Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
czwartek, 31 maja 2007

Każdy kto ma dość świętego oburzenia i gadających głów niech ominie ten wpis. Szczerze radzę.

Miało być rozrywkowo, lekko i przyjemnie. Ba! Wpisy dwa do wyboru, o równie lekkiej tematyce powstały już wczoraj, zanim padłam jak neptek o 21. Ale nie będzie. Będzie obleśnie, bo mimo chwilowej awersji do TV i polityków, znów poczułam się dźgnięta ostrogą. Kryptonim MENGELE.

Każdy absolwent szkoły podstawowej (w każdym razie za moich czasów;)) znał i kojarzył to nazwisko. Wiedział, ze był on zbrodniarzem wojennym, człowiekiem o niewypowiedzianym okrucieństwie. W Auschwitz dokonywał pseudomedycznych eksperymentów. W tym na mojej, 17 letniej wówczas ciotce, której wpuszczał nierozcieńczony ług do dróg rodnych. Bez znieczulenia dokonywał amputacji, punkcji lędźwiowych, zakażeń ran i innych okrutnych zabiegów Zabijał tez równocześnie bliźnięta i porównywał ich organy wewnętrzne.

Jego nazwiskiem nazwano akcję skierowaną do dr. G. Nie wiem co powiedzieć, po za tym, ze należałoby wyciągnąć konsekwencje względem tych skurwysynów, którzy sobie na to pozwolili. Poza konsekwencjami służbowymi proponuję też lincz! Mogę być prowodyrką!

07:42, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (46) »
środa, 30 maja 2007

Uprzejmie informuję, że jeśli w niedługiej przyszłości w wiadomościach podadzą news o pastwieniu się nad rowerzystą na Al. Niepodległości w Warszawie, to z dużym prawdopodobieństwem sprawcą będę ja.

Nie czepiam się przesadnie o jazdę rowerem po chodniku, bo wiem ile jest ścieżek rowerowych w Warszawie. Wyjątkowo budzi się jasna strona mocy i częściowo wybaczam slalom między przechodniami. Ale z zastrzeżeniem. Jeśli już rowerzysta miły postanawia pruć chodnikiem, to jednak, niech ma w sobie choć tyle kultury by nie zapierdalać jak dziki! To nie ja mam mu uskakiwać z drogi! Nie plączące się po starym nie tylko z nazwy – Mokotowie staruszki i staruszkowie! Ja rozumiem, że wszystkim się spieszy, ale tacy idioci stwarzają zwyczajne zagrożenie. Wczoraj na własne oczy widziałam jak taki jeden pospieszny śmignął milimetry od dzieciaka wyrywającego się matce. Maluch wyrywał się wprawdzie niemrawo, ale na wąskim chodniku, wśród przechodniów rower i tak mijał go o centymetry, po szarpnięciu młodego – były to już tylko milimetry. Zatem rozpoczynam akcję wywrotowo – wychowawczą. Zaopatruję się w długi parasol i wszyscy śmigacze rowerowi niech się czują zagrożeni. Parasol w szprychy i po sprawie…

wtorek, 29 maja 2007

Mam znajomego. Zdarza się. Każdy jakiegoś znajomego ma. Mój od większości rożni się drobnymi, ale jakże znaczącymi szczegółami. Pierwszy i rzekłabym podstawowy szczegół –jest pastorem. Drugi, tylko odrobinę nie mniej znaczący – to fakt, iż jest zwyczajnie dobrym człowiekiem. Rzadkość, wiem i dlatego nie toczę z nim rozmów na temat religii:). Po co tracić fajnego znajomego? Ale nie w tym dzieło. Czas jakiś temu, znajomy, nazwijmy go roboczo J., wyprowadził się od kochającej rodziny i rozpoczął pastorsko (???)- kawalerskie życie. Szybko zaprzyjaźnił się z sąsiadami, którzy nie orientowali się w jego pastorowaniu:). A to śmieci komuś po drodze wyrzucił, a to pogadał z młodzieżą piwną, pod blokiem, a to wymienił kolanko w czyjejś umywalce, czy innym zlewie. Ot taki fajny sąsiad, który pomoże, doradzi, pożartuje. Aż pewnego dnia, z przyczyn niezależnych, wracał do domu w todze. I… I od tego czasu nie ma już wynoszenia śmieci, ani dowcipkowania, bo to przecież NIE WYPADA. Nie ma zatkanych rur, ani młodzieży piwnej pod blokiem. Nie ma już tego luzu, zastąpił go nabożny szacunek. I wiecie kto czuje się z tym najgorzej? On! Dalej jest tym samym J., ale inni postrzegają go przez pryzmat pełnionej funkcji. I ograniczają do roli pełnionej stricte zawodowo.

