Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
poniedziałek, 31 lipca 2006

Umówiłam się na jutro z Rodzicielem. Idziemy do NF. Na ploty, na piwo. Nawet się cieszę. Ale musze to sobie gdzieś zapisać, bo zapomnę:) Więc zapisuję tu. Zapomnę nie z braku szacunku do Rodziciela, poprostu ostatnio bywam zakręcona, a po 2krotnym doświadczeniu Rodzicielki - która wystawiła dwie kolezanki w piątek jakiś czas temu i w ten piątek...bo zapomniała... wolę zapiścać ku pamieci:)

W razie czego proszę mi przypomnieć!

No i spokojnej nocy. Dziś zasnę, zeby nie wiem co, bo się uparłam:)!

Całkiem prawdopodobne jest to, ze nie mam serca. Osobiście mam niejakie wątpliwości (w końcu lekarze by coś chyba powiedzieli?), ale tak naprawdę któż to wie? Opinia Rodzicielki może mieć niejaki sensJ. Powstała na bazie leniwej rozmowy, którą osobiście się nie przejęłam, a którą toczyłyśmy w ocienionym zakątku parku. Wsłuchiwałam się w leniwe bzyczenie jakiś robali, a tu nagle Rodzicielka atakuje z grubej rury… Powrót do fascynującego tematu „remont”.

Faktem jest konieczność skoordynowania kilku czynności, ale akurat tym nie czuję się przytłoczona. Nie raz brałam radośnie czynny udział.

Tym razem w ramach remontu konieczne jest: rozkręcenie i wywalenie babciowego regału, rozkręcenie i przeniesienie do niej obecnego mebla salonowego, rozpoczęcie i zakończenie remontu salonu, wtachanie kredensu (po uprzednim sprowadzeniu go z Lichenia) i remont w przedpokoju. Jak wyraźnie widać stan pośredni zakłada, iż wszystkie nasze rzeczy zajmują worki plastikowe porozstawiane po całym mieszkaniu.

W pierwszej kolejności wyperswadowałam pomysł rozpoczęcia remontu już, teraz zaraz. W drugiej kolejności zaś – rozpoczęcia go na początku września. Zgrzytając zębami motywowałam nierealność dokonania herkulesowej pracy przenoszenia i pakowania bambetli samodzielnie przez Rodzicielkę, lub nawet przez nas dwie przez krócej niż dwa tygodnie- po pracy. Następnie stanowczo odmówiłam wzięcia urlopu w celu przeniesienia tego osobiście, lub przy popołudniowej pomocy Rodzicielki. Następnie zaś powiedziałam, ze nie i już, bo ja znam remonty i pobruździ mi to jeszcze w wyjeździe. Więc nie i już!

Następnie zaś okazałam brak serca, za to dużą praktykę w remontach i logiczne myślenie. Nie ma co ukrywać, Zofia, która już od 3 lat nie wychodzi z domu, już z niego nie wyjdzie. Ba, praktycznie sama nie wstaje, więc o czym tu w ogóle mówić? Zatem logicznym się wydaje pozbycie się 2/3 niepotrzebnych ciuchów, a także bronionej przez nią własną piersią, starej bielizny pościelowej (w której nota bene kiedyś wyhodowała stado karaluchów), a nie noszenie jej w kółko i upychanie po kątach. Stare prześcieradła już 10 lat temu, gdy maniacko robiłam sobie papiloty – rwały się w rękach bez nożyczek… Zasugerowałam zatem wywalenie całego chłamu, pozostawienie tylko tego co przydatne, wielkodusznie godząc się na kilka sztuk Zofiowej odzieży wierzchniej innej niż koszula nocna…

