Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
niedziela, 24 sierpnia 2008

A człowieka może trafić apopleksja. I słownik się nagle ogranicza, do krótkiego "kurwa, kurwa!".

Chwilowo dziękuję za uwagę. Chwilowo nie mam nic do powiedzenia. Chwilowo mam wszystko w dupie. Chwilowo musicie mi wybaczyć, bo się do ludzi nie nadaję. Dziękuję za uwagę i idę sobie porzygać.  

18:35, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (72) »
środa, 20 sierpnia 2008

Był fajny wpis, był pozytywny akcent, miło się było uśmiechnąć. Tyle, że popełniłam też błąd. Pokazałam drugą stronę medalu. Cóż, dla niektórych druga strona medalu jest fuj, jest ble, jest groźna, nieempatyczna, chamska i niewychowana. Ups, ktoś ma problem…

Ale do rzeczy. Uprzejmie informuję, że nikt nic nie musi. Uprzejmie informuję, że ludzie mają swoje sprawy i nie mają obowiązku zauważać nerwowego tiku, drżenia powieki, czy dziwnej bladości twarzy. O zgrozo, mają też prawo do własnych priorytetów!. Nie muszą też zauważyć BRZUCHA kobiety w ciąży! No doprawdy! Zwierzęta.

Zawsze wyznawałam prostą zasadę – potrzebuję pomocy – proszę o nią. Nie czekam, aż ktoś, szóstym zmysłem, wyczuje mnie stojącą na drugim końcu autobusu i skręcającą się z bólu, bo akurat mam atak wrzodów. Ale, skąd. TRZEBA, nie ważne, że to alogiczne. Trzeba się rozglądać, trzeba się zastanawiać, trzeba być „empatycznym”, rozpatrywać otaczający nas tłum pod kątem – co mogę dla nich zrobić…

A później trzeba sobie poujadać, że wszyscy są skupieni na sobie, nie patrzą, czy ktoś nie jest ‘ważniejszy od nich’ i czy nie trzeba mu paść do stóp;). Ja jednak zostanę przy zasadzie – potrzebuję – proszę, bo nikt nie ma obowiązku o mnie dbać. Z całej dyskusji, bowiem wynika, że jest to metoda skuteczniejsza. I najwyraźniej – mniej frustrująca:)

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Na kwietniowe urodziny dostałam od przyjaciółek kartę prezentową Epiku. Zaszalałam i wśród nabytków znalazły się „Kości” Kathy Reichs. Powodem ich nabycia była fascynacja filmem, o tym samym tytule, którego twórcy zainspirowani zostali właśnie prozą autorki. Później poszło z górki. Nabywałam wszystko Kathy Reichs, co tylko wpadło mi w oko i pod rękę. Ostatnio zakończyłam lekturę „Pogrzebanych Tajemnic” i z wrażenia wysłałam maila do wydawnictwa. Nie, nie o tym, jaka jestem oczarowana, zachwycona, poruszona. O tym, jak tłumacz może położyć książkę… Początkowo nie wiedziałam, w czym rzecz, skąd wrażenie, że cos jest nie w porządku, że chyba pominęłam jakiś fragment, bo dialogi bohaterów więcej mi zaciemniają, niż rozjaśniają. Teraz już wiem. Tłumacz. Najwyraźniej osoba tłumacząca „Pogrzebane Tajemnice” postawiła sobie za cel wierne tłumaczenie każdego słowa, bez grama zastanowienia. Idiom? Powiedzenie? Wyrażenie wrośnięte w kulturę, dla Polaka niezrozumiałe? A co tam! Będzie "wiernie"! Będzie dosłownie!

Moim zdaniem rolą tłumacza jest znalezienie dialogu między językami, tak, by nie ujmując nic oryginałowi, przełożyć książkę nie tylko na język ojczysty czytelnika, ale również na jego mentalność i kulturę. Tak, by nie musiał tłumaczyć ich, na język oryginału, by starać się znaleźć sens. Ukoronowaniem całości zepsutego tłumaczenie niech będzie jedno z ostatnich zdań książki "Miałam na sobie letnią sukieneczkę i sandałki oraz bieliznę Sekret Viktorii". Konia z rzędem temu, kto nie poczuje się zaskoczony. Czymże, bowiem jest ów Sekret Viktori? Jak (tym razem) łatwo się domyśleć - to znana firma bieliźniarska Victoria's Secret... Znana na całym świecie - pod własna nazwą! Książka zawiera dziesiątki podobnych i bardziej bolesnych potknięć, które powodują, że całość jest ledwie strawna, a czytelnik bywa skołowany. Szkoda dobrej książki…
Przy okazji zrozumiałam, czemu "Dobry Omen", Neila Gaimana i Terrego Pratchetta, po jednorazowej lekturze, trafił na zawsze, na półkę...


18:56, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (34) »
sobota, 16 sierpnia 2008

Mamy długi weekend. Mamy czas. Mamy luz. Przy okazji mamy też fatalną pogodę, jakieś burze, trąby powietrzne, szkwały i inne huragany. Co zatem robić, żeby się nie zanudzić, nie utopić, albo nie dostać w łeb kawałem drzewa? A może zaszyć się w kuchni? I na przykład zrobić tartę Tatin z cukinią? Grzechu wart przepis odkryłam jakiś czas temu, na forum gazety, ale miałam świadomość, że całość jest dość pracochłonna. W efekcie, z wykonaniem, czekałam na odrobinę wolnego czasu. No i jest! Przepis oryginalny odrobinę zmodyfikowałam na oko, dopasowując liczbę nabytych składników do ich wielkości oraz pozbywając się anchois (fuuuuuj!). Nabyłam: 2 spore cukinie, 5 różnokolorowych papryk, 2 duże pomidory, mozarellę (ok. 30 dag), parmezan i ciasto francuskie.

