Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
środa, 31 grudnia 2008

W zaspanym porannym autobusie siłę do dyskusji miało tylko trzech żuli. I niech mi nikt nie mówi, że może nie żuli, bo nie jednego widziałam i się znam. Jednostka sprawna umysłowo w stopniu minimalnym zapijaczoną mordę rozpozna. Zatem dyskutowali. Okolice godziny 7 rano nie są najlepszym momentem na kontakt z rzeczywistością, więc ich dysputa przelatywała mi się między uszami nie zostawiając śladu w głowie. Do czasu, gdy jeden z nich, z wielką pogardą stwierdził „Wałęsa? A kto to w ogóle jest? NIKT!". W tym momencie obudziłam się z letargu. Chwilę jarzyłam o co chodzi przełączając się na tryb Daria myśli. Niepomna mądrej maksymy „Ślimak w swej skorupie śni tę radość zaszczytną, nie kładź oczu między drzwi - to ci ich nie przytną" poczułam się ruszona. Na szczęście zbliżał się mój przystanek, więc zamiast wdawać się w pyskówkę o poranku, przechodząc do wyjścia nachyliłam się nad prowodyrem i uprzejmie zapytałam „Wałęsa był prezydentem. A Ty, mały człowieczku, kim jesteś? Tylko żulem". Wyszłam. Idąc w sino brunatną dal zastanawiałam się skąd ten odruch (mówiąc na marginesie - zastanawiałam się również, czy za mną wysiedli;))? Przecież za czasów prezydentury Wałęsy czułam się zażenowana, patrzyłam na jego gafy i krew mnie zalewała. Słuchałam wywodów rodem z zawodówki i miałam ochotę walić łbem w ścianę. Czemu wiec nagle poczułam ten imperatyw, dźgnięcie ostrogą? Przecież Wałęsy nie kocham. Może jednak zwyczajnie szanuję go jako symbol. Jako człowieka z charyzmą. Przywódcę ruchu, który odmienił rzeczywistość. Są rzeczy za które można go podziwiać i kwestie w których wręcz należy polemizować. Ale nie można mu odbierać znaczenia. Nie i już.

10:46, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (32) »
poniedziałek, 29 grudnia 2008

Swego czasu, podczas dyskusji u Alexa, wymyśliłam sobie temat. Ponurackie Święta Polaków. Z czasem myśl mi ewoluowała, a dzisiejszy Polarny wepchnął mnie na właściwy tor. Jeśli sadzicie, że jesteśmy już po Świętach, to dawno nie byliście w takim błędzie. Nawet 1 stycznia, to nie tylko popularny Nowy Rok. Dodatkowo obchodzimy bowiem Światowy Dzień Pokoju i Światowy Dzień walki z AIDS.

Co więcej w samym pierwszym miesiącu roku czeka nas 16 świątecznych dni, w tym Dzień Wikipedii. A później? Luty i tylko 11 świątecznych dni. Skandal! Nie to, co taki radosny maj, ze swoimi 25 dniami.

Razem do kupy naliczyłam coś koło 217 świąt różnej maści, w tym moje nowo_ulubione: Światowy Dzień Różnorodności Biologicznej (29.12), Dzień Orgazmu (21.12) - w razie trudnosci ze skojarzeniem o co chodzi - posiłkuj się obrazkiem poglądowym;), Dzień Znaczka Pocztowego (9.10), Święto Pracownika Ochrony ((22.08), Międzynarodowy Dzień Osób Leworęcznych (13.08), Dzień Wiatru (15.06), Światowy Dzień Nerek (8.03), Narodowy Dzień Życia (24.03) stojący najwyraźniej w opozycji do Dnia Świętości Życia (25.03). Powyższe jednak przebija Dzień Bezpiecznego Internetu. Brzmi trochę jak Dzień Bezpiecznego Seksu, którego to święta nie znalazłam i postuluję o dopisanie na listę. Może być to święto ruchome, lub przypadające umownie na 10 dzień każdego miesiąca.

Mimo sporej liczby dni świątecznych oraz sugerowanego, wciąż czuję pewien niedosyt. Z braku poniedziałkowej weny liczę na Waszą inicjatywę. Jakiego święta nam brakuje? Jednoosobowe jury, w mojej postaci, wybierze najtrafniejszy pomysł i narzuci go reszcie. Na blogu odbędzie się feta, tłumy zapamiętane w radości będą szalały!

