Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
czwartek, 31 sierpnia 2006

Zbliżała się ta chwila i zbliżała, no i w końcu… Jutro wybywam. Odpoczniecie sobie od moich głupich tekstów, rozchwiania emocjonalnego, retrospekcji i innych obrzydliwych rzeczyJ. Aż do poniedziałku będę się namiętnie oddawać pasji i uprawiać zbieractwoJ Tak, wiem, że wyszło mi tak jakoś z lekka erotycznie, ale cóż poradzić, że grzyby wzbudzają we mnie wielkie emocje? Co dziwne, konsumpcja już nie jest wskazana. Wbrew pozorom nie z powodu zbierania wszystkiego, co pod rękę wpadnieJ. Po prostu za nimi nie szaleję. No dobra, sosik do mięska wymaga grzybka, ale w śmietanie, to ja wolę je robić niż konsumowaćJ. Za to zbierać…mmmmmrrrr… Budzi się we mnie zwierzę…J

Oczywiście, żeby nie było mi za dobrze, w pracy wymęczyli mnie do cna i teraz zamiast się pakować, dogorywam w fotelu, ale w dupie z tym! JADĘ!

Tylko na obrzeżach świadomości błyska mi małe światełko ostrzegawcze… Obce lasy. Rodzicielka. Kombinacja tych dwóch czynników może powodować niejakie problemy. Może zamiast dokańczać serwetę oddam w jej ręce kłąb kordonku…taka nić Ariarodzicielki? Może wtedy nie potrzebna będzie obławaJ?

Proszę dbać o mojego blogaJ Nie śmiecić, imprez za hucznych nie urządzać, żeby się sąsiedzi nie skarżyli jak wrócę. Pić z umiarem i karmić kotyJ!

P.S. No dobra, przyznam się – cholera, pierwszy raz, od kiedy tu „mieszkam” nie będę miała dostępu do Internetu dłużej niż kilka godzin… i cierpię z tego powodu… Wkurza mnie, że nie będę na bieżąco śledzić Waszych losów, irytuje, że będę taka „odcięta”L. Źle mi z tym. Wiem, jestem nałogowcem…. Jeszcze tu jestem, a już tęsknię.

 

środa, 30 sierpnia 2006

Tak sobie czytałam znajome blogi i natchnienie na mnie spłynęło… Warrior wspomniał o pewnej piosence i jej wykonawcy. Skąpo na szczęście, ale mnie już retrospekcje dopadły;)

Swego czasu, razem z 3 kumplami, udałam się pod namiot. Po weekendowej imprezie trzeba było jednak wrócić na łono stolicy, więc strasznie skacowani spakowaliśmy walający się po polanie dobytek i jako „wesoły obóz kondycyjny” udaliśmy na przystanek PKS. A trzeba Wam wiedzieć, ze było parno i mokro po burzy. Schetani potwornie, po drodze zawinęliśmy do znajomej przydrożnej knajpy. Wszyscy niewątpliwie przedstawialiśmy sobą cudny widok. Bladzi, z odcieniem zieleni - jak trupy, spoceni jak myszy, z lekka przemoczeni. Osobiście miałam jeszcze skołtunione długaśne włosy i zero makijażu. Cud urody po prostu.

Na miejscu okazało się, ze knajpą zawładnął jakiś pan. Razem z właścicielem przybytku rozpijali właśnie ciepłą połóweczkę.

Jako jednostki zadomowione, zostaliśmy zaproszeni do stołu. I tu zaczął się mój dramat. Osobnik mi nieznajomy, aczkolwiek o mordzie wywołującej jakieś skojarzenia, władający aktualnie knajpą, upatrzył mnie sobie za cel maślanego wzroku oraz niewybrednego podrywu. Osobnik był starszawy, czerstwy, z fryzurką trochę jak czeski piłkarz… Otumanieni kacem na początku niemrawo konwersowaliśmy, nie zwracając uwagi na zaczepki. Gdy jednak doszliśmy do etapu padania (osobnikaJ) na kolana przede mną i składania deklaracji oraz propozycji zabrania mnie na Cypr, lub gdzie sobie wymarzę – odblokowało mnie… To, co zrobiłam nosi chyba miano karczemnej awantury… Osobnik, ku mojemu zdziwieniu wcale nie nabrał do mnie wstrętu… Wręcz odwrotnie. Stwierdził cytuję „lubię temperamentne kobitki”, wyciągnął ku mnie łapę i … dostał w ryj. Wtedy odblokowało moich kolegów. Na szczęście, bo powstrzymali mnie przed dalszą działalnością rozrywkowąJ. Pan się trochę obraził, ale nie przesadnie.

Jakiś czas później ponowiliśmy zabawę w „wesoły obóz kondycyjny”, a przy okazji odwiedziliśmy knajpę. Jakież było moje zdziwienie, gdy właściciel, na mój widok, wyjął z zamrażarki połóweczkę, dosiadł się i wzniósł toast, za jedyną, znaną mu kobietę, która dała w ryj… No jakby to tak ogródkami powiedzieć? …”świat nie wierzy łzom…”J

Deszcze niespokojne dopadły stolicę. Nie mam nic przeciwko, tylko przy okazji temperatura trochę zwariowała, a to już mi nie pasuje. Ja wiem, że jestem zmarźluch, ale spanie, w sierpniu, pod grubym kocem i kołdrą to chyba jednak zboczenieJ?

