Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
sobota, 31 maja 2008

Od jakiegoś czasu jestem obiektem ataków. Co dziwne wcale nie słownych, a internetowych. Jako, że nie znam się na tym za grosz, liczę li i wyłącznie na skuteczność programu anty. Jak dotąd mnie nie zawiódł, ale cóż… Jak kto się uprze, to pewnie go obejdzie… Zaskakuje mnie tylko częstotliwość. Do niedawna 2 – 3 ataki w tygodniu były normą. Przez chwilę doszłam do 30 dziennie. I choć stwierdzam tendencje spadkową, to nie wiem, czy się cieszyć. Bo może powinnam być dumna na ten przykład? Popularność mi może rośnie, czy co? A może komuś zalazłam za skórę i bardzo mu zależy, by zrobić mi kuku? Tylko czym? Bo zwyczajnie, ze zdrożnej ciekawości, chciałabym wiedzieć! Nie celem wyeliminowania okropnego zachowania, o nie, nie, nie! Raczej celem stanięcia mordą w mordę z kimś, kto się uwziął. Wtedy jawnie mogłabym w nią napluć:)!

22:50, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (24) »
czwartek, 29 maja 2008

Zdania są podzielone. Niektórzy twierdzą, że złośliwość jest cechą ludzi inteligentnych, inni, że to przejaw kompleksów osób nieszczęśliwych. Ja osobiście stoję na stanowisku, że złośliwość cechuje ludzi wysokoreaktywnych i jest działaniem wywołanym okolicznościami. Swoją teorię opieram na rozróżnieniu rożnych rodzajów złośliwości. Mamy więc klasyczne Schadenfreude (satysfakcja z czyjegoś kłopotu czy nieszczęścia), złośliwość rozmyślną, agresywną, czy życzliwą. Najbliższa mi jednak złośliwość okolicznościowa. Do szewskiej pasji doprowadzają mnie niektóre sytuacje, słowa, czy czyny. I to najczęściej te nieprzemyślane, czy bezmyślne. Tnę wtedy równo. Dostaje się temu, kto nadepnął mi na odcisk, zwłaszcza, jeśli zamiast przeprosić, idzie w zaparte. Nie mam wtedy skrupułów, a że z wyrzutami sumienia u mnie kiepsko, więc tym bardziej ich brak. Wtedy właśnie okazuje się, że szybkość reakcji i łatwość poddania się emocjom daje przewagę. Gry słowne, uwypuklanie pomyłek, rzepowe przyczepienie się do jednego zdania, czy słowa. To trzeba umieć! Nie wystarczy chcieć. Czy to wszystko jednak tylko atak na oślep? Czy to tylko fochy i muchy w nosie? Otóż nie. Złośliwość okolicznościowa podyktowana jest sytuacją, zdarzeniem, nie samym nastrojem. To spontaniczne działanie, będące odzewem na negatywne bodźce. Zirytowana, zlekceważona, nieprzyjemnie zaskoczona, rozczarowana, czy zawiedziona, żywiołowo sprzeciwiam się okolicznościom. I nie zamierzam się tego wyzbywać. Nie mam zamiaru, w milczeniu i miną cierpiętnicy, znosić nietaktów, afrontów, czy bezmyślności, wszystko jedno w czyim wydaniu. Czy to przyjaciółka, czy Nie_Mój, czy rodzina, każdy dostanie po dupie, jeśli będzie mu się należało. Jeśli ktoś ma problem z przykrym faktem, że sprowokowana daję popalić, widać ma za małe jaja na kontakty ze mną. Albo musi więcej myśleć o tym co i jak mówi. Inaczej będzie skazany na złośliwość.

wtorek, 27 maja 2008

Zaczęło się dobrze. Po przekroczeniu progu pudełka VICHY ustawionego na Placu Konstytucji (fakt, ciężko byłoby je przeoczyć, a mimo to się martwiłam, bo zdolna jestem do takich czynów) stwierdziłam sterylną wręcz czystość i dużą liczbę osób, które paliły się do rozpieszczania gości. Byłam pełna podziwu, bo uśmiechy wcale nie były takie sztuczne (widać dobry trening), a obsługa nie wyglądała na myślących tylko o tym, kiedy można się będzie urwać. No, no, pomyślałam, z tego co pamiętam;). Na dzień dobry dostałam w łapę ankietę, a właściwie ankiecisko, bo całość liczy 10 stron i mega długopis do jej wypełnienia, dzięki któremu dane trafiają wprost do bazy. Fajne. Mają drugi plus, lubię taką oszczędność czasu. No i zaczęło się. Zdjęcie, na którym każdy wygląda jak ekshumowany, badanie jednym, drugim, trzecim cosiem… Wszystko robione i zapisywane w dalszej części ankiety diagnostycznej przez LEKARZA. Bardzo sensowna, konkretna i profesjonalna rozmowa, całkowicie pozbawiona reklamy i wtrętów na temat cudownie zbawczych i jedynych wartych zakupu kosmetyków reklamowanej marki. Później – konsultantka farmaceutka(?) na bazie zapisów lekarza pokazywała dostępne kosmetyki, opisując działanie, sposób stosowania, spodziewane efekty i pakując próbki do Twojej Osobistej Torby. Można się było wszystkim pomazać, powąchać, a nawet na upartego zjeść. Zresztą nie tylko to można było zjeść. Stolik przystawkowy zastawiony był różnościami, jakieś małe rzeczy faszerowane innymi małymi rzeczami, jakieś soki, wina i woda. Do tego krążenie i poznawanie ludzi, urokliwa przedstawicielka Vichy i przyznam szczerze czułam się jak księżniczka. Lubię to. Bardzo. Przy wyjściu zostaliśmy obdarowani zestawem próbkowym (ktoś coś chce? Pisac na mail) całkiem pokaźnych rozmiarów i bardzo fajnymi bransoletkami. Niby takie plastikowe nic, a pod wpływem promieni słonecznych fioletowieje. Wtedy każdy głupi wie, że warto by jednak pomazać się jakim faktorem. Wygodne, zwłaszcza gdy głupi (ja) ma tendencję do roztrzepania skrajnego. A później było piwo w rewelacynym blogowym towarzystwie i schodek, który usiłował mnie potknąć (ja wcale nie usiłowałam, to była jego wina), celem wylania mi dwóch piw!

