Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
poniedziałek, 31 marca 2008

Czyta sobie człowiek książkę. Nie ważne jaką, choć akurat całkiem niezłą. I nagle, wali go po oczach słowo. Konkretnie „kalejdoskop”. I jak lawina lecą wspomnienia. W czasach zamierzchłej komuny, które dla równowagi chyba wspominam bardzo dobrze, szarość jednak dawała się we znaki. Mnie jako dziecku też, choć wtedy nie miałam tej świadomości. W efekcie do kochanych zabawek należał kalejdoskop. Niby drobiazg, takie nic. Pierdołka. Ani to funkcjonalne, ani na dłuższą metę zajmujące. Jednak kalejdoskop gdzieś mi się wkręcił w pamięć. Uwielbiałam patrzeć na te szkiełka. Mogłam siedzieć zahipnotyzowana i czekać na następną zmianę, zapamiętując te niezwykłe obrazy. Zaraz po kalejdoskopie, pamięć przywołała niebieskiego stworka-potworka, z nieznanych przyczyn ochrzczonego mianem Pipilinda Pipi. Uwielbiałam ją do bólu. Po Pindzi przyszły czasy białego qiuika. Marchewkę miał. I strasznie długie uszy. Poza tym był mięciutki. Klasyczne prezenty od ciociu z USA. Była jeszcze ł-owiecka. Mała, słodka, puszysta, poręczna, zabierana „w gości” i też zagramaniczna;) (Swoją drogą, skąd ja to brałam?) W „międzyczasie” nastała era lego i w efekcie, jako, że wielbicielką sterylnego porządku nie byłam, nikt nie wiedział czy jakiś kamikaze - klocek nie czyha w ukryciu. Po rozklabzdrowaniu klocka na placek czyjąś stopą pełną piersią zgłaszałam zażalenie, starannie pomijając kwestię bałaganiarstwa własnego! Erę Barbi pominę miłosiernym milczeniem, jako, że w pamięci mi nie została. Kolejne kalejdoskopy ulegały destrukcyjnym działaniom małych paluszków, Pindzia zniknęła gdzieś w mrokach przeszłości, qiuik przestał być biały i nie dał się doprać, klocki wprasowano w dywan (dlaczego ci dorośli nie patrzą pod nogi!?), a ł-owiecka została niechcący wyeksmitowana do kosza na śmieci. Ale wciąż pamiętam je dobrze. Macie takie zabawki, o których nie zapomnicie? Takie, których fakturę wciąż wyczuwacie pod palcami, których zapach, wciąż gdzieś tkwi w głowie i przynosi dziką, beztroską, niczym niezmąconą radość? Macie prawda? Musicie mieć, w końcu dzieciństwo to też ukochane przedmioty, które zyskały zaskakującą moc wiecznego istnienia we wspomnieniach:)