Aktualne propozycje:

Dzień Okularników 

Dzień Antykoncepcji

Dzień Teściowej przemianowany na Dzień Wrednej, Jędzowatej Teściowej z Piekła Rodem i Dzień Kochanej i Anielsko Cierpliwej Teściowej

Dzień Matki Polki Umęczonej

Dzień Mola Książkowego

Dzień Seksoholików

Dzień Promujących Celibat

Dzień Zadających Głupie Pytania

Dzień Przemądrzałych Domorosłych Psychologów i Mędrców

Dzień Nadaremnie Walczących o Zrzucenie Wagi

Dzień Niecodzienny 

Dzień BO TAK!

Dzień Bez Windy 

Dzień Świętego Spokoju

Dzień Dupka

Dzień Świeżego Powietrza

Dzień Bullterriera

Dzień Upierdliwego Pacjenta

Dzień Fizjoterapeuty Umęczonego Upierdliwym Pacjentem

Dzień magistranta, najlepiej 5 stycznia

Dzień Złamanego Paznokcia

Dzień Walki Z Zaparciami

Dzień Rozsądku

Dzień Niedostópka i Nędasa

Dzień Świra

Dodam jeszcze: Dzień stawiania na swoim

Dzień Koziołka Matołka

Dzień asertywności

Dzień Decyzji Za Mnie

Święto Spania!!!

Dzień Noszących Soczewki

Święto Spania

Dzień Bez Telefonu

Święto Uśmiechu!

Dzień i chuj / Święto i chuj

Noc Różowego Pantofelka

Dzień gry wstępnej

Dzień masturbacji

Dzień milczenia

Dzieńdobry

Dzień zagubionej prababci

Dzień Bez Żadnego Święta?

Dzień Kota Szyltkretowego ;)

Dzień Bolącego Zęba

Dzień walki z wiatrakami

Dzień suszki biurowej

Dzień odchodzącego tipsa

Dzień złamanego paznokcia

Dzień odpryśniętego lakieru

 

Mój typ: Dzień BO TAK!

 

 

sobota, 27 grudnia 2008

Na rodzinnym obiedzie świątecznym występowałam w zieleniach. Nie z własnej woli. Raczej z uprzejmości. W celu dopracowania całości, nie mogąc założyć ukochanej bransoletki z koralem, zostałam ubrana w pierdzionek. Urody wysokiej, więc nie protestowałam. Jako żem chudołapka, bez problemu został wetknięty na środkowy palec lewej ręki, jednym delikatnym ruchem. Gdybym wiedziała, jakie będą skutki, uciekłabym z krzykiem.

Obiad przerodził się w kolację, wróciłyśmy późno, lekko zakręcone winem, za to z humorem wręcz szampańskim. Wszystko byłoby ładnie, pięknie, gdyby nie poranek.

Obudziłam się w lekko wykręconej pozycji, z głębokim uczuciem dyskomfortu. Niby nic, ale wrażenie zdecydowanie umiejscowiło się w okolicy upierścionkowanego palca. ‘Ki diabeł' pomyślałam nieprzytomnie i nie otwierając oczu usiłowałam się pozbyć pierścionka. I tu nastąpił problem. Biżuteria stawiła opór. Wciąż niedobudzona posłałam kilka miłych słów w eter i zaparłam się mocniej. Nic. Poza zwiększeniem dyskomfortu... Niedobudzenie minęło mi jak ręką odjął. Wyciągnęłam łapę... i zrobiło mi się z lekka niedobrze. Palec był spuchnięty, w twarzowym czerwonym kolorze, z fioletowawymi smugami. Wytrysnęłam jak oparzona do łazienki. Zimna woda, lód, zimna woda, lód, mydło i nic. Nawet jakby trochę gorzej. Lód masło - nic. Lód, oliwa - nic. Za to we mnie zaczęła narastać histeria. Ręce mi się trzęsły, gdy szukałam innych poślizgowych produktów, z identycznym skutkiem praktycznym, rzecz jasna. Paluszek z czerwieni przeszedł w lekkie bordo, pozbyłam się fragmentów naskórka, gdzieniegdzie nawet skóry. Hmmm. Nie było wyjścia, z rozpaczą zaczęłam szukać czegoś, co nadawałoby się do czynu ostatecznego, czyli przecięcia ustrojstwa. Ręce mi się trzęsły, gdy dorwałam wreszcie cążki. W pierwszej kolejności oczywiście wbiłam je sobie w palec. Nic to, damy radę, powtarzałam, choć panika i kolor palca intensywniały. W końcu - sukces. Ale od pełnego uwolnienia dzieliła mnie jeszcze akcja „zdejmowanie". Oj, bolało. Cały palec, równiusieńko przecięłam ostrym końcem złota. Super.

