Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
poniedziałek, 26 lipca 2010

Od lat bez Internetu czuję się jak bez ręki. Oczywistość dostępu jest dla mnie tak powszednia, że dziś chyba nie umiałabym załatwić najprostszej sprawy bez Matki Google. Szukam knajpy – w sieci, sklepu z oświetleniem – w sieci, dobrej imprezy w okolicy – w sieci, ciucha na okazję – w sieci, szkolenia – w sieci i kolejnej podyplomówki – hmm… no właśnie. A ostatnio – konkretnie, w serwisach społecznosciowych. Powoli tak samo ma nie tylko moje pokolenie, ale również pokolenie moich rodziców.

Reklama w necie, na portalach takich jak facebook, czy inny Twitter, w jakiś sposób kształtuje moją codzienność, wiedzę o tym co, gdzie i za ile mogę. Lubię tą świadomość, że mogę poczytać żywe opinie o miejscu, produkcie, czy organizacji jakiegoś spędu. Że mam dostęp do zdjęć, a reklamodawca stara się w jakiś sposób nawiązać ze mną dialog. Przestaję być obiektem – anonimowym, który musi się dostosować do cudzej wizji, a zaczynam mieć wpływ, zmieniam się w podmiot. Przykładem siły Fejsbuka jest choćby kampania prezydencka Grzegorza Napieralskiego. Postawił nie tylko na spotkania live, ale i na dialog w necie. Pamiętam, że poczułam się słuchana, gdy wraz z innymi radziłam nie przekazywać „swoich” głosów w II turze. To było dla mnie istotne – móc rozmawiać, mieć kandydata na wyciągnięcie ręki, dostać komunikat zwrotny. Mieć na coś wpływ.

Zasięg i siła rażenia portali społeczościowych są ogromne. Czemu zatem z niego nie korzystać? A tak, trzeba wiedzieć jak:)

I tu mam propozycję. Marta - specjalistka od Social Media, z wieloletnim doświadczeniem pracy przy największych polskich serwisach społecznościowych (nasz blox na przykład) oraz Remek – programista, webmaster i grafik, czyli fragment mojego Sabatu wraz z przyległościami, organizują szkolenie Marketing w Social Media.

Rzecz grzechu warta jeśli macie coś do sprzedania. Się, projekt, pomysły, swoją pracę. Cokolwiek, o czym chcielibyście aby ludzie wiedzieli.

Warto jeśli chcecie kształtować markę i być bardziej na wyciągnięcie ręki dla potencjalnego klienta.

 

Tak, to był wpis reklamowy… ALE pod tym wszystkim mogę się podpisać z czystym sumieniem:) A to rzadkość!

 

czwartek, 22 lipca 2010

Uprzedzam lojalnie wpis będzie niecenzurowany, realistyczny i nie łagodzony. Czytasz na własne ryzyko.

 

Nie trzeba być lekarzem, biologiem, czy antropologiem sądowym, żeby wiedzieć jak wyglądają zwłoki po tym jak piżgnęły w ziemię z prędkością 200km/h. Nie potrzeba znawcy, żeby się domyślił, co gorący, rozszarpywany metal robi z ludzkim ciałem, które napotka na trasie. Nie trzeba czytać Simona Becketa, czy Kathy Reichs, żeby mieć wyobrażenie rozkawałkowanych połci mięsa, które zostają z człowieka. Nie trzeba znać relacji Milicjantów, którzy obstawiali Kabaty, czy zbierali dowody w puszce zwanej Kopernikiem. Wystarczy czasem pomyśleć. Z ludzi, którzy zginęli w Tupolewie zostały mówiąc z szacunkiem - szczątki. Mówiąc wprost - nieidentyfikowalne ochłapy, kawałki kończyn, pojedyncze palce, spalone kości.

Tuż po katastrofie jakiś zagramaniczny portal pokazał nieocenzurowane zdjęcia „po”. Tu głowa, tam tułów, tam skalp. Nie, nie oglądałam, nie czuję wewnętrznej potrzeby napawania się nieszczęściem, brzydzi mnie to. Ale do ciężkiej cholery! Ludzie! Użyjcie wyobraźni – tak jest. W Kabatach ludzkie nogi i ręce zwisały z drzew. W Koperniku brodziło się w miazdze – różowym, śmierdzącym budyniu z ludzi. Czego się spodziewamy po Tupolewie? Dołóżmy do tego naturalny proces rozkładu. Autoliza, gnicie, strupieszczenie…

 

Czego się spodziewa Wdowa Gosiewska? Czego spodziewają się ludzie, którzy cynicznie wykorzystują jej emocje, poczucie straty, lęk, że mąż cierpiał. Kto i w jakim celu podsyca jej tragedię? Kto wmawia jej, że na podstawie kawałków, które znajdzie w trumnie dojdzie do mitycznej „prawdy”? Jakiej przyczyny zgonu pragnie się doszukać? Poza urazem wielonarządowym? Pierdolnął w ziemię metalowej otoczce! Ach, co też mu się mogło stać?

