Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
poniedziałek, 21 grudnia 2009

Na czas remontu wyekspediowałam część kwiatów na klatkę schodową. W końcu kamienica mała, łącznie 17 mieszkań, wszystkie gęby znajome, domofon, ogrodzenie, te sprawy, więc niby czemu nie. Zdziwiłam się mocno, gdy po powrocie na własne śmieci stwierdziłam, że dwie hoye chowane od listka, a obecnie giganty – zniknęły. Zdematerializowały się też dwie draceny i jedna trzykrotka, czy inne gówno ponad 4 metrowej już długości. Zniesmaczyło mnie to mocno, ale się trzymałam.

Z rozpędu wywiesiłam w windzie uprzejmą prośbę o zwrot kwiatów, zakładając, że jakiś debil mógł pomyśleć, że kwiatki wystawiono do wzięcia przez chętnych. Głupio od razu walić z grubej rury per ZŁODZIEJ, trzeba brać pod uwagę radosną bezmózgowość. Kogoś sumienie ruszyło i odzyskałam jedną hoyę, dracenę kiwi i trzykrotkę. Wow.

W końcu, z bólem serca, na reszcie położyłam krzyżyk. Najtrudniej było z draceną lemon lime, która przez lata była moim oczkiem w głowie i którą wielbiłam bałwochwalczo.

Wczoraj, wyszłam na chwilę na klatkę schodową podlać tamtejsze kwiatki i szlag mnie jaśnisty trafił. Jakaś ZŁODZIEJSKA KURWA była uprzejma podrzucić zwłoki mojej draceny. Zwłoki, bo szansa na to, ze zreanimuję ten szczątek jest minimalna. Jakaś ZŁODZIEJSKA KURWA umyśliła sobie, że uformuje MÓJ kwiatek na badyla z grzywką. Nie cierpię tego! Szkoda mi tych odrywanych liści, a poza tym to wygląda IDIOTYCZNIE. Co więcej, jakaś ZŁODZIEJSKA KURWA nie umiała prowadzić mojego kwiatka! Zostały trzy liście! Dwa pozostałe są POUCINANE! W połowie. Albo w trzech czwartych. Ciemniały pewnie z braku opieki i ZŁODZIEJSKA KURWA nie wiedziała co robić, więc cięła.

Nawet jeśli dam radę, w co nie wierzę, uratować dracenę będzie tym idiotycznym badylem z grzywką! Jest mi przykro. Jest mi cholernie, strasznie, obrzydliwie przykro. Szkoda mi wypieszczonego kwiatka, z którym się zżyłam i który tak lubiłam, a który odpłacał się bujnymi listkami i pięknym wyglądem. Szkoda mi tak, że się popłakałam. Jeszcze bardziej mi szkoda, że nie zlokalizuję tej ZŁODZIEJSKIEJ KURWY w celu wydrapania jej oczu, naplucia na buty, urwania złodziejskich rączek, obicia pustego łba i zdemolowania czegokolwiek.

Z braku możliwości odwetu wolałabym nie wiedzieć, że taki los spotkał mój wypieszczony kwiatek…

Ot taki świąteczny motyw o tym jacy to ludzie są dla siebie dobrzy przed świętami.

 

09:44, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 14 grudnia 2009

Moja szefowa jest BOGIEM. Kocham ją oraz wystawię jej pomnik.

I nie, nie chodzi o pieniądze:)

Jak dojdę do siebie, to może rozwinę, a może nie bo mi impet przejdzie:)

Zatem rozwinę.

Są na świecie rzeczy niemożliwe. Siły wyższe obiektywizmy niezależne, czy jak tam to zwał. Czasem trzeba się z nimi pogodzić, jak z władzą PiS oraz bezradnością PO. Człowiek może to jedynie przetrwać, albo uciec. Gdy ucieczka nie jest najmądrzejszym wyjściem zostaje przetrwanie i ewentualne ciskanie się na papierosie z przyjaciółką. Jak w każdej firmie i u mnie są rzeczy nie do przeskoczenia. Nie żebym się z tym pogodziła! O nie! Na to jestem za głupia i mimo całego cynizmu nabytego, jednak zbyt wiele zostało we mnie idealizmu. I właśnie wczoraj się tak ciskałam. Jak goły w pokrzywach.

A wszystko z tytułu jednego ludzika, który z wyjątkową konsekwencją jest… sobą. Siedziałam więc i się wkurwiałam, wiedząc z doświadczenia, ze każdy kto stanie z nim w szranki polegnie i nie ważne kto ma rację.

Aż tu niespodziewanie… Moja własna osobista Szefowa postawiła na swoim. Tak po prostu. Precedens dekady.

Do dziś nie wyszłam z szoku. I nie jest to jakieś tam zaskoczenie, czy zwykłe zdziwienie, to całogębny, szok egzotyczny. Nawet jeśli nie uda się jej nic więcej, nawet jeśli nie wygrała „wojny” to wielka bitwa jest jej. Możliwe, ze to była całkiem prywatna bitwa o Anglię. Podobnie jak wtedy, nie jest to koniec starć, o nie, ale pojawiła się nadzieja i szansa na poprawę losu. No i może upadł pewien mit… Choć możliwe, ze na razie tylko się chwieje?

