Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
czwartek, 31 lipca 2008

Chyba wszyscy czytali dzisiejszy artykuł „Wybór Julii”. Może niektórzy sięgną po książkę „Kiedy łamie się gałąź. Opowieść matki”. Za to z pewnością większość ma już zdanie.

Julia Hollander, była dyrektorka Narodowej Opery Angielskiej w Londynie, matka Elinor, urodziła drugą córkę. Ta okazała się być upośledzona. Od tego momentu świat dobrze funkcjonującej rodziny zaczął się walić. Starsza córka odsuwała się od rodziców, zamykała w sobie. Matka stała się 24 godzinnym strażnikiem krzyczącego dziecka. Poczucie obowiązku, a może winy (?) nie pozwalało jej na zatrudnienie opiekunki, na kontakt z instytucjami zajmującymi się chorymi dziećmi. Julia zaczęła nienawidzić córki, a rodzina zaczęła się rozpadać. Mąż początkowo starał się być pomocny, z czasem - postawił ultimatum. On, albo Immie. Życie rodzinne, albo ciągła opieka nad niszczącym je dzieckiem. Nikt nie potrafił poradzić sobie z sytuacją. Bezsilność, strach, nienawiść, rozpacz. W końcu – Immie trafiła do matki zastępczej. Rodzina odzyskała radość życia. Immie znalazła kogoś kto potrafi dać jej miłość. Matka zastępcza dziewczynki robi to, do czego czuje powołanie.

Prosta historia. Trudny wybór. Oceny - od oburzenia po zrozumienie. Komentarze, w artykule i na forum, co powinna była, a czego nie. Tłumaczenia, jak należy się w takiej sytuacji zachować. Potępianie i afirmacja. A dla mnie coś jeszcze. Kolejne łamanie tabu, zmowy milczenia, że o TAKICH rzeczach się nie mówi.

Od razu kojarzą mi się komentarze do dyskusji o aborcji – zawsze można oddać. Oddać i być potępioną na wieki. Wyskrobać, tak żeby nikt nie wiedział i mieć ‘spokój’. Hipokryci. Nie ci, który potępiają, nie ci którzy rozumieją, ale ci, którzy wolą, by autorka książki zamknęła mordę. A jak nie zamknie, to usłyszy o tym jaka jest nieludzka, okrutna i bezmyślnie egoistyczna. Bo w dużej mierze do tego się to sprowadza. Pod dywan kochani, pod dywan. Wtedy nie ma problemu, nie ma nad czym się zastanawiać, za to świat staje się taki różowy i zero jedynkowy.

10:40, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (51) »
wtorek, 29 lipca 2008

Po lunchu, uparcie zwanym przeze mnie obiadem, udałam się chwilę do pasażu sklepowego w niezwykle konkretnym celu.

W ramach wycieczki nabyłam: odświeżającą wodę różaną, dezodorant, czekoladę, ciasteczka słonecznikowe, demakijażant, książkę, gazetę i kapcioszki do kremowanych stóp. Obejrzałam też 20 mniej lub bardziej seksownych piżamek. Podjęłam próbę nabycia perfum D&G Light Blue, ale mieli zbyt małe pojemności. Następnie wróciłam do pracy, gdzie w pierwszej kolejności polazłam do ulubionej szefowej, celem poinformowania jej, że wymarły mi szare komórki. Prawdopodobna przyczyna – lokalizacja stanowiska pracy, centralnie pod oknem, z którego bije słoneczko. Zwierzchniczka, jednostka kulturalna, twierdzi, że po prostu jestem kobietą…

Ciekawa jestem czy ktoś zgadnie, JAKI był cel mojej wycieczki? (rozwiązanie poniżej – choć nie na pierwszy rzut oka)

Doładowanie KARTY MIEJSKIEJ.

niedziela, 27 lipca 2008

 

W związku z czym, a także z uwagi na taniutkość wiśni ogłosiłam koniec lenistwa. Czas nauczyć się robić nalewki. Posiłkując się googlem rozpoczęłam produkcję nalewki wiśniowo-rumowej i klasycznej. Obie będą lekko zajzajerowate, więc wypicie większych ilości może skończyć się źle. Ale do rzeczy:

2 kg wiśni (1 kg wydrylowanych) oraz 10 obranych migdałów zalewamy 500ml wódki i 500ml spirytusu. Po 2 tygodniach zlewamy płyn, a owoce zasypujemy 200g cukru. Po tygodniu, gdy cukier się rozpuści – zlewamy sok i łączymy płyny. Całość będzie wytrawna i mocno wiśniowa.

1,5kg wiśni z pestkami, 3 obrane migdały zasypujemy 0,5kg cukru i 2 cukrami waniliowymi. Całość zalewamy szklanką rumu. Po dwóch miesiącach zlewamy płyn i dodajemy szklankę spirytusu. Będzie słodkie i pachnące.

