Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
środa, 30 kwietnia 2008

Nie będę się dziś rozwodzić nad kwestią, czy wolno bić dzieci, czy klaps jest akceptowalny, a pas już nie. Nie będę ustalać gdzie jest granica karcenia, a zaczyna się maltretowanie. Nie dziś. Bowiem niezależnie od moich spostrzeżeń w tym temacie (przerażająco bliskich wypowiedziom posła Cymańskiego i Barbary Falandysz…) udam się trochę w bok, czyli przejadę się po Manueli Gretkowskiej. Jej występ w tvn pominęłam miłosiernym milczeniem (7 letnia córka pisarki – Pola, biegająca po studio, wchodząca w kadr, znudzona do granic możliwości, przeszkadzająca w rozmowie i zupełnie nie upominana przez matkę). Stwierdziłam, że może ‘głupio wyszło’, więc olałam. Jednak po wysłuchaniu jej wywodów, podczas dzisiejszego programu traktującego o światowym dniu sprzeciwu wobec bicia dzieci, poczułam się zabita i opadły mi nawet cycki. Otóż „w Szwecji”… Tak właściwie należałoby określić wiodący motyw pojawiający się wciąż i wciąż w całej rozmowie. „Bo w Szwecji” oraz „ale w Szwecji”. Abstrahując od faktu, iż najwyraźniej Pani Gretkowska myli pojęcia i nie do końca orientuje się, w temacie wychowania bezstresowego (wbrew pozorom nie jest to wychowanie, w którym dziecku wolno wszystko), pomijając problem z określeniem, czego można oczekiwać od 7latka (nie 2, czy 3 latka!), a czego od jego rodzica, a także bagatelizując obarczanie winą za zachowanie córki kamerzysty (nie powinien był Poli pokazywać), sądzę, iż dla Pani Gretkowskiej jedynym sposobem na szczęśliwe życie jest ponowny wyjazd do Szwecji. Żenującym jest dla mnie fakt, iż liderka partii mieniącej się Partią Kobiet nie wie, że dzieci się wychowuje, a nie hoduje, w podziwie patrząc na każdy, nawet najgłupszy wybryk.

22:55, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (53) »
piątek, 25 kwietnia 2008

Nadchodzące mistrzostwa Europy wiszą mi i powiewają kalafiorem. Niestety należę do osób, które na sporcie znają się jak byk na gwiazdach, może z wyłączeniem siatkówki mężczyzn. Tym bardziej na kwestię polskiego obywatelstwa nadanego Rogerowi Guereirro parzę pod innym kątem, nie upatrując w nim błogosławieństwa dla polskiej piłki nożnej. Widzę w nim natomiast policzek, a może nawet strzał piąchą między oczy dla wszystkich tych, którzy polakami de facto są, tyle, że aby dostać nawet nie obywatelstwo, a namiastkę, w postaci Karty Polaka, muszą udowadniać swój związek z „polskością”, wykazać się choćby podstawową znajomością języka, dowieść, że co najmniej jedno z rodziców lub dziadków albo dwoje pradziadków było narodowości polskiej lub posiadało obywatelstwo polskie. Jeśli człek tego nie udowodni ma jeszcze jedna szansę, mianowicie przedłożyć zaświadczenie od właściwej organizacji, potwierdzające minimum 3 letnie zaangażowanie w ogólną działalność na rzecz kultury polskiej. Uchwalenie ustawy o Karcie Polaka, to ponoć moralny obowiązek wobec Polaków na Wschodzie. Rozdawnictwo obywatelstwa, tym razem mające na celu podniesienie szans na wygraną w meczu piłki nożnej też należy do moralnych obowiązków władz państwa?

09:48, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (30) »
środa, 23 kwietnia 2008

Czas jakiś temu jęczałam, że brakuje mi ostrego noża. Nie docierały do mnie argumenty, iż być może, całkiem przypadkiem i choć to mało prawdopodobne, to zwyczajnie nie umiem ich ostrzyć. Stwierdziwszy, że ta zniewaga krwi wymaga, naburmuszyłam się i temat porzuciłam, bowiem oczywiście, na 100% i kto jak kto, ale JA MILABYM NIE UMIEĆ? Phi! Jednak ziarno niepewności zostało zasiane… Po jakimś czasie, niby od niechcenia i całkiem nie w związku ze sprawą, zaczęłam szperać w internetowych zasobach (1 , 2 , 3 , 4 ). Głównie chciałam potwierdzić oczywistą oczywistość, że UMIEM I JUŻ. Czy muszę dodawać, że okazało się… no cóż… jakby to napisać delikatnie? Ano nie umiem…

Tak naprawdę cała ta historia nie ma znaczenia. Przytaczam ją jedynie celem zobrazowania pewnego banału, truizmu, o którym wolimy nie pamiętać. Cholernie trudno przyznać się do niewiedzy, do niepewności w jakimś temacie, zwłaszcza, gdy jesteśmy przekonani o swojej genialności;). Łatwiej odrzucić krytykę, niż rozpatrzyć ją „na spokojnie”. Odruchowo traktuje się ją jak napaść na naszą suwerenność i podważenie wartości. Może łatwiej, gdy problem tyczy się spraw wielkich, czy specjalistycznych? W końcu nie każdy musi być znawcą fizyki kwantowej, czy biologii molekularnej. Ale takie drobiazgi… Trudno się przyznać do błędu. Do niewiedzy jeszcze trudniej... Co niniejszym, lekko zawstydzona, właśnie czynię - oddając honor Nie_mojemu.

