przywoziła nam … prezenty… Ostatnio buteleczkę domowej nalewki skonfiskowali jej celnicy… A teraz? Teraz jest kłębkiem nerwów (mąż alkoholik, matka chora, dziewczynki puszczone samopas), teraz jest chora, w obcym kraju, groźnym świecie, w którym boi się przyznać, ze jest Ukrainką, która sprząta. Czemu? Bo spotykają ją same przykrości. A ludzie u których mieszka są niezadowoleni. Czemu? Bo nie może sprzątać… No nie może, przy ciśnieniu na zmianę 90/60 i 180/100 nie może myć okien i skakać ścierając kurze. Pewien lekarz odmówił jej badania… no bo jeśli trzeba ją będzie skierować do szpitala, to problem finansowy może spaść na niego. Pewnie. Lepiej niech zdechnie. Lepiej, żeby dostała wylewu. Lepiej… Boszzzzzzzzzz jak mnie to irytuje. Znieczulica. Dobrze, że jeszcze są na świecie normalni ludzie…

22:16, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (21) »

 


 

Gorzko mi. Nie umiem znaleźć sobie miejsca. Ani tam, ani tu. Rzuciłam się w wir pracy.  Umalowana, odpieprzona jak stróż w boże ciało. Bryluję. Kawkuję, herbatkuję, mądrzę się nieprzeciętnie. Krążę jak rekin w poszukiwaniu ofiary. Kogoś na kim będę mogła wyładować bezsilność i frustrację. Złość na siebie i wszystko dookoła. Nie mam ochoty się śmiać. Dziś nie mam nawet ochoty funkcjonować. Mam ochotę być opryskliwa, złośliwa, wkurwiajaca, przemądrzała, a przede wszystkim drapieżna. Mam ochotę robić wszystkim przykrości, po których będę czuła się fatalnie. Mam ochotę gnoić, wbijać noże, pazury oraz zęby! Może dom mnie uspokoi?

14:12, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (21) »
niedziela, 26 listopada 2006

Tak w ogóle to piszę tylko i wyłącznie dlatego, ze mam ochotę. Za to aktualnie brak mi weny. Więc będzie bardzo głupia notka o połykaniu tabletek. Fascynująca ta czynność wbrew pozorom nie jest tak banalna jak mogłoby się wydawać.

 W pierwszej kolejności zaznaczam, ze tabletki można podzielić na dwie grupy – łykane i ałykalne. Tabletki łykane nie sprawiają żadnego kłopotu, nie potrzebują zagryzienia ogórem kwaszonym i w ogóle wchodzą jak zmrożona Finlandia. Drugi rodzaj natomiast wymaga pomocy technicznych, w postaci szklanki z płynem nie wyskokowym, a czasem nawet wspomnianego popychacza. Mają wkurwiająco szorstka powłoczkę, tak specjalnie obmyśloną, by podczas połykania zacierała się w powierzchnię gardła, ze słyszalnym wręcz chrzęstem. Z atrakcji dodatkowych – zostawiają po sobie cudownie wymiotny smak jak amfetamina. Cud, miód i orzeszki po prostu…

Tabletki, które aktualnie pożeram są jeszcze w miarę łykane, choć mają swoje wady. Należy, zatem stworzyć dla nich zupełnie oddzielną kategorię – tabletek elastycznych dziwaczniełykalnych. Łobuzy wyprawiają dziwne sztuki, które krótko można określić „uciekaniem”. Chowają się bowiem skórkojady tak zmyślnie, że nawet wymyślne manewry okołojęzykowe nie przynoszą efektów… Za to tabletka, w ramach swojej siły bezwładności, sama z siebie kieruje się ku tchawicy... można się zatem w ramach farmakoterapii udusić:). Być może taki efekt uboczny nie byłby jeszcze tak strasznie straszny dla lekarza, bo w końcu – gdyby pacjent nie był kretynem i połykał grzecznie – to z pewnością by pomogły… Tym razem jednak występując w charakterze pacjenta stwierdzam, ze taki efekt mnie nie satysfakcjonuje;)

Tak na marginesie zastanawiam się skąd u osoby, która na gastroskopię leci chętniej niż na pobranie krwi i szeroko pojęte;) połykanie wręcz lubi takie trudności w obsłudze niektórych tabletek…;)? Hmmm…? Jakieś pomysły:)?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5