Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
niedziela, 26 kwietnia 2009

Kto śledzi doniesienia zamieszczane na blogu Coś pięknego, ten wie, że w weekend był ciekawy kiermasz na Warszawiance. Udałyśmy się tam stadnie, tylko w celu popatrzenia i wspierania Pani Olgi oczywiście. Jasnym jest chyba, że oglądactwo szybko zmieniło się w szał zakupowy, acz, na szczęście, w granicach rozsądku. Na samym wejściu uśmiechnęła się do mnie zastawa deserowa. Cudna, ręcznie robiona i malowana. Ale wytłumaczyłam sobie, że nie. Trzeba być jednostką odpowiedzialną i dojrzałą. Nie zawsze trzeba mieć to, co się podoba. Prawda? Prawda. Gówno prawda. Cofnęło mnie od wyjścia...

Efektem jest doskonała szarlotka. Bo wszak musiała być inauguracja. Przepis tu i szczerze radzę wypróbować, zwłaszcza, że zdjęciowo prowadzę za rączkę;)

Cóż poradzę, ze czasem coś tak mocno zapadnie mi w pamięć, w poczucie estetyki, że czuję, że muszę! Że chcę całą sobą! Zawsze to jakoś ładnie zracjonalizuję i już całkiem „w prawie" przestaję się opierać. Cóż, chyba, po prostu lubię swój dom. I lubię go zapełniać pięknymi przedmiotami. Takimi moimi. Zresztą, kto tego nie lubi...

21:09, daria_nowak , Jedzonko
Link Komentarze (33) »
czwartek, 23 kwietnia 2009

Drugi raz w ciągu miesiąca jestem zaskoczona specyficznym typem logiki, zgodnie z którą nie ten winny, kto zbroił, ale ten kto głośno o tym mówi. Za pierwszym razem problem był banalny. Trzy damy z zaprzyjaźnionej i do tego prywatnej firmy, wbrew nakazowi szefa, zrobiły sobie wagary, wybywając z pracy cichcem, w środku dnia. Poniosły konsekwencje, ale zamiast zamknąć mordę z pokorą, obrabiały dupę tym, którzy zgłosili sprawę wyżej. W efekcie społeczność pracownicza napiętnowała nie sprawców, a domniemanych „donosicieli".

Podobnie rzecz się ma z niejakim DJ Mosquito, czyli chwilowo sławnym Adamem Z. (dane ze strony gazety). Ponoć to właśnie on zamieścił w Internecie odpowiedzi na część pytań gimnazjalnego testu humanistycznego. Na jego profilu w naszej klasie wrze. Opinie są różne, tak jak i różni są ludzie. Od peanów pochwalnych, przez mieszanie z błotem. Mnie poruszył jeden, wyjątkowo durny  komentarz: „pokazał, że można poprostu zrobić przeciek :) szacuneczek dla niego i tyle... a ch** w dupe tym co nakapowali, piszą tutaj durne komenty, zatruwają mu życie durnymi tekstami.". Zatrzęsło mną. Niewinna lelija biała i wredni, świętojebliwi internauci, którzy niedoceniają jego gestu. Chciał dobrze, a niektórzy mają pretensje! Jak mogą! Kapusie jedni...

Bo przecież teraz liczy się wysoko punktowany egzamin, a nie wiedza. Bo jak wszyscy wiemy, poziom trudności egzaminu gimnazjalnego powala. I trzeba kombinować. Kto nie kombinuje musi dać coś z siebie. A po co? Kiedy lepiej mieć w dupie i iść na łatwiznę.

Nigdy nie byłam swięta, ale odróżniania dobra od zła nauczyłam się dość wcześnie. I, doprawdy, żadnego pozytywu w przecieku nie widzę. Ale mozliwe, że jestem ślepa.

Wrrrrrrrrrrrr

20:44, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (44) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Życie płata nam figle. Mnie spłatało w piątek, który ledwo przeżyłam, w nerwówce i z drżącymi łapami. Ale przeżyłam i należy na to spuścić zasłonę milczenia. Podobnie jak na kop niedzielny. Zajmijmy się zatem przyjemniejszymi aspektami.
 
