Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
niedziela, 30 listopada 2008

Nie umiemy chwalić innych. Głupio nam, albo niezręcznie, albo boimy się, że ktoś potraktuje to jako fałszywe wkupianie się w łaski. Brakuje tradycji mówienia dobrze o innych, a szkoda. W końcu cholernie tego potrzebujemy! Niniejszym wyłamuję się z tradycji i będę chwalić! Własną, osobistą przyjaciółkę na początek.

Jakiś czas temu, jedna z najwszechstronniejszych osób, jakie znam, do spółki z koleżanką, założyła sklep. Zaczęło się internetowo (w końcu to moja przyjaciółka, tak?) i skromnie. Z czasem doszedł jak najbardziej realny sklep z biżuterią hand made w Landzie. Później były wzmianki w gazetach, wywiady w telewizji. Ale dziewczyny zamiast rozsiąść się wygodnie i odcinać kupony, od popularności, znów wymyśliły coś nowego. Tym razem kiermasz mikołajkowy. Ponad 20 wystawców, z biżuterią, modnym obecnie decoupagem, torbami, pluszakami, bombkami i ceramiką. Do tego (zupełnie jak nie moja przyjaciółka!) pomyślała nawet o kąciku zabaw dla dzieci. Całości patronuje min. Służewski Dom Kultury, Warszawa online, czasdzieci.pl. Jestem pełna podziwu. Zwłaszcza, że całość powstawała na moich oczach i, choć głośno nie mówiłam, byłam dość sceptyczna. Chapeau bas, Pani Olgo. Zrobiłaś coś wielkiego.

Do zobaczenia na kiermaszu. Ja będę polować na pluszaki i spinki do mankietów. Mam nadzieję, że i Wy się na coś skusicie?

środa, 26 listopada 2008

Narrator: Za górami, za lasami, za kilkoma rzekami, w pięknym, białym zamku mieszkała śliczna królewna. Jej skóra jak płatek białej róży, drobne usteczka, jak maliny, oczy jak leśne jeziora po prostu, jak w mordę dał Śnieżka! Kochali ją wszyscy, bo poza urodą była też dobra, uczynna, miła, wesoła i urocza. Przy okazji miała też cholerny charakterek, ale to już szczegół, o którym mało kto wiedział. Niestety, nie ma za dobrze, więc w królestwie znalazł się ktoś kto nie kochał królewny. Była to oczywiście zła królowa - macocha, która codziennie rano brała swe złote zwierciadełko i pytała:

Królowa: Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?

Narrator: Dotychczas lustereczko odpowiadało, że to królowa jest najpiękniejsza. Pewnego dnia jednak zmieniło zdanie i rzekło:

Lustereczko: Królowo, jesteś piękna jak gwiazda na nieboskłonie, jak audi klasy S, ale no sorry Cię bardzo, Śnieżka jest tysiąc razy piękniejsza od ciebie. I do tego ma fajniejsze cycki...

Królowa: Osz w mordę i nożem! Nie podoba mi się to! Gnojówa dorasta, pięknieje, zaczyna mi robić konkurencję! I jeszcze te cholerne niebieskie ptaszki przysiadające jej na dłoni! Będzie tego! Niech no myśliwy, w głębokiej kniei Śnieżkę zgładzi, poszatkuje, zmasakruje, kawałek wątroby i dutki na dowód mi tu przyniesie jako zagrychę do wódki!

Narrator: Jak pomyślała, tak i zrobiła. Zawezwała Myśliwego i wydała polecenia.

Myśliwy: Zrobię tak, jak każesz królowo moja. Ale jak to tak? Poszatkować, oczy wydłubać, zgwałcić wielokrotnie i z włosów oskubać? Toż ja prosty chłop jestem! Brak mi fantazji seryjnego mordercy!