Miałeś rację kochanie:)

niedziela, 20 kwietnia 2008

Rygorystyczne trzymanie się wyznawanych zasad powinno być w cenie. I jest, póki nie przekracza się pewnej magicznej linii, za którą zamiast myślenie czai się bezmyślne wyznawstwo. Fanatyzm, ma to do siebie, że zwalnia od rozumowania poza narzuconymi ramami, zawężając horyzonty i odbierając prawo do samostanowienia na poziomie innym, niż zgodny z duchem narzuconych zasad. Natchnięta artykułem pyszniącym się na pierwszej stronie gazety, poszperałam w temacie poligamii mormonów. Do 1890 roku praktykowana była powszechnie. Dopiero, gdy władze federalne zakazały wielożeństwa, sekta praktykująca poligamię oderwała się od poprawnego politycznie, a więc likwidującego poligamię kościoła mormońskiego. Do dziś jej członkowie twierdzą, że mężczyźnie do zbawienia niezbędne są trzy kobiety. Zastanawiałam się nad tymi kobietami. Czy nie czują zazdrości? Czy potrafią bezproblemowo przejść do porządku dziennego, nad faktem, iż ich mąż nie jest tylko ich, a dzielą go z jedną, kilkoma, a bywa, że dziesiątkami współżon? Z czym najtrudniej się pogodzić? Jak żyć, gdy oficjalnie dzieli się mężczyznę na wiele domów? I nawet, jeśli można pogodzić się z obecnością innych kobiet w łóżku męża, to czy nie ma wśród nich rywalizacji o jego względy na innych poziomach? Oczywiście są to rozważania czysto teoretyczne. Nie potępiam, ani nie afirmuję. Głośno myślę. I nie znam odpowiedzi. Nie zabieram prawa do wyborów innym, ale nie wiem, czy sama potrafiłabym się znaleźć w takim świecie. Chyba zbyt wysoko się cenię, by przyjąć do wiadomości, że komuś nie wystarczam? Nawet jeśli ceną miałoby być jego zbawienie.

17:15, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (60) »
piątek, 18 kwietnia 2008

Posła Palikota traktuję jak barwnego motyla polskiej sceny politycznej. Trochę narwaniec, trochę karierowicz, trochę ekscentryk. Nie zmienia to jednak faktu, że takim ludziom łatwiej wyskoczyć z czymś kontrowersyjnym, bo i tak patrzy się na nich z przymrużeniem oka, tak jak na Niesioła, czy Senyszyn. Od czasu, gdy poseł poruszył problem alkoholizmu, uogólniony z czasem do sprawy stanu zdrowia prezydenta, zaczęła się awantura. Święte oburzenie, kancelaria żądająca od prokuratury zajęcia się sprawą, Cymański wychodzący ze studia telewizyjnego, w połowie rozmowy i problem czy zdrowie głowy państwa jest tabu. Przepychanka prawna trochę trwała, ale w końcu prokuratura, acz niechętnie, zając się problemem musi. I właściwie bardzo dobrze, bo w efekcie wszyscy są szczęśliwi. Palikot, bo uważa, że proces da okazję do zasięgnięcia opinii biegłych o stanie zdrowia prezydenta, kancelaria, bo dopięła swego. I tylko ciekawe, co na to prezydent i jak sytuacja ta wpłynie na częstotliwość jego porannych wizyt w warszawskim szpitalu wojskowym i tak już dość regularnych? Mnie zastanawia jedno, jeśli Palikot obstaje przy swoim – to czy „coś wie”, blefuje, czy zwyczajnie chodzi o zasady? Bo, że kancelarii chodzi o zasady, to całkiem prawdopodobne. W demokratycznych państwach rzadko korzysta się z prawa karania za znieważenie najwyższych organów państwowych. Czemu? Ano, jak podkreślają autorzy raportu „"Prawo vs. media" - "Zakaz znieważania najwyższych organów państwowych wykorzystywany był do ograniczania swobody wypowiedzi i represjonowania wypowiedzi krytycznych wobec działalności władz państwowych i jako taki należy do dziedzictwa prawa niedemokratycznego". Nic dodać, nic ująć…

13:17, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (22) »
 
1 , 2 , 3