Przy okazji odkryłam nową namiętność! Uwielbiam drylować wiśnie! W rozpędzie zbyt późno przyhamowałam, więc produkuję również konfitury… 2 kg wydrylowanych wiśni zasypujemy 2kg cukru i zostawiamy do następnego dnia. Po tym czasie doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 5 minut, oczywiście zdejmując szumowiny. Studzimy i powtarzamy czynność 5 razy… W planach ciąg dalszy konfitur i nalewka, tym razem nie tylko owocowa, ale i odrobinę ziołowa w smaku, jako że będzie zawierać liście wiśni w proporcjach 100 wiśni na 100 liści. Za kolejne przepisy się nie obrażę, lubię działać z rozmachem;)

19:21, daria_nowak
Link Komentarze (36) »
środa, 23 lipca 2008

Nie raz oglądaliście filmy, w których trup słał się gęsto, falki latały po planie, a posoka obryzgiwała oczy statystów. A gdyby to nie był film? Gdyby to była prawda? A gdyby to był ktoś bliski, kogo przyszłoby wam opłakiwać i sztukować swoją codzienność pozbawioną jego obecności? Czy wybaczylibyście człowiekowi, który o wszystkim wiedział, ale w glorii prawa, ukrył prawdę, nie zapobiegając zdarzeniu, ani nie pomagając ująć przestępcy? Czy potrafilibyście, bez cienia nienawiści, patrzeć mu w oczy, ze świadomością, że nie tylko uniknie jakiejkolwiek kary (art. 233, a może i 239§1 kk), ale wręcz, zrobił dobrze? Niemożliwe? Możliwe. Ale tylko w jednym przypadku! W przypadku Księdza

Tajemnica sakramentalna jest nienaruszalna (Kan. 983§1). Spowiednik nie może jej naruszyć, w żadnym, absolutnie żadnym wypadku! Nawet dla ochrony życia – narodzonego lub nie, cudzego lub własnego. Wszystko w imię zasad wiary, bowiem wyznanie grzechów, choć dzieje się w obecności człowieka, w opinii kościoła, ma miejsce jedynie miedzy grzesznikiem a Bogiem. I nie ważne, czy grzechem są seryjne morderstwa, gwałty, pedofilia, kazirodztwo, czy znęcanie się. Wszystkie inne rodzaje tajemnic, w tym lekarska, czy ogólniej - zawodowa, w specyficznych okolicznościach, mogą być naruszone. Ta jedna – nie. Wszystko w duchu wiary. I proszę bardzo. Nie wchodzę w kwestie, które mnie nie dotyczą, póki nie zaczną… Tyle, że art. 178 kpk, grzecznie wyjaśnia, że nie wolno przesłuchiwać jako świadka min. duchownego co do faktów, o których dowiedział się przy spowiedzi…, a kpc w art. 261§2, min., że duchowny może odmówić zeznań co do faktów powierzonych mu na spowiedzi.

I co? Grzecznie powiem i gówno, bo to już sytuacja, gdy cudza moralność zaczyna wkraczać do mojego ogródeczka. Ktoś chce coś powiedzieć na temat rozdziału kościoła od państwa? A może na temat sprawiedliwości? Albo na przykład moralności? Uprzejmie słucham. Zaznaczam jedynie, że ponoć panuje tu wolność wyznania i nie muszę być molestowana moralnie cudzymi religiami, a tym bardziej ponosić ich konsekwencji.

Temat ten chciałam poruszyć już dawno. W tym celu korespondowałam z Kancelarią Kurii, gdzie upewniłam się, że to, co w moim pojęciu jest absurdem – faktycznie ma miejsce. Zarzuciłam pomysł, bo temat ani prosty, ani miły. Niemniej dyskusja na blogach Harrego i Andsola, związana z podejściem pseudokatolików do swojej wiary stała się iskrą, która wywołała skojarzenie i niniejszy pożar. W razie czego – wiecie do kogo kierować zażalenia;)

14:52, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (50) »
niedziela, 20 lipca 2008

Niedzielny wieczór, dzwoni telefon.

- Dobry wieczór. Czy zastałam Panią Nowak?

- To zależy którą, jedną tak.

- Pewnie córkę? A mama jest?

- A z kim mam przyjemność rozmawiać?

- Doktor Kowalska.

- Miło mi magister Nowak.

- eeeyyyyyyyy hmmm. Aha.

Gdyby to był nasz lekarz rodzinny na przykład, a nie pracownica szanownej Rodzicielki - luz. Tytuł określałby profesję i bez tego mogłabym nie domyślić się kto zacz. Natomiast, w przypadku ludzi, których tytuł zawodowy/stopień naukowy jest jedynie dodatkiem do nazwiska i w rozmówcy ma wzbudzić nabożny zachwyt to.. no cóż – NIE.

Czas jakiś temu znajoma, w sprawach zawodowych, była u pewnego ‘świeżego’ profesora zwyczajnego. Znając jego niedawne publikacje, uparcie, przez całą rozmowę, tytułowała go doktorem. Kilka dni później łącząc się z nim telefonicznie, za pośrednictwem sekretariatu, została zbesztana, że to nie żaden ‘byle doktor, tylko profesor! I to ZWYCZAJNY!’. Lekko skonfundowana, w pierwszych słowach zaczęła przepraszać głównego zainteresowanego. I co? I w odpowiedzi usłyszała „Ależ, jakie to ma znaczenie? Ważne, że tak miło nam się rozmawia”… Cóż, są ludzie i LUDZIE.

19:49, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (44) »
 
1 , 2