 

środa, 09 grudnia 2009

Jest sobie szpital w środku Warszawy. Ponoć dobry, więc i oblegany. Muszę go minąć 5 razy w tygodniu leząc niemrawo o poranku do roboty i popołudniu mrawo wracając. Porzuciwszy komunikację miejską na rzecz marszów jesiennych, zaczęłam zwracać uwagę na otoczenie, w tym na samochody.

Ja pierdolę! Przy szpitalu rozdyźdane błoto po kostki, nie ma jak przejść, chodnik, uliczka dojazdowa i trawniki całe! zastawione samochodami. Czemu? Ano szkoda zainwestować 4 złotych w parking. Drugi dzień z rzędu muszę czyścić płaszcz ochlapany fontannami błota wyskakującymi bez uprzedzenia spod obruszonych ciężarem aut płyt chodnikowych. Gdyby jeszcze nie było tych parkingów, pewnie zżymałabym się mniej, bo w końcu – samochód do teczki się nie zmieści, więc ciężko go zabrać ze sobą, ale do cholery ciężkiej! Stać cię na samochód – stać cię i na zawrotny wydatek 4 złotych! A jak cię nie stać, to trzeba się przesiąść do autobusów. I uprzedzając głosy sprzeciwu! Parking zlokalizowany jest i pod przychodnią dziecięcą i pod POZ i pod głównym wejściem do budynku! Do tego przed szpitalem – kolejny parking! Chodnik natomiast, lekko licząc, od tych wszystkich miejsc dzieli 10 minut marszu, MARSZU, nie spacerku, bo ogrodzony teren jest rozległy.

 

Wczoraj rozpoczęłam wiec wojnę. Zakolegowałam się ponownie ze Strażą Miejską i dzwonię do nich o poranku na romantyczne rozmowy. Dziś miałam też przyjemność dyskusji z elegancką damą w ślicznej toyotce, która wjechała na chama przez 40 metrów chodnika na trawnik, ledwo mnie omijając. Nie uwierzycie, ale do czasu głośnego i wyraźnego podania jej nr rejestracyjnego straży miejskiej nie wiedziała co złego robi:). Zabiło mnie tez pytanie „a co to? Pani chodnik?”. No kurwa jak nie mój, ani jej, to już można robić co się chce? Co za mentalność! Jak nie ma właściciela, który pilnuje, to już można napluć? W każdym razie uciekła. Może jej się przypomniały przepisy ruchu drogowego? Cóż, pozostali właściciele samochodów już stojących gdzie bądź, nieświadomi mojego wojowniczego nastawienia – nie zwiali.

Wiadomość z ostatniej chwili – dwa samochody odholowano.

Cóż odzyskanie ich pewnie będzie bardziej kosztowne niż 4 zł? Szkoda, że ta suma nie zostanie przekazana na naprawę pułapkowych chodników, które już zniszczyli głupi kierowcy.

P.S.Chodnik przy Metrze Racławicka już się załamał. Tydzień ziała piękna dziura ogrodzona czerwonymi barierkami.

up date

Wojny ciąg dalszy. Dziś pan, na moich oczach wjechał na chodnik, przejechał przez CAŁY szukając miejsca do parkowania, zawrócił i zdziwił się, ze nie ustępuję mu miejsca na chodniku. A ja grzecznie dzwoniłam do straży relacjonując na żywo. Wpadł na to, żeby mnie przegonić masą. Podjechał mi aż pod same kolana. Nie lubię być zastraszana. Dostał z piąchy w maskę, gdy próbował mnie lekko popchnąć. Cóż, wyminął mnie karkołomnie z lewej i zwiał. Szkoda… bo chętnie poczekałabym na Straż. Swoją drogą ciekawe dlaczego do mnie nie wysiadł.

Trochę się trzęsę, ale dostałam kalmsa i przeżyję.

12:06, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (25) »
czwartek, 03 grudnia 2009

Poszłam sobie z ciekawości do finansów. Po rocznej posusze w firmie poszła fama o drobnych premijkach rocznych, więc wolałam sprawdzić. Grzecznie zapytawszy ucieszyłam się niezwykle. Mało, ale są, CUDNIE! W końcu są, tak? Jest się z czego cieszyć jak mrówka w cukiernicy! Ano nie. Wszyscy obecni zdziwili się moją radochą niezwykle. No bo są, ale MAŁE. No małe ale są, co cholery! Wyszłam w szoku, nie rozumiejąc ogólnego niezadowolenia.

26 grudnia, znaczy się święto wypada nam w sobotę. Czyli pracodawca ma obowiązek oddać wolny dzień. Popytałam w Prawnym – kiedy. Ano w wigilię. CUDNIE! zakrzyknęłam jak kretyn, nienauczona niczego po wizycie w finansach. Jakie cudnie? zostałam zapytana z przekąsem. Wszak Szefostwo o dobrym serduszku, od lat dawało babom wolne w wigilię, co by przy garach stały, teraz też by dało, a ten 26 to mogliby oddać ot choćby 28 i byłoby w hurcie 5 dni. Wyszłam skonsternowana.

Dziwnie być wybrykiem natury:)