Właśnie z tytułu pogody, cały poranek zastanawiałam się – jak to kobieta, co by tu na siebie włożyć… Konkretnie, problem stanowiły buty. Wiem, że to mój konik i wiem, że to głupie, ale jak się komu nie podoba, to już nie mój ból… Ale wracając… Ostatnio zrobiłam się dziko wygodna. Nie chce mi się kiwać na szpilach, więc pod pretekstem upałów – wszystkie szpilki zostały wepchnięte do szafy. Teraz skończyła mi się wymówka… Wyciągnęłam wiec dziś takie jedne, niegdyś ulubione, wsunęłam w nie stopy… a z gardła wyrwał się jęk (no nic nie poradzę, ze nieparlamentarny…) „kurwa, nie!”

No i jest problem… Coś trzeba wymyślić…

Zaczynam się zastanawiać, czy nie powinnam powoli dokonaćJ wymiany garderoby… Pościągać te wszystkie poupychane po kątach swetry? Może jeszcze nie, bo w czym będę chodzić jak znów będzie -30?? Zaczynam się bać;)

 

Z innej beczki – czekam na odpowiedz z mojej parafii czy kurii, w temacie wypisania mnie z KK. Czekam już całkiem długo… Ciekawe o co chodzi? Czemuż to problem stanowi taka drobna formalność? Nic to, jak wrócę przedłużonego weekendu, to się może do parafii pierwszy raz w życiu przejdęJ?

Matka ma wciąż wąty i pretensje oraz genialny argument – a co, gdy trzeba będzie np. kogoś pochować, a ja jako wypisana, będę znienawidzoną ateistką z otwartą przyłbicą? Nosz… dupa będzie. Trzeba się było zastanawiać wcześniej i księdza po kolędzie wpuszczać, a nie trzaskać drzwiami przed nosem tryskając jadem…

wtorek, 29 sierpnia 2006

W dniu wczorajszym odwiedziła nas Ciocia B. Nie da się ukryć iż jest to osoba wyjątkowa. Składa się z samych wyrazistych cech, a najłatwiej opisać ją jako pulchny kłębek energii. Ciocia B jest najlepszym opowiadaczemJ jakiego znam. Mówi ze swadą, z humorem, na każdą okazję ma 1000 historii i 50 dowcipów. Przy okazji jest również osobą niezwykle absorbującąJ, ale akurat w jej wydaniu jest to urokliwe. Przyjechała w podwójnym celu – ustalenia szczegółów wybycia na działkę oraz ufarbowania włosów. Jak to w przypadku cioci B. wszystko było z opóźnieniem i zajęło 5 razy więcej czasu…J W efekcie wyszła po 23, a my po szybkim sprzątaniu padłyśmy na mordy.

W miedzy czasie nie miałam nawet jak powchodzić na ulubione blogi, więc tylko trochę popyskowałam na forachJ. Dziś nadrobię, chyba, że znów będzie sajgon w pracy…

Poza tym powoli przyzwyczajam się do myśli, ze przez 4 długie dni będę odcięta od Internetu. Myśl ta mnie przeraża i cholernie smuci.

 

Już nie mówiąc o tym, ze dziś zaczęłam dzień kijowo i jakoś mi ten stan nie mija. Obawiam się, że mogę sobie tym ściągnąć na łeb służbowe kłopoty… Ech…

08:09, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (14) »
niedziela, 27 sierpnia 2006

Co może wygnać leniwca z wanny? Siedziałam sobie grzeczne w wodzie, z książką w dłoni i papierosem w zębach oraz kawą w filiżanceJ. Odprężałam się z maseczką na mordzie, szyi oraz innych wystających z wody częściach człowiekaJ, a także z odżywką na łbie. W planach miałam jeszcze, co najmniej 30 minut dalszej pracy nad zdrowiem psychicznym… I nagle …! Poczułam całą sobą, że natychmiast, ale to już, niezbędna jest mi do życia CZEKOLADA z orzechami! Taka konkretna, w czerwonym opakowaniu z „okienkiem”! Jak normalnie nie lubię słodyczy…tak tym razem podniosło mnie z wanny w ułamku sekundy! Wbiłam się na mokro w dżinsy, z lekka podsuszyłam włosy i runęłam do sklepu!

Dzięki niech będą zaopatrzeniowcowi sklepiku studenckiego! Jedynego otwartego w okolicy wieczorem w niedzielę! Była! Dokładnie ta! Kupiłam dwie. Pół pierwszego opakowania zeżarłam po drodze do domu! Teraz już w sposób bardziej dystyngowany delektuję się drugim opakowaniem. Wielkodusznie podzieliłam się z rodziną nawetJ.

Swoją drogą głupi ten organizm, ja rozumiem, ze chciał magnezy, ale to konieczne w czekoladzieJ?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6