No i okazało się, ze jestem bez serca… Ubawiło mnie to setnie z dwóch powodów. Rodzicielka wciąż mi mówi, ze pogodziła się już z nieodwracalnym zroślinkowieniem Zofii, zatem – wniosek pierwszy – gówno, wcale nie! Wniosek drugi – szmaty, o których mówię zajmują: 1 szafę 2 drzwiową, 1 szafę 1 drzwiową oraz – UWAGA 8 podwójnych szafek. Uprzejmie informuję, ze mogę nie mieć serca, ale przeniesienie tego wszystkiego (oczywiście w połowie przypadków – korzystając z drabiny), po to by NIGDY nie zostało użyte – jest ponad moje siły. Nie kurwa i już! Może jestem wredna, ale do cholery jestem też kobietą. Wystarczy mi tachanie zakupów – tu, chociaż widzę sens. Mogę nosić te zgrzewki wody mineralnej i kilogramy żarcia. Ale nie przeniosę tony pierdół, tak sobie z łaski na uciechę. Co więcej, nie pozwolę ich przenieść Matce, świeżo zrehabilitowanej w sanatorium! I to dla osoby, która na gówno mówi papu, dostanie 3 histerii nad każdą porwaną powłoczką na poduszki, a następnie po 5 minutowym przebłysku świadomości, zapomni jak się nazywa i czy jadła kolację, albo zapyta mnie „a co Pani robi w moim domu”. Fanaberię taką mam!

18:41, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (5) »
niedziela, 30 lipca 2006

Znów nie mogę zasnąć...

Kiedyś dziwiłam się jak to możliwe. Wystarczyło przyłozyć głowę do poduszki... A teraz... Zazdroszczę tym, którzy mogą zasnąć. Tym których nie gnębi to uczucie..

A rano, po bezzsennej nocy, po zaśnięciu o świcie, zadzwoni budzik, a mnie bedzie sie chciało płakać...

23:11, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (10) »

Leniwe popołudnie na kocu z książką. Książką, która mnie lekko zawiodła. Zostało jeszcze kilka stron, może tam coś mnie zaskoczy. Albo jestem genialna, albo rozgryzłam już D. Browna. Po kilkunastu rozdziałach wiedziałam, kto jest tym „złym”.

Poza tym rozbawiło mnie jedno zdanie. Przez cała książkę Brown pisze o głuchym mordercy - Hulohocie, aż tu nagle… cytuję: „Hulohot usłyszał odgłos upadku (str. 363 „Cyfrowa Twierdza” Warszawa 2005 wyd. Albatros & Sonia Draga). Bez komentarzaJ… Chyba, ze na ostatnich stronach okaże się, że Hulohot jednak nie był głuchy…, ale nie sądzę, jako, ze nie bierze już udziału w akcjiJ

Ze skruchą przyznaje, ze w Lolku zmusiłam Rodzicielkę oraz Ciotkę do obsługiwania mnie. Nie, nie jestem aż tak bezczelna. Po prostu na moich kolanach od razu usadowiła się Lolkowa kotka (Lola?) Podeszła, rozejrzała się i wybrała ofiarę. Widocznie wyczuła mój stosunek do zwierząt. Pozwoliła się głaskać, szeptać sobie do ciapciatego ucha komplementy, a nawet mnie „wytupała”. Z łaski zjadła kawałek karkówki, którą prawie przemocą wydarłam Rodzicielce z ust. Odmówiła za to współpracy w temacie łososia. Rozumiem ją. Rybki są be. Mądry kotek!

Zaprzyjaźniłam się tez z jedną rudą bokserką, której pozwoliłam wylizać sobie ryjek. Zatem stwierdzenie „pies ci mordę lizał”, w moim przypadku traci obraźliwy charakterJ.

Chyba zadomowię się na tych polach… podoba mi się tamJ 

 

sobota, 29 lipca 2006

Coś bym napisała. Ale jakoś nie bardzo umiem dziś kleić słowa. Jakiś spokój, jakieś oczekiwanie. We mnie. I dookoła. Coś bym zrobiła. Najlepiej monumentalnego, prawdziwego. Brak tylko pomysłu co i jak. Ten wpis jest szeptem. Banałem, ubranym w potok liter, w następujące po sobie zgłoski. W dowolnej kolejności. Jak wiersze da da. Tego wpisu nie powinno być, bo nic nie wnosi. Jedyny jego sens – to przelać w pustkę Internetu informację – jestem. Byłam. Będę. Czekać.

22:31, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8