Mąż znajomej zginął w „tylko” wypadku samochodowym. Odesłano jej spodnie od garnituru, w który miał być ubrany w trumnie. Nie było nóg. Nie sprawdzała. Po co?

 

11:50, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 19 lipca 2010

Leniwa niedziela z lekkim kacem w tle chyliła się już ku końcowi, gdy nagle i znienacka, budząc łupanie w lewej półkuli, zabeczała moja komórka. Pewnie bym nie odebrała, gdyby nie dzwoniła 1. moja własna, osobista przyjaciółka 2. z Brukseli. Ustawiając maksa cichość głosu, co by mi łba nie rozerwało kliknęłam słuchaweczkę w kolorze nadziei. I postawiło mnie na równe nogi. Lot odwołany. We trzy są na lotnisku, bez kasy i kontaktu ze światem (czytaj kompa z netem), bez urlopu, bez hotelu i nadziei, za to w stanie lekkiego popłochu i wkurwu znacznego. JezusMariaJaPierdolę!

Najgorsze uczucie na świecie! Bezsilność! Bo co ja mogę? Stąd? Wolałabym być tam zamiast nich. Jakoś bym się ogarnęła. Coś trzeba by było zrobić, więc bym zrobiła. Wolałabym ja – niż one. Wiem, kretynizm. Wiem, dały sobie radę. Wszystko się ułożyło. Karta kredytowa się znalazła, hotel i dojazd do niego też. Zwiedzą Luxemburg, a pracodawcy tyłków im nie urwą. Tak, tak, wiem. Ale i tak najgorsze było wrażenie, że one tam biedne same, a ja nic nie mogę! Nieba bym im przychyliła! Gdybym tylko mogła!

Związek emocjonalny z drugim człowiekiem daje dziwny efekt trzepotania duszy. Trzy kochane człowieki w opałach wywołują furkot, jak trąba powietrzna!

 

22:25, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (21) »
piątek, 16 lipca 2010

Czyli trudno być Milenką

Jest sobie zespół Aspergera. Łagodne zaburzenie, które bawi nas w przypadku kultowego dr House’a. Chłop ma trudności w kontaktach interpersonalnych, organicznie nie cierpi zmian, empatia to dla niego abstrakcja, nie wyraża swoich uczuć i emocji w ogólnie przyjęty sposób, wali prawdę centralnie między oczy, unika kontaktu fizycznego i wzrokowego, jest ekscentryczny, ma obsesję na punkcie diagnostyki. Ma świetną pamięć do kwestii, które go fascynują, kolekcjonuje wykryte choroby, jak inni znaczki. Ważna są dla niego rytuały, właściwa kolejność działania. Ludzie? Tych właściwie mogłoby nie być. Tylko przeszkadzają.

Ilu z nas chciałoby z nim pracować? Ilu chciałoby się z nim przyjaźnić?

A House ma łagodny ZA. Naprawdę! Nic nie wiemy o jego schizach kulinarnych, o problemach ubraniowych, nic nie wiemy o jego nadwrażliwości na dźwięki, zapachy, kolory, nic nie wiemy o agresji w przypadku sytuacji niespodziewanych, … mam wymieniać dalej?

Jest sobie dziewczynka z ZA. Dziecko, jak dziecko, od innych różni się tym, że zadaje dużo pytań, gorzej znosi porażki, może nie chcieć uczestniczyć we wspólnej zabawie – jak mówi jej mama.

Dziewczynka miała jechać na kolonie, ale sprawa się rypła, bo mama zamiast poinformować organizatorów kolonii o chorobie córki powiedziała tylko jednej wychowawczyni. Tuż przed wyjazdem okazało się, że cóż… Nic z tego. Czemu? A bo organizatorzy się nie zgadzają. DYSKRYMINACJA zakrzyknęła mama i pisze do wszystkich świętych

I tak sobie myślę szkoda dzieciaka, ale… Czy od razu dyskryminacja?