Jaaasne;) Bo pewnie pastor nie jest człowiekiem, nie miewa zatruć pokarmowych, ani kataru, nie produkuje sterty śmieci i całkiem możliwe, że nawet nie jada… Zapewne również nie robi kupy…;)?

niedziela, 27 maja 2007

Dziś będzie niefajnie. Pamiętacie, kiedyś piałam peany pochwalne w temacie Pana Janusza Orzechowskiego i założonej przez niego lecznicy Psi Los. Pozwoliłam sobie wstawić w zakładkach link do strony kundla polskiego, na których opisywano interwencje, w których brali udział weterynarze Psiego Losu. Poza komercyjną lecznicą, w której leczyłam moje kocie potwory, w której uśpiłam rok temu Gajusię, prowadzili też jedyne w Europie pogotowie ratunkowe dla zwierząt. Jeździli z Warszawy np. pod Opole, albo 60 km w kierunku Katowic, by ratować potrąconego na szosie psa. Składali do kupy bezdomne zwierzaki i szukali im domu. Często wyciągali je z beznadziejnego (jak w przypadku rozszarpanej przez Pittbulla Nory) stanu i oddawali w dobre, kochające ręce. I wszystko się skończyło. Skończyło, bo nikt nie chciał ich dofinansować. Niedawno otrzymałam list, z oficjalną informacją o zamknięciu działalności. Jest mi cholernie smutno. Znałam ich, lubiłam, wysoko ceniłam. Prawdziwi pasjonaci. Prawdziwi weterynarze. Prawdziwi ludzie, których serdeczność podtrzymywała mnie na duchu, gdy musiałam podjąć ostateczną decyzję dotyczącą Gajki. Wspaniała baza zabiegowa. I to coś! Miłość do zwierząt. Współczucie i poświęcenie. A teraz koniec...

Zdjęcia ze strony Kundel Polski (linki w tekscie)



 

13:58, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (45) »
piątek, 25 maja 2007

No dobrze. Wracam jakoś do siebie. Różne rzeczy się zwaliły na mnie i nie mogłam spod nich nosa wyściubić. I choć wciąż do szczytu szczęścia mi dużo brakuje, to pierdolić to. Będzie co będzie. A najwyżej nie będzie.

No to jedziemy.

Po raz kolejny zostałam ostatnio zapytana, czemu ja się właściwie nie ustatkuję. Praca jest, kasa jest, wykształcenie jakie takie jest, mieszkanie, choć nie moje, to duże. No właśnie czemu? I czemu nie marzę o poukładanym życiorysie matki oraz żony (kochanka została pominięta)?

Już jako mała dziewczynka wiedziałam, ż nie chcę mieć dzieci. Nie lubię ich. Nie podoba mi się to uwiązanie. Nie lubię być odpowiedzialna za kogoś, kto może do 7 roku życia nawet się mnie słucha, a później to już i tak robi co chce. Nie ograniczam „spełnienia się” do przedłużenia linii rodziny, przekazania genów. Nie sadzę, żeby akurat moja pula genowa za czas jakiś zbawiła świat (podejrzewam spore uszkodzenie w części genomu odpowiedzialnej za potrzebę przedłużenia gatunku;)) Nie czuję się w obowiązku posiadania. I już. Ba! Nawet trochę mnie to brzydzi. Te kupki, zupki, gluty z nosa i odprowadzania do szkoły. Nie. Dzieci nie muszą być potwierdzeniem wartości kobiety. Bo od czasu kiedy zeszliśmy z drzewa, rozwinęliśmy kulturę i parę innych cywilizacyjnych „zdobyczy”, nie wszystko kręci się wokół produkcji dzieciątek. Wokół dupy tak, ale nie musi się to od razu wiązać z posiadaniem potomstwa. Zatem kobieta, jako ponoć pełnoprawny człowiek, ma prawo spełniać się na swój własny sposób, a nie tylko wydając na świat byle dużą liczbę dzieciątek, licząc, że któreś przeżyje. Czy to łamanie stereotypów? Nie sądzę. Wewnętrzny sprzeciw, który jest integralną częścią mojej osobowości, nie kształtowała się w ramach buntowniczej natury i doświadczeń. Wręcz odwrotnie nawet, bo ja niezwykle zgodny człowiek jestem i do większości norm kulturowych się dostosowuję.

Ktoś zaraz powie, dojrzejesz, zmieni Ci się, znajdziesz mężczyznę, któremu będziesz chciała urodzić cokolwiek. I znów błąd. Może mumią nie jestem jeszcze, ale prawie trzydziecha na karku. „Pan Właściwy” jeszcze na mojej drodze nie stanął, pewnie dlatego, że nie wierzę w te połówki (strasznie pesymistyczna wizja). Było za to kilku takich, którym oddałabym płat wątroby, lub nerkę, gdyby potrzebowali;). W niektórych sytuacjach oddałabym im serce. Nie tylko metaforycznie. Po zastanowieniu oczywiście, ale miłość ślepa i serce oddane w przenośni, spokojnie mogło zostać oddane całkiem materialnie.

Kto chce niech posiada. Niech ma nawet tabuny. Ale ja nie chcę. I już. A przekonywanie w takich kwestiach, jest równie skuteczne jak heteryzowanie homoseksualistów i homowanie hetero.

08:51, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (68) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5