Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
poniedziałek, 30 kwietnia 2007

Za górami, za lasami, naprzeciwko pewnego zacnego ministerstwa jest pewien urząd, o topografii nieodmiennie nasuwającej skojarzenia z labiryntem w piramidzie Tutenhamona, czy innego Amenhotepa. Wąskie, klaustrofobiczne korytarzyki, duchota jak w piecu o każdej porze roku, szaro, buro i ponuro… Całkiem zamierzenie i z własnej woli, w dniu dzisiejszym się tam udałam. Jako osoba zapobiegliwa, postanowiłam wymienić dowód. Zdjęcia cudnej urody byłam wykonałam i pełna pozytywnych uczuć się udałam…

I niech mi nikt do ciężkiej cholery nie mówi, że polskie urzędy się zmieniły! Niech mi nikt nie wmawia, ze wszystko załatwia się po ludzku i z perfumami! Odstałam godzinę!!! Do kasy! Barbarzyństwo! Tak na marginesie - mam sporo zastrzeżeń do pobierania opłaty za PRZYMUSOWĄ wymianę dowodu osobistego! Bo może ja, na ten przykład wcale nie chcę? Bo w starym jestem piękna i młoda oraz mam włosy do pasa! Może mi się tak podoba? Ale nie! Mam zapłacić, zwolnić się, co najmniej dwa razy z pracy i dostać świeżynkę. I jeszcze za nią zapłacić. Wyszłam stamtąd, gdy się okazało, obróbka jednej sztuki trwa koło kwadransa, a sztuk przede mną było 53! No to do następnego razu…

P.S Was też to czeka;)

16:26, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (44) »
sobota, 28 kwietnia 2007

Już we wczesnym dzieciństwie, babcia mnie nauczyła, że człowiek najedzony, to człowiek szczęśliwy. W domu zawsze było coś dobrego, a już gdy przychodzili goście… Nie, nie było to na zasadzie „postaw się a zastaw się”, ale Zocha wychodziła z założenia, że jednym ze sposobów uhonorowania gościa jest przygotowanie pyszności. I, przyznam szczerze, z dużą radością hołduję tej zasadzie. Nie wyobrażam sobie powitać przyjaciół słonymi paluszkami i karakersikami, nie zależnie od tego czy przybywają od razu po pracy, czy nie. Nawet, jeśli nie ma uroczystej okazji, to przecież sam fakt, ze w tym całym zabieganiu znajdujemy chwilę dla siebie i innych jest wystarczający, by spotkanie uczynić jeszcze bardziej miłym poprzez pyszności. Prawda? Czy może zdrowsze jest podejście a la Chmielewska. Serek i wino na stół, a jak kto głodny, to kuchnia jest tam;)?


 

czwartek, 26 kwietnia 2007

Przedwczoraj miałam delikatne ścięcie z ważnym dla mnie ludziem, w efekcie którego nie spałam do 4 w nocy, za to wstałam o 5.10. Wczoraj balowałam z przyjaciółką do 1 w nocy. Dziś byłam więc zakręcona jak ruski słoik, czy inne baranie rogi. Stan ten się pogłębiał, a jego apogeum nastąpiło podczas spotkania cotygodniowego, sabatem zwanego. Drobiazg niby. Ot – bywa.

Tylko, że po powrocie do domu, w torebce odkryłam zawartość ponadplanową. UKRADŁAM kartę dań! Nie wiem kiedy, nie wiem jak… Nie mogę nawet powiedzieć, że zrobiłam to odruchowo, bo jak żyję, takich odruchów nie miewałam… Teraz wstydzę się bardzo, bardzo i nie wiem, podrzucić ja chyłkiem, czy co…;)?

Tak się złożyło, że spora część moich koleżanek dysponuje potomstwem. W efekcie bywam na bieżąco w kwestiach programu nauczania na rożnych etapach kształcenia, wymagań edukacyjnych i innych takich fascynujących problemów. Zdecydowanie staram się trzymać gębę na kłódkę, bo w końcu, żeby zabierać głos i mieć zdanie, trzeba mieć pojęcie. I choć ciężko mi tak siedzieć i chłonąć wiedzę;), zamiast MIEĆ JEDYNĄ SŁUSZNĄ OPINIĘ;), to jednak się staram. Czasem efektem takich rozmów są przemyślenia takie jak to:

Znajome dziecko, dobry uczeń późnej podstawówki, stwierdziło ostatnio, że nie opłaca mu się uczyć, bo wypłaty stypendiów zostały wstrzymane.

No taaak… mamy społeczeństwo konsumpcyjne? Dzieci uczą się po to by mieć kasę tu i teraz? A jeśli jej nie dostaną, to im się odechciewa i jest bunt, bo nie ma celu;)?

A może zamiast stypendiów w formie pieniężnej, można honorować dzieciaki, dajmy na to edukacyjna grą komputerową z zakresu przedmiotu, w którym dziecko się wybiło? Plus na przykład dodatkowo finansować komplet książek na rok następny? Tak tylko rzucam, bo myślę, że pomysłów mogłoby być wiele. Ale łatwiej zrobić przelew?

13:31, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (21) »
środa, 25 kwietnia 2007

Wszyscy wiedzieliśmy, że W. jest gejem. Nawet, gdy on jeszcze tego nie wiedział. Wiedzieliśmy, ale nie robiło to na nas wrażenia. Bo był wspaniałym kumplem, serdecznym, ciepłym, mądrym i tolerancyjnym człowiekiem. Można z nim było konie kraść. Więc co nas obchodziło, że nie obmacuje panienek? Czy to nasza sprawa? Przyznał się w maturalnej klasie. Bał się wcześniej. Matka i siostra wiedzą od roku. Ojciec wciąż nie wie.

Co trzecia matka akceptuje swoje homoseksualne dziecko. Ojciec – co szósty. 85% ludzi ukrywa swoją odmienną orientację seksualną w pracy. Młodzież jest bardziej;) tolerancyjna – w szkole dotyczy to 79% badanych. I nawet się im nie dziwię, po co mają być uznani za gorszych? Mieszani z błotem na każdym kroku? Po co im głupie uśmieszki i równie światłe komentarze?
Nie rozumiem homofobów. Nie pojmuję leku opartego na uprzedzeniach Nie mogę zrozumieć czego Oni się boją? Czy sądzą, że ich dzieci, w szkołach będą narażone na nieprzystojne propozycje? Czy zatem nie boją się również, że nauczyciele płci męskiej będą nagabywać ich córeczki? A panie nauczycielki, będą gwałcić w szkolnych toaletach ich synów? Czy boja się, że sami są zagrożeni? Czy każdego człowieka rozpatrują pod kątem jego prywatnych wydarzeń uczuciowo - łóżkowych? Czy, co rano, wchodząc do pracy, zastanawiają się jak noc spędziła pani Zosia z kadr, albo ta księgowa, z ostatniego pokoju?

I nie rozumiem, czemu boli ich nazwa HOMOFOBIA. Proponowane zamiennie heteroseksizm, heterocentryzm, heteronormatywność, to jakieś dziwaczne akademickie wymysły. Nazywajmy rzeczy po imieniu. I nie zapominajmy, że fobie się leczy… Choć jeśli wszyscy lekarze już wyjadą, problem może stać się nierozwiązywalnym…

10:06, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (25) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5