piątek, 28 marca 2008

Przybyła w styczniu jakoś, bez wielkiego huku, rzekłabym, że wręcz po cichutku. Wrażenia dobrego na mnie nie wywarła, ale ja należę do zrzędliwych, wrednych bab, więc to jeszcze nic nie znaczyło. Niestety, pierwsze wrażenie okazało się trafne, co potwierdza ksywka „neandertalczyk” nadana przez jedną z koleżanek i natychmiast podchwycona przez ogół. Wkurwia mnie jej tubalno – chrząkający śmiech, wkurwia kończące każde zdanie „tak, tak, nie, nie” wypowiadane z prędkością karabinu maszynowego. Wkurwia mnie, co i jak mówi. Poległam po komentarzu: „jak się przechodzi przez szpital, to można się jakąś chorobą zarazić”. Tak, kurwa, zapaleniem przydatków pewnie! Fakt, że została usadzona w mojej samotni pogarsza tylko sprawę. Ona usiłuje ze mną ROZMAWIAĆ RANO! To zbrodnia! Zamiast w ciszy dochodzić do siebie, mam prowadzić rozmowy na temat warunków atmosferycznych? Które, nota bene, zdaniem dziumdzi – zawsze są złe… Dodatkowo, poza wrażeniami słuchowymi, dostarcza mi również doznań estetycznych. Czy ktoś z Was wie jak wygląda styrany życiem wór na kartofle? Ja już wiem. Sądziłam, że podobnie jak pozostałe współpracowniczki, które na różnym etapie mojej radosnej kariery były „nowe”, po kilku dniach, a najpóźniej po pierwszej pensji, przestanie tragicznie odstawać od kanonu kobiety… Jakże się myliłam. Wór na kartofle, w postaci 8 letniej spódnicy bliżej nieokreślonego koloru i kształtu z niby-boucle, w połączeniu z brunatno-pogniecioną bluzką, daje piorunujące wrażenie przy wściekle ognistych włosach i bladym licu 50-latki, nietkniętym wspomnieniem po makijażu… Nie chodzi mi o to, by natychmiast przerzuciła się na kostiumy Channel i buty od Blahnika, ale do ciężkiej cholery, to nie jest centrum zarządzania roztoczami! A ona cały czas sprawia wrażenie przykurzonej. Rozumiem, że ostatnie 15 lat spędziła w domu, a na wycieczki po kilo smalcu i 10 kajzerek nie potrzebowała stroju i perfum… Ale to już jest przeszłość! Dziś samorzutnie poleciłam jej kilka sensownych sklepów. Wspięłam się na wyżyny dyplomacji i oczywiście nie zostałam zrozumiana. Trzeba było strzelić między oczy. Zamiast aluzji wyszła mi kompleksowa informacja, zamiast sugestii wyszło polecenie. Ale trudno. Zamknąć się nie zamknie, ale chociaż przestanie mnie straszyć… I naszła mnie refleksja, że niestety, wszystkie kobiety, które po długoletnim wychowywaniu dzieci w domu, trafiały do mojej firmy, przypominały pomiotło, nie człowieka. Zero fryzury, odrost na centymetr, zero manicure, ciuchy z bazaru za rogiem, nadgryzione zębem czasu. Niektórym to mija. Znajdują swój styl, zbaczając z trasy sklep-śmietnik-mycie podłogi. Innym zostaje. Te drugie odchodzą.

22:51, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (51) »
środa, 26 marca 2008

W ramach zabaw ogólnorozwojowych rozwiązałam se!, a co! Test ponoć psychologiczny, nadesłany pocztą emilową przez przyjaciółkę. Test jest prosty jak budowa cepa, więc chętni, celem sprawdzenia jego skuteczności, proszeni o rozwiązanie.

Odpowiadajcie na pytania, jedno po drugim, tak szybko jak to możliwe, ale nie przechodzicie do kolejnego przed skończeniem poprzedniego. Nie musicie pisać swoich odpowiedzi. Ile to jest:
15+6

3+56

89+2

12+53

75+26

25+52

63+32

123+5

SZYBKO!! POMYŚLCIE O JAKIMŚ NARZĘDZIU I KOLORZE!!!

 

Pomyśleliście o czerwonym młotku? Jeśli nie, jesteście w 2% populacji, którzy mają rozum na tyle inny, że mogą myśleć o innej rzeczy. 98% populacji odpowiada 'czerwony młotek'.

Szanowna Rodzicielka faktycznie pomyślała o owym młotku... A ja... uprzejmie informuję, że pomyślałam o NIEBIESKIM ŚRUBOKRĘCIE… I teraz się czuję jak wybryk natury. Zupełnie jakby mi nagle wyrosły czułki, albo trzecie oko na plecach…