Reasumując: było dobrze, nie było nachalnie, nie było promowania na siłę, za to była edukacja. W efekcie, poza poprawą samopoczucia (odmówiłam udania się do pani od zmarszczek, więc było mi całkiem dobrze), zdobyłam też trochę wiedzy. W tym takiej, która podnosi włosy na głowie - 50% spośród badanych, stosuje nieodpowiednie kosmetyki, 45% niewłaściwie określa typ swojej skóry, a 72% nie zna jej rodzaju, i takiej, która mnie rozśmieszyła. Perfidne rozbawienie wywołało przesadne cackaniem się ze sobą (67% badanych twierdzi, że ma wrażliwą skórę, dermatolodzy stwierdzili ją jedynie u 42%, 60% deklaruje, że ma mleczna cerę, stwierdzoną jedynie u 37%). Czyli jak zwykle – gówno wiemy, ale nad sobą się rozczulamy.

niedziela, 25 maja 2008

Nie należę do miłośników słodyczy i przyznam szczerze, że wtykając tytułowy deser do sondy, w ogóle nie brałam pod uwagę, że zostanie wybrany. Ale cóż, słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Żeby oddać sprawiedliwość, muszę szczerze przyznać, ze jabłka są pyszne, łatwe w przygotowaniu i naprawdę godne polecenia. Tyle, że … no słodkie…

Celem przygotowania deseru należy się uzbroić w a) 3-4 jabłka (najlepiej renety), b) mleko, c) żółtka (3), d) cukier waniliowy (1), e) cukier zwykły (4 łyżki), f) skórkę z ½ cytryny, g) 2-3 goździki, h) 2-3 łyżeczki mąki ziemniaczanej, i) ewentualnie coś do ozdoby (melisa? truskawki?)

Jabłka myjemy, obieramy, wywalamy gniazda nasienne, cząstkujemy. W garnku zagotowujemy 2 i ½ szklanki wody, 1 łychę cukru, skórkę z cytryny i 2-3 goździki. Począstkowane jabłka gotujemy w syropie ok. 5-7 minut (aż zmiękną). Następnie odcedzamy i studzimy. W tym czasie, w drugim garnku zagotowujemy ok. 1 szklanki mleka z cukrem waniliowym. Gdy mleko się zagotuje powoli wlewamy doń ok. 2/3 szklanki zimnego mleka wymieszanego z mąką ziemniaczaną. Ja wolę delikatną konsystencję sosu, więc dodaję 2 płaskie(!) łyżeczki maki ziemniaczanej. Energicznie mieszamy do zagotowania. Zestawiamy z gazu i łączymy z koglem – moglem ukręconym z 3 żółtek i 3 łyżek cukru. Łączymy powoli, znów mieszając, aż powstanie delikatny sos. Przestudzone jabłka wykładamy do miseczek i polewamy, a właściwie zalewamy sosem. Teraz zostaje już tylko dekoracja:)

Więcej: TU . Wyszły pyyyyszzzne! Tyle, że słodkie i bez czosnku;)

13:30, daria_nowak , Jedzonko
Link Komentarze (24) »
piątek, 23 maja 2008

Kobiety, te narzędzia szatana, to same nie wiedzą, czego chcą. Mówią „nie”, myślą „tak”, to przecież oczywiste. Że niby takie są niedostępne? Pewnie. Każda tego chce. Po co inaczej nosiłyby te spódniczki szerokości paska, po co te bluzki, w których kawałki materiału zbiegają się nad pępkiem. Idzie taka, tyłkiem kołysze, to przecież wiadomo, że chce chłopa, tyle, że nie powie, bo nie wypada. To się na nią gwizdnie, to się komplementuje, że ma ładną dupę, czy coś. I wiadomo, że baba już chce. No bo po co by się tak pindrzyła przed lustrem, na tych obcasach kuśtykała??? Litować się nad taką? Dostała, co chciała, a teraz to jej szkoda, że się skończyło, co dobre. Jaka godność? Jakie upokorzenie. W końcu od czego są baby?

Gwałt w rodzinie? Toż to moje prawo! A że nie chciała? Musi, przysięgała! To nauczyłem moresu, że mężowi się nie odmawia.

Chce czy nie chce, zawsze można jej wrzucić tabletkę do drinka. Wtedy i zabawa będzie i nic nie zapamięta. Wilk syty i owca cała.

Dorosła kobieta, ofiara gwałtu woli nie mówić. Woli zamknąć się w sobie. Upokorzenie jest zbyt wielkie, by łatwo sobie poradzić. Świadomość zdarzenia zabiera wszelką radość, ufność. Rodzi strach. Zamyka w klatce własnego umysłu. Ale to mało medialny temat. Mało „nośny”, zbyt powszechny, oczywisty. To nie wzbudzi lamentu nad ofiarą. Kto będzie chciał o tym słuchać? No chyba że miał(a) 8 lat i był(a) przed pierwszą komunią. Wtedy to już wszyscy przeżywamy, współczujemy, odgrażamy się sprawcy. W 2007 roku miało miejsce ponad 1800 stwierdzonych gwałtów. I co? Ruszało was to wtedy?

 

13:31, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (43) »
 
1 , 2 , 3