Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
wtorek, 29 czerwca 2010

Umyślnie i w celu osiągnięcia korzyści majątkowej zastosowałam przemoc psychiczną, dzięki czemu doprowadziłam do rozporządzenia cudzym mieniem na moją rzecz. HA! Wypisz wymaluj, wymuszenie rozbójnicze i powinnam siedzieć w pierdlu od roku do lat 10.

Będąc młodą posiadaczką trzech sierściuchów zaopatruję się w żwirki i inne żarcia na allegro. Przebitka niezła, bo suche nabywane w sklepie kosztuje 43 zeta za kilo, natomiast przyniesione do domu 10 kg kosztuje mnie jedyne 180. Przebitka na żwirku też jest ładna, bo prawie dwukrotna. Zatem się mi nie dziwimy, a co najwyżej bierzemy przykład.

I tak podczas ostatnich zakupów zaproponowano mi nabycie super jeber szwedzkiej karmy, co to jest lepsza niż pasza dla ludzi, nie zawiera mączki z padłych zwierząt (że ke? To normalne żarcie zawiera???), robiona jest na wodzie do picia (a normalne na czym? Na gnojówce???) i w ogóle należy się zacząć ślinić. Zgryz był tylko w tym, że moje stado jest wybredne i bez akceptacji instancji żrącej, wszelaką karmę mogę sobie w dupę wsadzić. Nie zeżrą, będzie foch i w ogóle zostanę wrogiem publicznym do sikania na łóżko być może. Szkoda trochu zainwestować prawie 160 peelenów, zanabyć ponad 13 kilo, wykarmić szczury w piwnicy i z musu zwiększyć częstotliwość zmiany bielizny pościelowej.

Niewiele myśląc skonstruowałam plan. Zręcznie, jak obuchem w ucho, zaimprowizowałam maila, w którym wcale nie domagałam się próbki, tylko tak to jakoś między wierszami buchało gejzerem. Koty karmę dostały i pochłonęły, mrucząc jak traktory, w pełnej nieświadomości mego czynu karalnego, acz bardzo zadowolone. I teraz mam zgryz oraz kaca.

Kac z wymuszenia, bo wszak zawsze twierdziłam, że taka jestem praworządna, taka przykładna i prawa! A tu proszzz… kombinatorstwo oraz wymuszenie! A zgryz, albowiem mogę przebierać w smakach: kurczaczym, wołowi nowym, wątróbkowym drobiowym, wątróbkowym wołowym, krewetkowym, dorszowatym, okoniowym, łososiowym, reniferowym, homarcowym oraz kurczaczo – indyczym.

A te świnie persiate odmawiają zeznań co lubią!

 

czwartek, 17 czerwca 2010

Przed urlopem moja nienawiść do wszystkiego wzrastała wykładniczo z każdym dniem. Przez jakieś pół roku. Miałam tak strasznie dość, że wolałam omijać blogowisko szerokim łukiem. Nie cierpiałam ludzi, gadania, czytania, ludzi, spraw, problemów, ludzi, zadań, obowiązków oraz, nie zgadniecie – ludzi. Miałam po kokardę, zmęczona straszliwie i wręcz nieludzko. 3 tygodnie i proszzzz! Świat się do mnie uśmiecha, nic mnie nie denerwuje, drobne uciążliwości znoszę śpiewająco, głupota nie wzbudza we mnie rządzy krwi.

Magia urlopu działa. Transformacja zaszła prawie jak u miłościwie nam plujących w TV. Niestety obu przemian nie podejrzewam o trwałość... Ale ciii. Nie mówmy o tym póki przed oczami mam wciąż sielsko – anielskie Kołobrzeskie widoczki, czuję wciąż zapach rozgrzanej plaży i morza, a cały człowiek tęskni za spacerami i basenem.

Po raz kolejny zadziwia mnie banał, komunał i w ogóle truizm – wypoczęta jednostka jest bezproblemowa, optymistyczna i cała na tak. Chce się - ogólnie i po prostu. Zero irytacji o głupią babę w sklepie, która pół godziny mędzi nad serkiem. A niech mędzi do woli i tak nie będzie jej smakował:P. Zero irytacji na stan konta, że nie jest taki jak upragniony – jest jaki jest i się przeżyje. Zero czarownictwa w temacie jak sobie poradzić – opcjonalnie: a) w pracy, b) ze stażami, c) ze specjalizacją, d) z całą resztą. Wręcz wszystko wydaje się w zasięgu ręki. Zero stresu – czy będzie tak jak ja chcę. Będzie, albo nie będzie, łba nikomu nie urwę. Z opcji „dajcie mi wszyscy święty spokój’ wpadłam w opcję „tak? to dobrze”.

I Wam też tego życzę!