Fioletowość minęła dopiero dziś. Strach już wczoraj, poczucie winy za działania niszczycielskie ma się dobrze. Palec nie odpadł (jak dotąd;)).

 

15:38, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (27) »
czwartek, 25 grudnia 2008

Wystąpił dziś u jednej trzeciej kotów. Wczorajszy wieczór, okraszony kolacją w skromnym gronie, przywołał dwa koty podstawowe. Przyjątko spędziły głównie na krzesłach przy stole, bądź pod tymże, cichcem dokarmiane pieczonym schabem. Jedzenia karpia i szynki odmówiły stanowczo. Pierogów też nie chciały. Jedna trzecia w postaci Antoniny, walnęła focha, w związku ze sproszeniem obcych człowieków, których obecność, zdaniem koty, była całkiem nie na miejscu. Cały wieczór kota spędziła u mnie w pokoju, zakopana w kołdrze, obrażona na świat i okolicę. Dziś to sobie odbija. Nie opuszcza mnie na krok. A produkcja farszaków z kotem w obcięciach, nie należy do wyczynów prostych:) Za najwłaściwszą uważa sytuację, gdy siedzę przy komputerze, jedną ręką klikam myszką, a drugą, non stop, miziam ja po głowie. Alternatywą jest pozycja leżąca z człowiekiem wtulonym w kocie pupsko. Tu również musi zachodzić czyn miziaczy. Bez tego kota pcha się do ust i tuli łbem w nos. Może chciała wczoraj pogadać, a przy „obcych" się wstydziła?

niedziela, 21 grudnia 2008

Rodziciel był. Drugi raz w tym tygodniu, co należy zaliczyć do rekordów. Obcy chłop, a tyle mamy wspólnego. Widzę siebie w nim, a coraz częściej jego w sobie. Ta pryncypialność na przykład, albo o - stanowczość. Zamiłowanie do zwijania sznura przy suszarce do włosów i porządku w szafce. Uwielbienie dla wszelkich robótek ręcznych i pociąg do majsterkowania.

Rodziciel poza prezentem choinkowym zwanym właściwym, od zawsze obdarowuje mnie „paczką". Kiedyś mnie to śmieszyło - dawać słodycze jednostce na wiecznej diecie, do tego nielubiącej słodkiego. Z czasem zaczęłam doceniać. Ta paczka to taki powrót do dzieciństwa. W starych, paskudnych, komunistycznych czasach takie paczki organizowały zakłady pracy. Pomarańcze, orzechy i mnóstwo słodkiego badziewia. I sezamki. Bleeee! Dziś siedziałam po turecku na podłodze, stara, prawie trzydziestoletnia baba i z zachłannością dziecka poznawałam tajniki paczki. Batoniki, mandarynki, cukierki, nieśmiertelne sezamki i chałwa. Gorzka czekolada, której nie tknę i rafaello, które pożrę. Starczy do przyszłorocznych Świąt...

A wśród tego wszystkiego... Jedna pomarańcza, calusieńka, raz przy razie nabita goździkami... Nie widać nawet skrawka koloru. I wiecie? Ta cała paczka, cały prezent, zdechły przy pomarańczy. Odebrała im znaczenie. Bo cóż za problem iść do sklepu i nakupić słodyczy? Cóż za problem wsadzić w kopertę banknot. Ale spędzić cały wieczór nabijając pomarańczę goździkami, to już inna bajka. To się robi DLA kogoś...

Dziękuję Tato.

00:03, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (52) »
 
1 , 2 , 3