Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
piątek, 28 sierpnia 2009

Jakoś tak ostatnio skandale ciążowe nam się sypią. Jedna surogatka, jedna wysterylizowana. O kim by tu... Z surogatką sprawa jest prosta. Rok temu podpisała umowę z pewną parą z Wawy, że urodzi im dziecko, za pieniądze. Konkretnie 30 tysi. Pani dysponuje już dwójką dzieci oraz córką, którą oddała do adopcji. Znaczy się już to przechodziła? Oddała? Więc? Cynicznie podsumuję: 30 tysięcy, plus alimenty od pana z Wawy, jako że mater sempre certa est. A pater się udowodni i łożyć będzie musiał. Surogatka  ma poukładane do końca życia. Chyba, ze przesadzi z teatrem i w końcu odbiorą jej wszystkie dzieci.

Gorsza sprawa ze sterylizantką… Otóż, moi drodzy, w skrócie było to tak: Wioletta i Wiesław mają już sporą batalię dziecków, wychowują troje, Róża – czwarta, przebywa teraz w rodzinie zastępczej. Łącznie pani Wioletta powiła sztuk osiem, tyle, że w temacie pierwszej czwórki sąd odebrał jej prawa rodzicielskie. Swego czasu szanowna mamunia leczyła się na depresję i psychozę. Opinia kuratora, stwierdzająca brud i bałagan, spowodowała odebranie rodzicom nowonarodzonej Róży. Jest też drugi wątek, mianowicie w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, przy okazji zabiegu, Panią Wiolettę wysterylizowano. I, cholera, mam problem. Z przewertowanych artykułów, wychodzi mi, że rodzina, choć bidna, nieźle sobie radzi. Nie do końca więc rozumiem manewr z Różą.

Druga kwestia to sterylizacja bez zgody pacjentki (jeśli takowej faktycznie nie było). Tu sprawa jest bardziej skomplikowana i wbrew sobie, mam niepopularne zdanie, oparte bardziej na intuicji, niż faktach. Po pierwsze jeśli macica była faktycznie uszkodzona, a jak sam małż Wiesław powiedział, nigdy by się na to (sterylizację) nie zgodzili, zabieg uratował życie pacjentki przed rodzinną głupotą. Tyle, że nie tu i teraz, a na zaś. Po drugie, rodzina w której z 8 tylko 4 dzieci się wychowuje, mimo szczerych chęci, do normalnych nie należy. Po trzecie warunki i bida – cóż, ledwo dają radę z trójką. Czwórka, piątka, szóstka? Ile bóg da i pomoc społeczna zapłaci? Otóż nie. Jasne jest, że lekarka poniesie konsekwencje, jeśli nie było bezpośrednich wskazań medycznych. Ale w mojej prywatnej, Dariowej opinii – zrobiła dobrze. Pomyślała za nich.

17:08, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (67) »
wtorek, 25 sierpnia 2009

Przeprowadzka do mieszkania tymczasowego pociągnęła za sobą rożnego typu konsekwencje. Jedną z nich jest brak kablówki. Ja właściwie nie narzekam, brakuje mi jedynie porannego przygotowania do pracy przy TVN i ichnim poranku, zwanym też Wstajesz i Wiesz. Od kilku dni, czyli od momentu, gdy odkryłam, że tymczasowy telewizor jednak co nieco odbiera, brakuje mi jakby bardziej. A wszystko dlatego, że o świcie oglądam teraz fascynujący program Kawa czy Herbata. Takiego gniota dawno nie widziałam! Podobnie jak nie widziałam tak niewydarzonych prowadzących! W ciągu paru dni dowiedziałam się min., że zawód kierowcy rajdowego jest prestiżowy – uzasadnienie (cytuję!)- bo te tłumy! Oraz, że Policja informuje półgębkiem. Dziś powaliło mnie "Jak fajnie, że 31 sierpnia będziemy dłużsi."