wtorek, 25 marca 2008

Nasza wspaniała Rzecznik Praw Dziecka proponuje wprowadzenie zakazu kontaktów seksualnych do 18 roku życia. Zakaz. Załatwmy sprawę zakazem…! HA! Cóż za świeży i odkrywczy pomysł! Czemu nie, jeśli 23% Polek w wieku 18-40 lat, uważa iż temat życia seksualnego jest czymś wstydliwym i krępującym? Tyle, że te same Polki seks uprawiają… Wiec robić można, a mówić już nie? Właśnie dzięki takiemu myśleniu aż 22% badanych młodych kobiet, w czasie pierwszego kontaktu seksualnego zastosowało stosunek przerywany, a tyle samo nie zastosowało żadnej metody antykoncepcji. Bo cicho sza i nie mówmy nikomu. Właśnie d latego 65,5% kobiet swoją wiedzę o antykoncepcji czerpie z czasopism, a 45,2% z telewizji. Właśnie dlatego w 2001 roku 349 dziewczynek w wieku do 15 lat (w tym jedna 12 latka) powiło dzidziusia. Nie dlatego, że seks jest DOZWOLONY, ale dlatego, że jest tematem tabu. To właśnie te młode matki jako na przyczynę wpadki wskazują niedoinformowanie . I co z tego, że ciąże nastolatek to przestępstwo, gdy tylko 18 z blisko 350 tatusiów zostało „zidentyfikowanych”? Czy jeśli wprowadzimy bezmyślny zakaz, wszystko nagle stanie się jasne, proste, a „przestępcy” łapani i zakuwani w kajdany? Pani Sowińska już chyba wystarczająco się skompromitowała, by poważnie rozważyć potrzebę jej przymusowego leczenia? Ludzie swoje, naukowcy swoje, sami zainteresowani swoje, a Sowińska sprzedaje nam prawdę objawioną własnej produkcji, bez żadnych powiązań z rzeczywistością. Ale to przecież takie logiczne. Zakażmy się ludziom pieprzyć, a skończą się problemy! A jak się gnoje pieprzyć jednak będą, to sio do przepełnionego pierdla z nimi. Niech dzieci znają mores. Fizjologii znać już nie muszą!

10:21, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (41) »
niedziela, 23 marca 2008

http://spieprzajdziadu.com/ Przy okazji świąt po raz kolejny pojawił się drobny rozdźwięk – co należy do „tradycji”, a co już wynika z konkretnych wierzeń, ze świętami wielkanocnymi związanymi. I znów mam niejaki problem. Gdzie tradycja przechodzi w religię? Teoretycznie, a w każdym razie – dla mnie teoretycznie, tradycja jest pojęciem nadrzędnym. Zawiera w sobie tak obyczaje, wierzenia jak i parę innych drobiazgów. Jak więc rozdzielić jedno od drugiego? Gdzie kończy się pewna bezmyślność powtarzanych obrzędów, a gdzie zaczyna celebra rytuałów kościelno - wierzeniowych? Pisanki, święconka, śmigus –dyngus, palma wielkanocna... Ilu z nas, jawnych;) ateistów, czy agnostyków, przyozdabia dom malowanymi jajkami? To jeszcze tradycja, czy już obrządek? Cóż, w procesie chrystianizacji, zdobione jaja zostały włączone do symboliki Wielkanocnej, więc niezależnie od faktu, iż prawdopodobnie wywodzą się z Persji, w chwili obecnej, w naszej kulturze symbolizują nadzieję na zmartwychwstanie. Chrześcijańską nadzieję na zmartwychwstanie, co warto podkreślić. Śmigus –dyngus to zwyczaj starosłowiański, zaadaptowany na „potrzeby” poniedziałku wielkanocnego. Symbolizuje oczyszczenie. W tym – z grzechu. Zatem – ponownie, niezależnie od korzeni – tu i teraz – ma konkretne znaczenie. Palma wielkanocna natomiast, to pamiątka po wjeździe Jezusa do Jerozolimy. Sam fakt, iż palmy są święcone w niedzielę palmową, powinien dawać do myślenia. W temacie święconego, tym bardziej chyba nie muszę się rozwodzić? I teraz pytanie. Jak często, bezmyślnie powielając zachowania wyniesione z domu, lub zaobserwowane wśród znajomych, a bywa, że „wyniesione” z supermarketu (PROMOCJA! Koszyczek z pisankami jedyne 2,50!), mylimy tradycję z religią? Jak pięknie potrafimy to tłumaczyć? I jak niekonsekwentni bywamy w „kontrze” – poglądy a ich manifestacja. Bo w końcu, czyny powinny współgrać z wierzeniami i przekonaniami. Inaczej – jak dla mnie – można je na kołku zawiesić i zapomnieć. Byle szybko, bo jednak jakiś absmak pozostaje.

21:37, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (53) »
 
1 , 2 , 3