Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
sobota, 28 kwietnia 2012

Od jakiegoś czasu eksperci w masowym przekazie uspokajają „podczas Euro będzie bezpiecznie”. Jakoś im nie wierzę, a wczorajsze wybuchy ukraińskiej wcale mnie nie uspokoiły.

Same stadiony – ok. przesiew, plany ewakuacyjne, wszyscy przećwiczeni do bólu, będą wiedzieli co robić, jeśli coś pierdolnie. Ale strefa kibica? Zlokalizowana w centralnej części miasta, zapewniająca wszelkie rozrywki, z dużym zagęszczeniem infrastruktury towarzyszącej? Tia… W Poznaniu dziennie przewinie się ok 18 tysięcy ludzi, w Gdańsku – 30 tysięcy, we Wrocławiu 25 tysięcy, a w Wawie ponad 100 tysięcy. Opanowanie tego to czysta abstrakcja. Nie ma możliwości macnięcia każdego, przepatrzenia plecaków, toreb i całej reszty. Ba! Nie bardzo jest nawet szansa zorganizowania punktów medycznych, które wydoliłby na bieżąco w przypadku jakiegoś bum. Drobiazg. Do tego dochodzi komunikacja miejska, zamknięta Marszałkowska, kilka objazdów.

Przygotowania do Mistrzostw idą wielotorowo, ALE… już wiadomo, że brakuje Policjantów. Jasne, zawsze utrzymywano do 4 tyś wakatów, żeby swobodnie dysponować kasą, ale nie prawie 8 tysięcy? Co jest??? W Wawie EURO pilnować będzie 2,6 tysięcy Policjantów, w pozostałych miastach 1400 do 1600. Normalnie tłum. Wolontariusze? Cóż. Maraton Nowojorski obsługuje 12 tysięcy wolontariuszy… Maraton w Londynie – 8 tysięcy. U nas, podczas EURO będzie od 1000 do 600 wolontariuszy na miasto- gospodarza. Szacunki dotyczące liczby przyjezdnych kibiców są mocno rozbieżne. Od 25 – 100 tysięcy w wersji optymistycznej. W wersji pesymistycznej – do miliona.

I tak się zastanawiam dokąd w czerwcu uciec z miasta, w którym w zeszłą sobotę przejechanie odcinka, który na piechotę pokonuję w 8 minut – zajęło 47 minut samochodem. A będzie tylko ciekawiej…



11:43, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (20) »
środa, 25 kwietnia 2012

Niedoczas uniemożliwił mi sensowną reakcję w temacie listu protestacyjnego blogerów bloxa. Nie miałam już ani siły, ani czasu, a może przede wszystkim energii. W świecie, który karmi się sprawami Madzi, największymi porażkami modowymi celebrytek, najlepszymi piersiami polskich aktorek czyli faktem, polotkiem, pudelkiem i lulą, nie mam już nadziei na promowanie czegokolwiek poza miałkością i banałem.

W świecie w którym blogowe wpisy oscylują pomiędzy sprawozdaniem z robienia kupy z rana, a produkcją obiadu popołudniu, nie mam już nadziei na to, że jesteśmy czymś ponad switaśne blogaski. Tylko średnia wieku inna. Klepanie po pleckach takie samo. Koment za koment. Buzi za buzi. Dupci za dupci. Kilka lat temu stawałam w obronie bloxa – krzyczałam pełną piersią, że blogi mają sens, że niosą coś ze sobą, jakiś przekaz, strumień myśli, wartość. Udzielałam się, gdy ktoś chciał mnie słuchać, a jak nie chciał to darłam się tylko głośniej. Angażowałam się. Dziś mam wątpliwości.

Czemu? Wróciłam sobie na blox, po ogólnym ogarnięciu zawodowym i… połowy blogów nie ma. Ludzie poznikali. Odeszli na inne platformy, albo rzucili to wszystko w cholerę. Stare blogi ciągną siłą rozpędu. Nowe? A weź człowieku i w tym zalewie bylejakości znajdź coś z sensem. Może trzy nowe blogi znalazłam w pocie czoła… reszta? Banał. Idiotyczne opowieści bez grama podbudowy merytorycznej. Leniom nie chce się nawet w googla spojrzeć zanim oświecą nam swoimi wypocinami. A później krzyk i jęk, gdy demaskuje się pustotę widzimisiemów.

