Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
poniedziałek, 30 marca 2009

Wracamy z Rodzicielką ze spektaklu Lord of the Dance. Mijamy Pałac Kultury i Nauki i wystawę o starożytnym Egipocie.

Ja- A moze jutro pójdziemy?

Rodzicielka- Jasne. Tylko trzeba sprawdzić w internecie co i jak.

Taaak;) 

piątek, 27 marca 2009

„Bo nie ma nic gorszego, niż samotność we dwoje. Niby ten sam czas, miejsce tez się zgadza, a dzielą nas lata świetlne. Niby ten sam pokój, a jedno drugiego nie widzi, zamknięte w swoim świecie. On przy komputerze. Ja przy książce, albo wpatrzona w telewizor. Czasem u sąsiadki na kawie. Czasem przygotowująca obiad, bo wpadną dzieci. A on w tym cholernym komputerze. Prosiłam, pytałam, chciałam. Zawsze byłam parowozikiem, a on wagonikiem. Ciągnęłam, żeby zobaczył, żeby pojechał, żeby coś się działo. Przekonany - cieszył się. Dziś już nie mam siły. Ani zdrowia. Nawet nie utyskuje, nie kwękam. I tak nie słyszy. I tak mi się nie chce. Bo i po co? Coś to zmieni? On w swoim świecie, ja w swoim. Najgorszy rodzaj samotności. We dwoje. Gdybym kiedyś... Ale po co? Dlaczego? Nie pił, nie bił. Przynosił wypłatę w całości i mówił "kochanie". Dbał o dzieci i nie miał pretensji. Ciężko pracował i nie miał kochanek. A życie biegło. Pracowałam na dwóch etatach. On też. Kiedyś nie było tak łatwo. Wszystko zdobywało się cudem. Stałam w kolejkach po papier toaletowy i szynkę, bo rzucili i pilnowałam umierającej mamy. Wychowywaliśmy córkę i utrzymywaliśmy dom. Oddalaliśmy się na własne życzenie. Albo dlatego, że tak wyszło. Kiedyś myślałam, że jak już wreszcie pójdę na tą cholerną emeryturę będziemy wreszcie dla siebie. Ucieszymy się z drobiazgu. Obejrzymy jakąś wystawę. Powdychamy wiosnę na Starym Mieście. Teraz już wiem, że będziemy wstawać co rano. Będę robić śniadanie, a on wyskoczy po gazety. Pozmywa. Zasiądzie do komputera. I nawet nie spojrzy pytając, jak się dziś czuję."

Smutne? Dla mnie bardzo, zwłaszcza, że to słowa kobiety, którą bardzo lubię, wysoko cenię i do której mam sentyment. Moja ‘druga mama'. Taka, która szczyla - 20atkę wzięła pod skrzydła i nauczyła pracy, którą dziś wykonuję. To jej płakałam w kołnierzyk i trzaskałam drzwiami z okrzykiem „a w dupie to mam!".

Przykro...

13:08, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (50) »
czwartek, 26 marca 2009

Jakiś czas temu zepsułam wyciskacz do czosnku. Nie ‘się zepsuł', tylko właśnie zepsułam, bo sam z siebie to on leżał w szufladzie i miał się dobrze. To moje macanie skróciło mu żywot, nie oszukujmy się. Banalne to zdarzenie doprowadziło mnie pośrednio do fascynującego wniosku, że niektórym ludziom nic już nie pomoże. Ale po kolei.

Jako jednostka kuchennie rozwinięta mam swoje ulubione przedmioty. Rzeczony wyciskacz do nich należał. Był de beściarski w każdym calu. Najlepsiejszy na całym świecie, więc, jak sami rozumiecie, opcja innego w grę nie wchodziła. Zasmucona stratą zasiadłam do netu w celu odnalezienia w gąszczu tysięcy wyciskaczy tego jedynego. Zaskakująco szybko osiągnęłam sukces zamawiając urządzonko toczka w toczkę takie samo. Dumna z siebie niesłychanie, poczytałam z rozpędu opinie internautów i poczułam się rąbnięta obuchem w łeb. Skomplikowany mechanizm wyciskacza do czosnku zna każdy, jak mniemam. Ten dodatkowo posiada extra część w postaci przetyczki z bolcami, ułatwiającej czyszczenie. Mini żelazna dziewica taka. I wiecie co internauci uznali za wadę? Przetyczkę właśnie! Bo można ją ZGUBIĆ! I to ma być minus ogólnie solidnego urządzonka. No ludzie trzymajcie mnie! Czy flamastry są do dupy, bo można zgubić skuwkę, a wtedy barwnik wysycha? Czy odkurzacz jest do dupy, bo można zapodziać szczotkę, albo rurkę i wtedy, cholernik jakby gorzej działa? A może wszystkie przedmioty powinny być monolitem, żeby żadna pierdoła czegoś nie zgubiła? Tyle, że mózg ponoć jest trudno odłączalny od żywego ludzia, a jak widać niektórym i tak udało się go zgubić.