Narrator: Ale i na to królowa miała radę. Dostał więc myśliwy paczkę książek z merlina, do przestudiowania, celem wykształcenia w sobie finezji seryjnego mordercy. Przeczytał i, chcąc nie chcąc, wywiódł słodką Śnieżkę pod byle pretekstem w las głęboki

Śnieżka: Czy mi pan nareszcie zdradzi, dokąd dzisiaj mnie prowadzi?

Narrator: Zaszczebiotała głupio Śnieżka trzepocząc rzęsami i dyskretnie poprawiając pas do pończoch, który wrzynał jej się w tyłek. Miała już trochę dość tej całej wyprawy. Na małe bzykano wcale nie trzeba wychodzić tak daleko! Czy ten kretyn próbował kiedyś chodzić po lesie w szpilkach??? Ale Myśliwy speniał. I to podwójnie! Ech, chłopy...

Myśliwy: Śnieżko cudna i wciąż nieletnia, za tym zagajniczkiem jest polana kwietna, tam znajdziesz domek. Idź przed siebie dalej drogą, wszak zwierzęta ci pomogą

Narrator: Wściekła dziewczyna, porzucona w kniei, pochlipała, pomamrotała pod nosem i zaczęła łazić bez celu, bo głupio jej było wracać do domu z rozmazanym make upem i do tego z ujmą na niebzykniętym honorze. W końcu spotkała wilka.

Wilk: O Śnieżka! Siemano! Co się tak plączesz, yo? Wyglądasz jak siedem nieszczęść, yo, idź no, kobieto do krasnali, yo, gębę obmyj, prześpij się trochę, yo. Bo w takim stanie to Ty do domu lepiej nie wracaj. Wstyd będzie straszny, a i myśliwego król za odpowiedzialność pociągnie, że Ci krzywdę zrobił! YO!

Narrator: Śnieżka spojrzała w swoje odbicie w leśnym strumyku, jęknęła przeciągle i poszła do krasnali. A tam wszystko malutkie, czyściutkie, schludniutkie. Spodobało się dziewczynie i stwierdziła, że zostaje. Padła wycieńczona na dwa zestawione łóżka i zachrapała, aż miło. A tu wróciły krasnoludki...

(krasnoludki śpiewają: hej ho, hej ho, do domu by się szło...)

Krasnal 1: Stójcie bracia, zdrada straszna, jakaś krowa w szkodę nam wlazła! Dziwne ślady są na drodze... Jakieś ciuchy widzę rozwalone na podłodze?

Krasnal 2: Panna śliczna, jak śnieg biała, pochrapuje... Czyżby spała? Oczy otwiera... Czy ją znacie? Witaj, witaj w naszej chacie!

Śnieżka: (zieeeeeeew) Wszystko zaraz Wam opowiem: Wczoraj się nieszczęście stało - macosze mej lusterko powiedziało, że piękniejsza jestem ja -  a nie ONAAAA. Wiecie, jaka była zła? Chciała życie moje skrócić, na śmietnik historii mnie wyrzucić!

Krasnal 5: Och, nie możesz do niej wrócić! Będziesz mieszkać w naszym domu, nie powiemy o tym nikomu!

Śnieżka: Jak ja się wam odwdzięczę! Chyba w pracy was wyręczę? Chętnie obiad ugotuję, grządki skopię, stare swetry spruję! Dom urządzę Wam od nowa! Bo choć porządek tutaj macie i nie wiszą brudne gacie, i choć woda i wiatr hula, ma się to nijak do zasad feng szuja!

Narrator: Zajęła się więc Śnieżka prowadzeniem chatki pracowitym krasnalom. A oni dziarsko pracowali, wydobywając złoto (złoto, złoto, złoto!) i cenne kamienie, ze szczególnym uwzględnieniem brylantów już oszlifowanych. Co wieczór podawała im gorącą kolację spełniając się kulinarnie w tartach tatin i lazaniach szpinakowych. Ale czegoś jej brakowało... W wolnych chwilach zajęła się więc chałupniczym jubilerstwem, metodą prób i błędów zdobywając nie byle jakie umiejętności. Z wdzięczności za pomoc, krasnale zaś robiły dla niej nowe narzędzia jubilerskie. Bo umiały! A co! I żyliby tak sobie po cichutku i szczęśliwie, ale... Zła królowa, którą wstępnie udobruchały zwierzęce wnętrzności pokazane przez myśliwego, znów zaczęła nękać lustereczko...