Wołamy do adminów, że nas nie promują. A jest co promować?



środa, 18 kwietnia 2012

Nie żebym się bała. O nie! Kiedyś wręcz uwielbiałam latać samolotem! Te widoki, szybkość podróży, same plusy! A później dorosłam, wyobraźnia mi się rozwinęła, kilka filmów obejrzałam, parę książek przeczytałam, były Kabaty, WTC i Smoleński i… mój zapał oklapł jakby. W efekcie omijałam lotniska łukiem szerokim i z zapasem, aż do teraz. Ja pierdolę! Muszę spożytkować samolot!

Kombinacje wyczyniałam alpejskie, szukając połączeń wszelakich, dowolnymi środkami lokomocji, z amfibią i zaprzęgiem jaków włącznie, co by w krótkim czasie przebyć łączną odległość 900km, nie męcząc się przy tym jak mysz przy porodzie. PKP odpadło w przedbiegach jako, że 480km przebywa w 12 godzin, a na sypialnym wypasie za cenę 200 zł. PKS– w 11 h, ale taniej – 80 zł. Wciąż długawo. Podróż samochodem, może byłaby i krótsza, ale koszt ogólny, przewleczena kierowcy łącznie w 4 strony, trochę mnie ochłodził.

I nie ma, ze boli. Został samolot. Ułamek i ceny i czasu. Zatem – raz kozie śmierć. Jak się spierdolę, to chociaż z hukiem i będzie o mnie głośno!



22:46, daria_nowak
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2012

Hojnie przystrojony grób. Kwiatki, wiązanki, światełka, kurczaczki.

Starsza, nobliwa pani coś przy tym majdruje. W pobliżu pojawia się druga – wojownicza starsza pani.

- A co Pani tu robi??

- A co? A co? To grób mojego męża!

- Nie proszę Pani, to grób MOJEGO męża? Co Pani robi z tymi kwiatami???

- A bo tu tak dużo tego, to ja chciałam do siebie podzielić…

 

P.S. Czemu nikt nie krzyczy, że byka zrobiłam? Dopiero na Gabs można liczyć:P

 

 

 

 











poniedziałek, 02 kwietnia 2012

Jeśli chcesz wyrwać laskę, która wcale na wyrywanie nie jest nastawiona masz dwie drogi – krótką i dla wytrwałych.

W pierwszym przypadku – nie musisz być przesadnie błyskotliwy. Bierzesz, zakręcasz, czarujesz, mówisz jej, że jest boska i już. Perorujesz dużo, szybko, żeby nie zdążyła się zorientować w czym rzecz. A nawet jeśli – to rozczulisz ją do bólu – a ona, czując się taka wyjątkowa, pójdzie na koniec świata. Aż się znudzi, czyli po jakimś tygodniu, fakt, ale już po wszystkim, więc cel zostanie osiągnięty. I nie, nie zalewasz jej tysiącem pytań jakich facetów lubi, co jej imponuje i czy woli różowy od niebieskiego, bo Ty wiesz! Tobie serce oraz śledziona podpowiadają! A jak nie lubi – to właśnie polubiła:)

W drugim przypadku – grasz na zwłokę. Cięta riposta, trafna uwaga. Zostawiasz ślady. Z rzadka. Gdzieniegdzie. Czasem. Żeby się nie ujawnić zanadto, ale żeby gdzieś ogólnie się unosić w powietrzu. Nieuchwytny – a więc bardziej pożądany. Reszta – dzieje się w jej głowie. Dorobi ideologię, dopisze cechy, o które w życiu byś się nie podejrzewał, wymyśli Cię takiego, że własna matka by nie poznała! Raz na jakiś czas ostrzegasz, że zły z Ciebie chłopczyk i niech ona Cię lepiej nie chce, dla własnego dobra.

Trafiony – zatopiony – gwarantuję. No topsz, nie popadajmy w przesadę… W zależności od typu baby sposoby działają bardziej lub mniej skutecznie – ale stawiam na 80 do 90%.

Pewnie, większość się nie przyzna. Ale drogie Panie, pogrzebmy (że tak kolokwialnie się wyrażę) w pamięci. Nadgorliwiec – albo niedogorliwiec, każda miała takowego chwilowca w życiorysie:) I bardziej lub mniej się tego wstydzi;)



 
1 , 2