§ 1. Organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej są obowiązani do zapewnienia bezpiecznych warunków wypoczynku i właściwej opieki wychowawczej. Organizatorzy wypoczynku są również obowiązani zatrudniać odpowiednio przygotowaną kadrę pedagogiczną.
§ 3. 4. Liczba uczestników wypoczynku pozostających pod opieką jednego wychowawcy ulega zmniejszeniu, jeżeli uczestnikami są dzieci i młodzież niepełnosprawna, wymagająca stałej opieki lub pomocy. Zmniejszenie liczby uczestników następuje w zależności od rodzaju i stopnia niepełnosprawności.
§ 11. 4. Do obowiązków kierownika wypoczynku należy w szczególności:5) zapewnienie uczestnikom wypoczynku właściwej opieki i warunków bezpieczeństwa od momentu przejęcia ich od rodziców (prawnych opiekunów) do czasu ponownego przekazania rodzicom (prawnym opiekunom).

Logiczne, prawda?

Organizator musi być przygotowany do opieki nad dzieckiem, musi mieć prawo podjęcia decyzji, czy na coś się pisze. Zaburzenie funkcjonowania społecznego ma znaczenie właśnie w takich sytuacjach jak kolonia, obóz, czy inna chorda ludzi na raz. Grupa jest tu istotna, a niechęć do integracji z nią, problemy z nawiązywaniem kontaktów, ekscentryczne zachowania – cóż. Stanowią problem dla ludzi nieprzygotowanych, nie uprzedzonych, dla ludzi wziętych z zaskoczenia, problem dla kadry wychowawczej i pozostałych członków grupy.

Ale teraz jest trendi udawać, że choroba nie ogranicza, zaburzenie rozwoju nie stanowi trudności, a bez nogi można zostać baletnicą.

 

13:13, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 12 lipca 2010

Z powodu radosnych afrykańskich upałów stwierdziłam, iż weekend w domu w ogóle nie wchodzi w grę. Pola Mokotowskie jako park posiadający kałużę, ba, nawet kałużę z fontanną, został zaanektowany na łącznie 17 godzin. W tym czasie poza opalaniem pleców na kolor zdrowej wiśni, w różnym towarzystwie odwiedziłam : Merlina, Bolka i Lolka. Tola została zlana, bo nie było mi po drodze.

Każdorazowo, podczas oczekiwania na piwo/żarcie/ wolne wc, oczom mym pięknym ukazywał się taki oto uogólniony obrazek: Przy stoliku siedzi facet/chłopak/mężczyzna. Dookoła niego, z miną uszczęśliwionej niewolnicy, uwija się dziewczyna/kobieta/żona. Przylatuje z piwkiem. Chłop burczy, że chciał: z sokiem/bez soku/inne/ze słomką(?). Dama przybiega z fryteczkami (autentycznie pojawiły się podskoki). Chłop burczy: za mało keczupu/soli/sosu/ nie chciałem soli/sosu/keczupu. 8 przypadków policzyłam, później dałam sobie spokój.

Rekord został pobity w Lolku, kiedy to pan i władca najpierw stał centralnie na środku pubu, podczas gdy jego kobieta, z rozwianym włosem, szukała wolnego stolika, a następnie rozpłaszczywszy się raz a dobrze nie ruszył dupy w celu wspomożenia damy swego serca ani przy zamawianiu, ani przy przynoszeniu żarcia czy piwa. (Kto zna Lolka, ten orientuje się w topografii i rozległości terenu oraz szalonym tłoku, wczoraj zwiększonym hordami kibiców). Przyniesione żarcie panu nie odpowiadało, albowiem chciał inne, chociaż to, ale inne, a w ogóle to chciał chleb zamiast ziemniaka, ogórka zamiast surówki, biały sos zamiast czerwonego. I on chyba nie będzie już jadł, bo wszystko jest nie tak jak on by chciał. Foch.

Kiełbaska z grilla stanęła mi w gardle, na takie dictum, albowiem podsłuchiwałam całkiem jawnie i zapalczywie, a uszy mi rosły i purpurowiały. I ja się teraz uprzejmie zapytuję, czy to nowa norma? Że panowie nie podnoszą tyłków z krzesła, gdy kobieta wstaje od stołu, już się przyzwyczaiłam. Że strzelą cię z łokcia na przystanku autobusowym, byle szybciej wejść to już wiem. Ale do jasnej nieprzemakalnej Anielki! To były ich baby! Kobiety, które sobie wybrali!

Początkiem końca jednego z moich związków, była sytuacja, gdy ukochany, w klubie, rzucił się na drinki NIEZAPYTAWSZY MNIE czego się napiję. Gdyby usiłował mnie przegonić po knajpie za białym sosem, bo on się oddecydował z czerwonego, miałby dużo prania…

 
1 , 2