Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
wtorek, 31 lipca 2007

Sobotni wieczór. Nie żeby od razu środek nocy, zwyczajnie wieczór. 19? Może 19.30? W autobusie dużo miejsc siedzących. Pasażerowie pogrążeni w letargu wywołanym bujaniem po warszawskich drogach, humorami pogody i tygodniem pracy. Nikt nie rozmawia. Cisza i kołysanie. Na przystanku do autobusu wkraczają trzy damy. Dziewczynka może 7 letnia, może, choć stawiałabym na 6. Blondyneczka o twarzy aniołka i dźwięcznym, wwiercającym się głosikiem dzwoneczka. Babcia. Spora nadwaga, grube okulary, trudności w poruszaniu. Bulterierka. Niunia ślicznie umaszczona, już nie szczenię, jeszcze nie psica. Babcia klapie na siedzenie na końcu autobusu. Dziecko z Bulterierką na smyczy dokonuje inwazji na autobus. Jest wszędzie. Raz z przodu, raz z tyłu. Babcia twardo siedzi cicho. Dziewczynka ciągnie za smycz i perlistym głosikiem wydaje psu sprzeczne polecenia z prędkością karabinu maszynowego. „Choć tu, ale nie wskakuj! Soooonia! Hihihihi, no choć do babci, albo choć zobaczymy co robi pan kierowca! Sonia! Do nogi. Usiądziemy tu. Nie ruszaj pana! Hihih” Chwila spokoju. „Hihihi, albo tu, tu piesek usiądzie, tu, tu, hihihi” Siedzący obok chłopak szykuje się do wyjścia. Musi przekraczać Sonię „górą”. „Hihihi, no Soooooonia, no!”. Znów pociągniecie za smycz. Perlisty głosik o natężeniu powalającym smoka, pacyfikuje autobus jeszcze bardziej niż zmęczenie, pogoda… Pies ma dość, widzę błagający wzrok. Babcia nie reaguje.

Wyjątkowo nie skomentuję. Komentarz pozostawię Wam…

18:45, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (74) »
niedziela, 29 lipca 2007

Od piątku rzuciłam kuchnię. Ale jedzenia już nie, w związku z powyższym nie było wyjścia i żywiłam się po lokalach. Jako, że mimo całej humanistyczności;), analityczność umysłu gdzieś tam mi się po jestestwie plącze, więc po trzech wizytach doszłam do wniosków i postanowiłam się podzielić:). Uprzedzam, że jestem lekko skrzywiona, jako, że sama lubię gotować i nieskromnie przyznaję – robię to dobrze…

 Pod Samsonem
Sfinx w Arkadii
Nei Fiori
Wnętrze
Z charakterem, choć malutkie, duszno, ale budynek zabytkowy – konserwator nie godzi się na klimatyzację Tematyczne, stoliki naćkane, człowiek czuje się jak w puszce sardynek Klimatyczne, odnowione, wszechstronne, klimatyzowane
Obsługa Miła Miła i niepodejrzliwa;) Ulubiona:) Tu jestem nieobiektywna
Różnorodność dań Ogromna Tematyczne żarcie Mała, malutka…
Jakość jedzeniaGENIALNE! DobreCałkiem niezłe
Ceny
Co najmniej przystępne (większość dań po 20zł) Średnie Wysokie (dania mięsne od 25-35zł)
Obiad na 2 sztuki 49zł z wyciskanymi sokami 65zł z piwem sztuk 1 69 zł z piwem

Reasumując – jeśli chcecie zjeść dobry obiad w Warszawie, jeśli lubicie dania zdecydowanie różnorodne choć i tematyczne, zwłaszcza zaś jeśli lubicie kuchnię żydowską - polecam Pod Samsonem na Starym Mieście koło Barbakanu. Mam przeczucie, że obiad w tym miejscu, co najmniej raz w miesiącu, stanie się u mnie w domu nową świecką tradycją:)

czwartek, 26 lipca 2007

Czasem mam wrażenie, że niektórzy, w pewnych okolicznościach przyrody, popełniają pewien fascynujący błąd:). Błąd nie obcy czasem i mnie. Zamiast myśleć przy czytaniu, czy słuchaniu - czujemy. Wystawiamy każdy nerw jak radar i pochłaniamy słowa bez użycia logiki, umysłu, a czasami bez użycia rozsądku. Pochłaniamy uszami albo oczami, nie dopuszczając słów do głowy. I co gorsze, pochłaniamy wybiórczo, niechcący (mam nadzieję) pomijając niektóre części wypowiedzi. Wycinamy z kontekstu zdanie, pastwimy się nad nim, nie patrząc na osadzenie go w całości wypowiedzi. Czemu? Och, powodów są tysiące. Emocje, pośpiech, jedyne słuszne zdanie, doświadczenia, poczucie winy, wątpliwości własne, a choćby i pogoda;)

Efekt? Może posłużę się topornym;) przykładem. W sieci znalazłam kilka aforyzmów:

1. Aforyzm pokrywa się z całą prawdą. 2. Dyplomaci powinni uchybiać regułom protokołu i wymogom obyczaju. 3.Czy dla kochającego mężczyzny może być większa kara niż wierność ukochanej?*