Od kilku lat siła wyższa, w postaci sumienia, gna mnie do prac ogrodowych. I choć ziemi się brzydzę, a robactwa boję, za każdym razem ląduję na ogródku, jako pomocnik przy pracach ziemnych. W końcu trzeba by być ostatnią świnią, żeby spokojnie patrzeć jak dwie panie w różnym wieku zaharowują się przenosząc skrzynki, kopiąc doły, tachając 50 litrowe wory z ziemią i ogólnie krzywdzą się w kręgosłupy. Wolę zatem wziąć to na własny odwłok. I tak w ciągu dwóch dni, 6 godzin spędziłam w sklepie ogrodniczym, a kolejne 6 na ogródku sadząc, przyklepując, nosząc i siejąc. Łącznie ambitnie przeniosłam, usypałam oraz uklepałam ponad 250 litrów gleby, krowiaka i próchnicy oraz 10 metrowych skrzynek kwiatowych z zawartością.
Następnie uciekłam do kuchni. Nawet moja wytrzymałość ma swoje granice. Nie zmienia to jednak faktu, że sezon ogródkowy uważam za otwarty! A wieczorem przedstawię na to nawet dowody zdjęciowe! Zatem – szpadle w dłoń!
Tylko ja już postoję, bo mam za mało ścięgien i za dużo mięśni, nawet w miejscach, gdzie nigdy ich nie miałam;)


  
  
 
czwartek, 16 kwietnia 2009

Niedawno zmieniłam forumową sygnaturkę. Z Tuwimowego „Egoista, ten, który bardziej dba o siebie, niż o mnie" przeszłam na genialne w swej prostocie stwierdzenie Lidii Jasińskiej: „Łatwiej zadowolić kobietę, która dużo oczekuje od mężczyzny, aniżeli mężczyznę, który od kobiety niczego nie oczekuje."

Fakt. Nie znam nikogo więcej ode mnie oczekującego, niż mężczyzna, który głośno i wyraźnie artykułuje, że niczego ode mnie nie chce. Tylko żebym była. Mówi mi, żebym się do niego zdystansowała, bo za wiele emocji mnie to kosztuje, a on się martwi, gdy cierpię. Gdy się dystansuję, ze smutkiem stwierdza, że się oddalamy. Gdy zaczynam się przejmować, okazuje się, że za mocno się angażuję i on się czuje osaczony. Kiedy się nie wczuwam, smutkuje się, że się odcinam. Klasyczne „bądź trochę w ciąży". Czekaj na telefony i smsuj, ale się nie emocjonuj i nie oczekuj. Bądź sobą, ale tylko trochę, tak długo, jak to jest urocze, ale już nie wtedy, gdy zaczynasz na mnie liczyć, albo potrzebować. Wiem, jestem niesprawiedliwa. Ale, czy ja zawsze muszę być cnotliwa i szlachetna, z delikatnym poczuciem winy, że znów zawiodłam?

11:41, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (61) »
wtorek, 14 kwietnia 2009

Przed planowanym czerwcowym wypadem nadmorskim wpadłam w popłoch. PLAŻA! Tam się pokazuje tyłki, uda, brzuchi, a bywa, że i biodra. Cycków się pokazuje, bo to obraza moralności, ale mniejsza o większość, bowiem nie z tego panika wynikała. CELULIT! Gruchnęło mi jak salwa armatnia w głowie i zamknęłam się w sobie. Bo jak to tak, pokazać się obcym ludziom na plaży z celulitem na organizmie! Wstyd i hańba. I nie pomogła chuda przyjaciółka pokazująca celulit na tyłku, żebym przestała histeryzować, ani deklaracja jakieś gwiazdki (Książkiewicz chyba - nie znam, ale ładna), że każda kobieta ma trochę celulitu. Ja mam nie mieć!

Rzuciłam się w trybie pilnym do komputera, bowiem gdzie indziej cybermaniaczka może szukać porady... Zanabyłam najpierw algi, które pod wypływem perswazji zmieniłam na czekoladę z peperoni i folię do owijania ciała. Paczka przyszła. Dzielnie udałam się do łazienki dokonałam pilingu ryżową szczotą do podłogi, a następnie nałożyłam na się czekoladowe błotko. Owinęłam całość folią i zaczęłam szeleścić. Odleżałam swoje pod kołdrą, w pocie czoła zdarłam zbroję i się zmyłam zostawiając w całej łazience brunatne zacieki. Po trzecim zabiegu dopadł mnie bunt. Spocona pod folią, z lekka śmierdząca, obolała po szorowaniu szczotą, stwierdziłam co następuje: To mój celulit. Mam do niego osobisty stosunek. Wyrósł i mu dobrze. Jak się komu nie podoba, to niech nie patrzy. Koniec z bilbordowym przekonaniem, że kobieta ma wyglądać jak wieszak. Mam prawo posiadać tyłek ze skórką pomarańczową. Pomarańcze są smaczne. HOWK.

 
1 , 2