niedziela, 22 marca 2009

WŚCIEKŁY KOTOd 2 tygodni Rodzicielkę toczy wirus. Z różnym natężeniem. Wywaliła opryszczką namordną już tydzień temu. Wczoraj druga oprycha i zdychanie w wyrze. A dziś? Wstaję, proszę ja was, o poranku i co widzę? Rodzicielkę myjącą okno w kuchni. Coś mnie strzeliło. Chuj chyba.

Nie_mój mi pisze, że się zmieniam. Heloołłł! Od miesiąca się leczę. Depresja jest mało fajna. Nie widzę sensu wstania rano. Najbardziej fascynującym widokiem jest okno. Mogę się w nie gapić godzinami. Funkcjonuję spowolniona, bez chęci do czegokolwiek. Zmuszam się do uśmiechu, przy pełnej świadomości, że to też bez sensu. I uśmiech i zmuszanie się. Zmieniam się? Nie, choruję. I znów mnie chuj strzelił.

I żeby nie było, że jestem seksistką. Dwie płcie. Złość dokładnie taka sama.

11:18, daria_nowak
Link Komentarze (34) »
czwartek, 19 marca 2009

Kiedyś pisałam o Hagensie, wzbudzając  zresztą  różne emocje komentatorów. Teraz trafiła mi się możliwość spełnienia jednej z obietnic danych sobie. Do Warszawy, a konkretnie do C.H Blue City zawitała wystawa „Bodies... The Exhibition".  Zatem polazłam. I jestem zauroczona. Nie ma w tym nic niesmacznego, ani, tym bardziej, strasznego.  Wchodzimy w piękny świat ciała... A ono, nie ukrywajmy, przyciąga i fascynuje.  Pozytywne wrażenia potęguje fakt, iż wystawa jest świetnie zorganizowana. Opisy układów i organów, ciekawostki, doskonałe preparaty, piękna oprawa świetlna... Na mnie największe wrażenie zrobiła sala poświęcona układowi krwionośnemu. Żyły i tętnice wypełnione jakimś rodzajem polimeru robią niezwykłe wrażenie. Są tak niesamowicie delikatne, kruche, precyzyjne. Ukrwienie płuc, podświetlone w ciemne sali, snopem jasnego, przeszywającego światła, przyciąga już z daleka...

Zaskoczył mnie mózg. Jest mały. Zwyczajnie za mały, jak na pełnioną rolę! Trudno uwierzyć, że coś tak drobnego i „byle jakiego" może pełnić tak odpowiedzialne funkcje!  

Warto też przekonać się na własne oczy o możliwościach medycyny, w tym - jak wiele można w człowieku wymienić. Jedno z ciał spreparowano tak, by pokazać wymienione stawy: kolanowy, łokciowy, biodrowy; ustabilizowany kręgosłup, płytki zastępujące pokrywę czaszki,... Inne pocięto na fragmenty do złudzenia przypominające zdjęcia MRI ukazujące kolejne fragmenty organów. Piękne. Niezwykłe. Poruszające. Edukujące. Wzbudzające szacunek dla możliwości ciała. Dla jego geniuszu. Przy jednoczesnej świadomości ulotności i przaśności.

Ze skruchą przyznaję, że sławetna „sala z płodami" nie zrobiła na mnie negatywnego wrażenia. Co więcej, nie zrobiła też wrażenia NAJWIĘKSZEGO. Choć doświadczeniem niezwykłym była obserwacja kostnienia chrząstek, czy rozwoju układu krwionośnego w tak minimalnej skali.

Po obejrzeniu tych wszystkich cudów, naprawdę nie potrafię zrozumieć kto tak silnie naciskał na Powiatowego Inspektora Sanitarnego, by ten zamknął wystawę z powodu zagrożenia epidemiologicznego... Paranoja. Ale niektórzy ludzie posuną się do wszystkiego, jeśli tylko są za blisko władzy i mają jedyne słuszne poglądy.

Ogólnie - warto iść. Nie warto nastawiać się na szok, profanację. Warto też wiedzieć co nie co na temat ciała, żeby nie czuć się jak na tureckim kazaniu. No i trzeba szanować człowieka. By uszanować jego perfekcyjną prostotę w skomplikowaniu.

20:45, daria_nowak
Link Komentarze (27) »
 
1 , 2