Królowa: Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?

Narrator: A zwierciadełko... cóż... Chcąc ratować skórę Śnieżce, najpierw udawało zapalenie gardła, później rozstrój nerwowy oraz depresję, ale królowa nie dawała spokoju. Wezwała najlepszych lustrzanych medyków, którzy zdemaskowali symulanta... I dowiedziała się prawdy...

Królowa: Ty głupia kupo szkła! Tak sobie ze mną chciałeś pogrywać? „Off with their heads!" Tfu! Się zasugerowałam... Znaczy: off with your head! Wezwać mi tu pazia! Niech idzie na targ, kupi kosz najpiękniejszych jabłek! I wraca natychmiast, bo mu nogi z dupy powyrywam!

Narrator: Królowa przeszperała dostarczone jabłka, wybrała najpiękniejsze, wyguglała najnowszy zestaw skutecznych zaklęć wujka Voldemorta, dostępnych w sieci za jedyne 1,99 ojro, płatne smsem i zatruła śliczne jabłuszko. Przebrała się w łachmany i poszła załatwiać sprawę sama.

Śnieżka: Ach któż to bieży ku mej chatce, muszę pomóc starej matce!

Królowa: Kosz jabłuszek, na targ niosę, zjedz kochana jedno, proszę!
(Śnieżka już już wyciąga łapsko po jabłuszko, gdy na jej palcu błyska cudnej urody pierścień własnoręcznie wykonany, jeden, drugi, trzeci!) Ha, A cóż to? Moja piękna, skąd masz takie cuda na rękach?

Narrator: Gdy wieczorem krasnale wróciły do domu, znalazły Śnieżkę i królową, które właśnie kończyły pisać biznes plan... Bo choć uroda była dla królowej ważna, to zdawała sobie sprawę, że dzięki pieniądzom może ją dłużej utrzymać... Poza tym, czyż nie lepiej być dość pięknym, a do tego obrzydliwie bogatym?

W perspektywie czasowej pojawił się również Książę. Jako, że był bankrutem, całkiem spodobała mu się myśl, że Śnieżka zakłada już 30 salon jubilerski. Żaden kryzys im niestraszny!

 

środa, 19 listopada 2008

Koniec roku, podobnie jak jego początek, to moment, gdy nie wiem jak się nazywam, jaki dzień tygodnia, jaka pogoda, ani czy jadłam śniadanie. To czas, gdy cały roboczy tydzień ucieka niezauważony, rozdzielony pomiędzy 'spać' i 'pracować'. Nawet w weekend nie mam kiedy nadrobić blogowych, mailowych czy realnych zaległości. Źle mi z tym, głupio, niekomfortowo.

Równie źle jak ze świadomością, że 5 dni z życia umyka mi na sprawach ważnych inaczej, a 2 przesypiam. Przerażająca wizja życia od soboty do soboty. Jakby pozostałe dni nie miały znaczenia, ani głębszego sensu. Jakby podstawowym celem życiowym było ciągnięcie kieratu zawodowego, przed którym ucieka się w weekendowy odpoczynek. Labę, podczas której nie ma się nawet ochoty na ułańską fantazję. Labę ciszy i spokoju, a przede wszystkim labę warczenia pod nosem, gdy ktoś dzwoni - do drzwi, czy telefonem. Labę bezmyślną, jak letarg. 120 godzin, 7200 minut, 432000 sekund utopionych w nierzeczywistym świecie abstrakcyjnych wymagań, oczekiwań i czynności.