Gdzie tu błąd? Och, jest i to banalny. Przytoczyłam tylko fragmenty cytatów, pomijając pewne „drobiazgi”, modyfikując, na własne potrzeby. Efekt – mijanie się z prawdą. Własna interpretacja, zmieniająca sens wypowiedzi. Z powyższego tekstu wystarczy wyciąć jedno zdanie, by zmienić jego przekaz. Jedno krótkie zdanko ukryte w gąszczu słów, by mieć do mnie pretensje, ku mej uciesze nazywać prowokatorką i ku jeszcze większej radości zarzucać wszechwiedzę:) i wywyższanie. I choć na czyjeś słowa zawsze patrzy się przez pryzmat swojego ja, to zróbcie mi dziś uprzejmość – przeczytajcie całość, bez skrótów, bez nadinterpretacji. Tylko to, co jest napisane i nie więcej, niż jest napisane. Przefiltrujcie słowa przez siebie, ale te słowa, nie wycięte, nie zmodyfikowane, nie wyłuskane z całości. Takie święto lasu;).

* Cytaty w naturze brzmią:
Aforyzm NIE POKRYWA SIĘ NIGDY z całą prawdą – to pół lub półtorej prawdy. - Karl Kraus; Dyplomaci (...) NIE powinni W ŻADNYCH OKOLICZNOŚCIACH uchybiać regułom protokołu i wymogom obyczaju. - Paulo Coelo; Czy dla kochającego mężczyzny może być większa kara niż NIEwierność ukochanej? - Leopold von Macher-Masoch

Przerobiłam je waląc po oczach, bez subtelności, żeby nie narażać się;) na niedomówienia i przesadną delikatność przekazu;) utrudniającą odbiór;)))

wtorek, 24 lipca 2007

Jeśli faktycznie LISki nie zlękną się utraty diet poselskich, a Wielki Dwubrat, nie ma asa w rękawie, to koalicja pieprznie jak piorun w rabarbar. I jeśli tak się stanie, to uprzedzam, że każdego wykształciucha, z wrodzonym brakiem pokory (hmmm… Ty wiesz:)) będę lała po pysku, jeśli nie pójdzie do wyborów. Pal sześć, na co kochany wykształciuchu zagłosujesz. Odstawiam tu agitkę, ale nie dla partii. Agituję dla mojego świętego spokoju. Idź, zesz cholero do wyborów, bo twardy elektorat doczołga się choćby w malignie, o kulach, a także z beretem na oczach, lub przywieziony autokarem po mszy. Idź człowieku, bo jak nie pójdziesz, to nie tylko będzie powtórka z rozrywki. Będzie gorzej. Była bezczelność plucia na wszystkich, którzy nei w Częstochowie? Było tanie państwo z podwojonymi stanowiskami „gdzieniegdzie”? Były „kolby” łomocące do drzwi? Byłeś po stronie ZOMO? Pomnóż to przez dwa, pięć, piętnaście.

Nam się nie chce, nam nie pasują politycy, stwierdzamy, że nie mamy naszego kandydata. W efekcie – dostajemy cudzego. W efekcie Ci, którzy dają się nabić w butelkę i wierzą pięknym słówkom, rządzą nami, a my cicho pomrukujemy „skandal, skandal”. Nie masz kandydata? Nikt Ci nie pasuje”? Polityka polityką jest, pobądź chwilę politykiem i wybierz „mniejsze zło”, wybierz kogoś, kto jeśli nie będzie mądrą większością to będzie, chociaż niegłupią opozycją.

Albo będziesz miał, kochany wykształciuchu ze mną do czynienia:)

poniedziałek, 23 lipca 2007

Człowiek sobie czasem coś postanowi. Na przykład, że kupi nawilżacz powietrza za całe maksymalnie 300 zł, bo kwiatki nie lubią, gdy powietrze w domu sprawia wrażenie saharyjskiego. Ludzie nie lubią zresztą też:) Człowiek stwierdzi nawet, że nie ma granic ni kordonów i w odwłoku ma datę oraz odległość do pensji i tak już raczej zagospodarowanej. 5minut przed końcem pracy, taki człowiek uda się molestować księgowość i finanse, gdzie dobra dusza się nad nim ulituje i wypisze kwitek spec. znaczenia. Następnie człowiek dostanie szału i poza zaplanowanym nawilżaczem nabędzie drogą kupna: aparat fotograficzny Panasonic Lumix DMC-LZ6, ładowarkę i 4 akumulatorki, kartę pamięci 2 cośtamsie oraz oczojebiste błękitne ubranko, który to komplecik mrugał do człowieka zza szybki i uśmiechał się znacząco wywołując szeroko pojęte pożądanie. I tak człowiek będzie przez rok płacił raty i kombinował skąd wziąć kasę na specjalizację z epidemiologii. Ale jak mus – to coś się wszak wymyśli.

Tak – Melaso- czyn powyżej skrupulatnie opisany nadaje się w pełni do „głupiego” łańcuszka…

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5