Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
niedziela, 30 grudnia 2007

Na Mokotowie, w Wigilię zabrakło chleba. Szczegół ten jest o tyle ważny, że jak zwykle „brak” wywołał u mnie natychmiastowe zapotrzebowanie, graniczące z fobią. Po przegalopowaniu 8 sklepów, w końcu – sukces! Chlebek, w tym taki z soją, do tego ciepły, został nabyty. Oczywistym jest, że pajda została skonsumowana w trybie pilnym. I tu nastąpił mały zonk, bowiem podstępny płatek owsiany, którym udekorowano chlebek, zdradziecko wbił mi się w dziąsło za dwójką. Pogrzebałam, wyszorowałam zęby i zapomniałam. HA! Tylko wydawało mi się, że zapomniałam. Bowiem zaczęłam puchnąć i się „zapalać”. Ni kukku nie pojmowałam czemu jest gorzej, gdy ciało obce wydostałam ekspresowo. Aż do dziś. Dziś przestałam dziwić się czemukolwiek, bowiem samoistnie z dziąsełka kochanego wysunęła się DRZAZGA niemal centymetrowej długości. Opuchlizna złazi, jedzenie zaczęło sprawiać przyjemność, skończył się stan podgorączkowy, do którego się nie przyznawałam. I co ja mam teraz myśleć o „chlebie naszym powszednim”;)?

piątek, 28 grudnia 2007

Zazdrość, jak twierdzą niektórzy, to uczucie niegodne. Powinniśmy się jej wstydzić i unikać jej ujawniania, tym samym ratując się od kompromitacji. Zazdrość niszczy zamiast budować i wywołuje tylko cierpienie. Ponoć. Bo ja twierdzę, że nie. Zazdrość jest naturalną częścią związku, nierozerwalnie związaną z miłością i partnerstwem. Nie ta destrukcyjna, powodująca chore zachowania – czytanie cudzej korespondencji, czy sprawdzanie każdego słowa partnera u osób trzecich. Nie ta, która pozbawia zaufana, wzbudza potrzebę kontroli, a w końcu agresję. Ta kwalifikuje się, jak dla mnie, na chorobę psychiczną, a jednostki pierdolnięte i niebezpieczne należy trzymać z dala od normalnych ludzi. Ale jeśli mówimy o szczypcie, odrobinie zazdrości, to… Sami się zastanówcie – nie lubicie tego wzroku partnera, gdy prowadzicie całkiem niewinną rozmowę z atrakcyjnym całkiem_nie_ważne_kim? Nie lubicie tego wrażenia, że on/ona wodzi za wami wzrokiem? Nie łechcze to próżności? Nie daje wrażenia „chyba mnie jednak kocha, czy jak?”;) Ja lubię! Do dziś nie zapomniałam tego dreszczyku emocji, gdy kochanie, prawie dwa lata temu, mimo niesprzyjających okoliczności, pisząc niemalże z kibla na gg, zrobiło mi delikatny wyrzut o wstawione na bloga zdjęcie. Może to chore, ale zrobiło mi się tak mmmrrrr:) Szczypta zazdrości jest jak aromatyczna przyprawa. Byle nie przesadzić. Nie popaść w chorobliwą zazdrość, albo zaborczość. Tak, bo zaborczość to kolejny problem. Każdy z nas ma prawo do własnego marginesu. Kawałeczka świata dla siebie. Każdy ma prawo pomilczeć, bez nagabywania „a o czy myślisz”, „a dlaczego się spóźniłeś 23 minuty i 42 sekundy?”, „a jak byłeś z kolegami na piwie, to kto dokładnie był?” Ma też prawo mieć kawałek czasu i rzeczywistości tylko na własne potrzeby. Osobiście dostałabym ciężkiej kurwicy serca, gdybym musiała się tłumaczyć ze wszystkiego, od wyrazu pyska poczynając, a na wyskoku na ploty skończywszy. Ale do podobnej sytuacji doprowadziłby mnie całkowity tumiwisizm Nie_Mojego na tle mojej osoby. I tak zostaję przy wersji, że jako smakosz – lubię dobrze dawkowane przyprawy:)