A gdzie życie? Gdzie czas na śmiech, na przyjaciół, na nocne Polaków rozmowy, na czystą niezmąconą zabawę? Gdy wyczerpana psychicznie, emocjonalnie i, tak zwyczajnie, fizycznie, patrzę na tygodnie, które minęły - szkoda mi. Szkoda tego czasu, który z własnej woli oddałam. I dziś znów ta myśl - byle do soboty. Życie upływa weekendami.

09:02, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (50) »
niedziela, 16 listopada 2008

Kobiecie kupić prezent – to drobiazg! Wystarczy trochę ją znać, albo nawet i nie, by w 15 minut zaopatrzyć się w cosia, który sprawi jej mnóstwo przyjemności. Gorzej, gdy to jednostka bardzo bliska, której chcemy zrobić prawdziwą radość. Ale jednak się da i to bez specjalnej gimnastyki i wygibasów. Za to z mężczyznami nie jest już tak łatwo. Zapalniczka? Breloczek? Kubek? Szachy? Jasne, można, czemu nie. Ale jeśli nie pali, kubków i breloczków ma jak lodu, za to przed rozrywkami bez użycia komputera wzdryga się z dużą mocą? Wot zagwozdka! Takowa właśnie zamigotała mi na horyzoncie. Głowiłam się długo, męcząc przyjaciół i znajomych, aż w końcu, starym zwyczajem pomógł mi Internet. Natknęłam się na stronę PERSONA i poczułam ćwierć orgazmu! Dokładnie o to chodziło. Coś niezobowiązującego, przydatnego (tak, wiem, zbyt mocno stąpam po ziemi, ale, halo! To ja chciałam nóż pod choinkę!), a przy tym oryginalnego. Cały pic w personalizacji właśnie. Na każdym proponowanym drobiazgu można ‘wybić’ dedykację. Dzięki temu ‘anonimowy’ portfel, czy podkładka do kompa zyskuje dodatkowy wymiar prywatnego prezentu dla danego człowieka, na konkretną okazję. Nie wiem jak Wam, ale mnie pomysł oczarował. Zobaczymy, czy jednostek, dla którego prezent został nabyty będzie równie zadowolony.

piątek, 14 listopada 2008

Język angielski stał się tak popularny, że z jego pomocą można się dogadać właściwie wszędzie. Nie da się ukryć, jest to wygodne. Zwłaszcza, że sam język, jako taki, do prostych należy zdecydowanie! Dodatkowo bombarduje nas zewsząd, mimo, że już tego nie zauważamy, więc i melodyka i akcentowanie powoli stają się wszystkim bliskie. Nie da się jednak ukryć, że z językiem trzeba mieć kontakt, bo inaczej ulatuje i na nic się zdają lata nauki. Z mojego punktu widzenia, nawet nie tyle nauki, co obcowania z angielskim. Jako 7 letnie dzieciątko zostałam siłą na ochotnika wysłana na pierwsze zajęcia (usiłowano, gdy miałam trzy lata, przekupując mnie płonącymi naleśnikami. Naleśniki w knajpie zżarłam, współpracy odmówiłam i skończył się temat:)). Cała podstawówka i pół LO, to lekcje 2 razy w tygodniu po półtorej godziny. I wiecznie nieodrobione prace domowe:). Od siedmiu lat nie mam kontaktu z angielskim. Czuję jak wyparowują mi słowa, jak zapominam całych zwrotów. Nic to, że w dalszym ciągu się dogadam. Nic to, że na potrzeby pracowe wszystko sobie przetłumaczę. To już nie to. Nie ma tej łatwości i swobody mówienia… W ramach akcji przeciwdziałającej pożyczyłam w oryginale… jedną z części Harrego Pottera i czytam ją sobie półgłosem;). Zobaczymy, jaki będzie skutek. Pewnie opłakany, ale chociaż wiem jak to się, cholera, kończy;)

 
1 , 2