Papryki należy obrać ze skórki. W tym celu najlepiej umieścić je w piekarniku z nawiewem i pilnować, by porządnie się przypiekły, ale nie spaliły. Operacja trwa ok. 20 minut. Po wyjęciu z piekarnika papryki przekładamy do torebki foliowej do ostygnięcia. Dla ułatwienia sobie życia, gorącymi paprykami obłożyłam zamrożone ciasto francuskie, które, dzięki temu, szybciej się rozmroziło. Chłodne papryki obieramy i kroimy w paski szerokości ok. 1,5 cm. Cukinie kroimy na cieniutkie plasterki. Naprawdę cieniutkie, więc najwygodniej zrobić to przy pomocy obieraczki do warzyw. Mozarellę kroimy w małe kosteczki. Formę do tarty smarujemy oliwą, wykładamy pergaminem. Trzemy nań parmezan i zapiekamy kilka sekund, by powstała parmezanowa skorupka. Teraz najlepsza część. Paski papryki i cukini zwijamy w pierścionki i układamy w formie, na placku parmezanowym. W ten sposób zapełniamy całą powierzchnię. Do każdego pierścionka wkładamy kawałek mozarelli. Pomiędzy – utykamy kawałki pomidorów, obranych ze skórki i pokrojonych w ósemki. Całość solimy, pieprzymy, polewamy oliwą i przykrywamy cienkim płatkiem (3-4mm) ciasta francuskiego. Tartę wstawiamy do nagrzanego (200-250 stopni) piekarnika i pieczemy, bez nawiewu, ok. 30 minut. Rumianą wyjmujemy z pieca i zostawiamy do wystygnięcia. Dopiero wtedy odwracamy. I jemy! Przy czym, z góry zaznaczam – tarta jest bardzo delikatna i subtelna w smaku. Niekoniecznie musi smakować osobom przyzwyczajonym do ostrych i palących potraw. Choć, przyznaję szczerze, mnie, pomimo przyzwyczajeń jedzeniowych, bardzo przypadła do gustu.

P.S. W zdjeciach sa linki. A tam więcej zdjęć pokazujących co z czym i jak:)


 

13:28, daria_nowak , Jedzonko
Link Komentarze (36) »
poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Gruzja i Tybet. Olimpiada i łamanie praw człowieka. Darfur. Się dzieje i to źle. A my? Weszłam na pierwszą z brzegu listę nowo dodanych notek. I? Na 50 - 2 dotyczą Gruzji, z czego jedna podchodzi do tematu poważnie.

Jeśli dołożymy do tego artykuł, a nawet dodamy dyskusję, jaka niedawno toczyła się tu…

Mamy w dupie, nie bójmy się tego powiedzieć. Jedni z braku wiedzy, inni z potrzeby eksperckości, która pozwala wypowiadać się tylko na zgłębione i teoretycznie poznane tematy. Mamy w dupie, bo nas nie dotyczy, albo interesuje zbyt mało, by widzieć związek. Generalnie wolimy sobie pogadać o nowym przepisie na tiramisu, czy sorbet, albo o dobrych kosmetykach. Wolimy o wakacjach, jak było w Ustce, czy innym Hammamecie. Albo o tym, jacy jesteśmy zabiegani. Generalnie trudne słowa nas męczą. Generalnie, tekst który wymaga myślenia jest dużo mniej fajny, niż niedzielna wycieczka do marketu. Bo czego chcieć? Żeby każdy miał wyrobione zdanie? Żeby każdy znał podstawy, przyczyny i prognozował rozwój sytuacji? A kogo to… obchodzi. Jeśli mamy w dupie, to co obok, to co ma bezpośredni wpływ na nasze życie, jeśli nie rozważamy swojego stosunku do religii, aborcji, to co nas, do cholery, ma obchodzić wojna w Gruzji? Chiny są daleko, inna kultura, co się im będziemy wpieprzać w życiorysy. Głodujące dzieci? Hmmm… A nas ileś tam procent nie je ciepłego posiłku raz dziennie! O! I też większość ma to gdzieś.

Co więcej, właściwie, jeśli się dobrze zastanowić, to co ja mogę powiedzieć o Gruzji? Czy ta wiedza była mi kiedykolwiek potrzebna do życia? Co mnie obchodzą głodujące dzieci? Nakarmię je własną piersią, czy jak? Ja mam tu i teraz. Ja mam nawilżacz do reklamacji i czeka mnie przejście w sklepie. Ja mam mieć pomysł na obiad, bo na widok kurzych piersi wszyscy już rzygają. Czy ja mam wpływ na łamanie praw człowieka?

Dobrze czasem pobyć adwokatem diabła? Ot tak, z łaski na uciechę. Najwyżej jakiś nieuk poprosi o wyegzorcyzmowanie mnie... Jakoś to przeżyję;)

12:16, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (45) »
 
1 , 2