środa, 26 grudnia 2007

Wracamy do rzeczywistości. Ale to już nowa rzeczywistość. Tak moi drodzy nastąpił przełom. I właściwie wciąż trwa. Trzyma mnie bunt. Trzyma i puścić nie może. Jednak bycie kobietą bywa niezwykle wygodne. Na przykład można bezkarnie mieć zły nastrój:) I zawsze być usprawiedliwioną! Ha! Genialne! Można też bezkarnie w trzy dni pożreć dwa opakowania uspokajaczy i chodzić w lekkim transie:) Można też całkiem bez konsekwencji w ogóle nie spać w nocy, rekompensując sobie w dzień! Można się też przestać odzywać do wszystkich. Cisza bywa cudownym wynalazkiem, zwłaszcza, gdy nie ma się nic do powiedzenia! Naprawdę rewelacja, spróbujcie kiedyś. No to kochani, przed jutrzejszą pracą – jeszcze butelka wina i coś na sen, bo dzień przespany, a jednak o 5.30 zadzwoni budzik i trzeba będzie zrobić się na bustwo ruszając na podbój świata;). I co z tego, że owy świat mam głęboko w dupie:)?

20:06, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (32) »
czwartek, 20 grudnia 2007

Ludzie od zawsze paplali o miłości. Prawdziwej, niespełnionej, uskrzydlającej, rodzicielskiej, odwzajemnionej, cielesnej, czy platonicznej. Tworzyli wiersze, albo grafomańskie albo wiekopomne. Czasem zwyczajnie przeciętne. W uniesieniu komponowali. W szale przelewali uczucia na płótno. Niektórzy zrobili z miłości sens życia. Niektórzy wyjałowili się z uczuć. Zredukowali do „jeść, pić, wydalać, pracować, spać”. Każde wyjście ma swoje zalety. Każde ma swoje wady. Dla mnie ogromne znaczenie w uczuciach ma intymność. Jest ważniejsza od namiętności. Może, dlatego, że na działania mam wpływ, a na emocje nie? Może, dlatego, że namiętność szarpie człowiekiem. A ja nie lubię być szarpana;) Podobno nadchodzi czas miłości, zrozumienia, serdeczności i dobra wszelkiego. Tak? Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Chyba, że to bardzo krótki czas. A później świat wróci do normy. Tfu, cholerny realizm;)

środa, 19 grudnia 2007

Czyli – o czym miałam nie pisać?

Ano o biskupach. Pomyślałam sobie tak: „Dario kochana i niezwykle piękna! Po cóż będziesz rzucała ciężki temat, w zakupowej zawierusze, gdy nikt nie ma czasu czytać wpisów dłuższych niż 4 linijki?”. I to działało. Ale temat wlazł mi pod skórę, jak te robaki, co w żywym mięsku składają jajeczka. Wlazł, złożył, a one zaczęły rosnąć, larwy wylazły i muszę się podzielić refleksją, bo mnie od środka żre. Najpierw powiem coś, co się pewnie nie spodoba. Uważam, że na in vitro państwo nie ma kasy. Co więcej, uważam że to nie jest leczenie (nie leczy bezpłodności), profilaktyka, ani rehabilitacja, zatem państwo kasy mieć nie musi. Ale za „niegodziwy i niedopuszczalny” uważam list biskupów. Starsi panowie, żyjący w celibacie powinni odwalić się od aktów miłość nie/lub małżeńskiej, nie zaglądać nam w rejony zakazane i przestać wpieprzać się ogółowi w kwestie moralności. Proszę bardzo – z ambony, do wiernych mogą mówić, co im ślina na język przyniesie, lub pan papież pozwoli. Ale tego typu listy uważam za haniebne prostactwo, zaścianek i zacietrzewienie, do którego prawo prędzej ma 27 letnia niewyżyta seksualnie;) panna, wykańczająca właśnie drugą butelkę wina, a nie hierarchowie kościoła. Zajęli by się „chłopcy” lepiej stadami bezdomnych, albo rodzinami wielodzietnymi żyjącymi na skraju ubóstwa, bo kościół mówi stanowcze „nie” antykoncepcji i uświadamianiu młodzieży. I nie, w przeciwieństwie do adresatów – polityków, nie uważam, żeby słowa biskupów wymagały zastanowienia. Jedyne, co z nimi zrobić można, to z całkowitym brakiem szacunku, dla stetryczałego bełkotu olać ciepłym sikiem. Ale ja nie jestem politykiem, który panu B. świeczkę, a diabłu ogarek.

20:43, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (60) »
 
1 , 2 , 3