Kwiatków tego typu jest więcej, ale zapominam zapisywać. A szkoda, bo można się pośmiać. To znaczy można by, gdyby nie fakt, że gro osób, z którymi na ten temat rozmawiałam, w ogóle nie zauważa ani błędów językowych, ani merytorycznych, nagminnie pojawiających się w „Kawie czy…”. Szkoda, nie wiedzą ile radochy tracą.

sobota, 22 sierpnia 2009

Mój były był uprzejmy znów popełnić smsa. Ton smętliwy, że on mi ufał, a ja wstrętna… Ech. Aż prawie poczułam winę, ale na szczęście szybko zorientowałam się, że nie mam powodów. Nie mam. Szczerze. W efekcie, wszystkich czytelników i tych zaproszonych na blog zamknięty i innych, którzy byli zbyt domyślni tu (nigdy nie padło o kogo common, opisywałam jedynie swoje wrażenia, szarpanie wewnętrzne i odczucia, a także walkę z samą sobą) proszę o nie gnębienie go moją osobą. Z góry dziękuję.

A przy okazji, czy ktoś może mi wyjaśnić, co to znaczy w praktyce: lewo wypukle skrzywienie kręgosłupa lędźwiowego, tendencja do poziomego ustawienia kości krzyżowej oraz niespojenie tylnego łuku s1?

17:07, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (37) »
środa, 19 sierpnia 2009

Słoneczko grzało jak jasna cholera, morze szumiało upojnie, a my leżałyśmy, w charakterze znudzonych morsów na plaży.

Wieczorkiem czekała nas wizyta gości, na których przyjście prawie wszystko było już gotowe. Brakowało tylko oliwek, winogron i wina.

Tu mała dygresja. W czerwcu w Kołobrzegu środek dnia panuje równo do 22.30. Wtedy ktoś gasi światło i jest noc.

Tak więc leniłyśmy się, aż miło, póki nie uświadomiłam sobie, że jeszcze trochę i zamkną mi wszystkie sklepy. Zostawiwszy towarzystwo z bambetlami na plaży ruszyłam z kopyta.

Tu druga dygresja. Kto zna Kołobrzeg, ten wie, ze z rejonu „przy molo” do Biedronki, którą obrałam za cel, jest spory kawał drogi.

Zatem tuptałam sobie przez parczek, gdy nagle i całkiem znienacka uświadomiłam sobie, ze muszę, Muszę, MUSZĘ! do toalety…

Tu trzeci wtręt. Ja wiem, ze damy z toalet nie korzystają oraz żyją tylko powietrzem, ale ja damą jedynie bywam. A i to w sprzyjających okolicznościach.

Poczucie obowiązku biło się we mnie z fizjologią. Zażarcie. Wrócić? Nie wracać? Cholera!!!!!!! Szłam dalej…

Gdy dobrnęłam do sklepu pot płynął mi po czole i miałam gęsią skórkę. Przeleciałam przerywanym galopem cały sklep, łapiąc cokolwiek. Zaczynało mi być niedobrze.

Czy kogoś zdziwi, że oliwek nie było?

Słaniając się już z bólu, słabości i ogólnego fuj, dobrnęłam do kolejnego sklepu. Gdy płaciłam przy kasie już mną telepało i miałam lekki wytrzeszcz. Słoik oliwek został nabyty, a mnie chciało się płakać.

Rekord na trasę śródmieście – nad_morze pobiłam z pewnością!

Od tego momentu darzę wyjątkową czułością wszelkie toalety świata…. Jakiż to cudowny wynalazek!

piątek, 14 sierpnia 2009

Się porobiło. "Kokietka" miała być wpisem na weekend. Miłe, smieszne, krótkie. A tu mi temat wyskoczył:

 

I ja w końcu załapałam się na lekturę głośnego artykułu „Starą matkę oddam w dobre ręce”. Sam tytuł, jak i wstawki w stylu „człowiek wygnany jak pies”, lekko mnie zbrzydziły.

Ludzie! Trochę empatii i to nie tylko dla staruszków! Zastanówcie się jak wygląda życie opiekunów ludzi starych! Nawet kochanych!

  1. Wstajesz CODZIENNIE 2 godziny wcześniej. Przygotowujesz śniadanie, drugie śniadanie, termos z letnią herbatą. Pomagasz w drodze do łazienki i przy myciu. Nie spieszysz się! Starszy człowiek nie nadąża, wszystko robi swoim rytmem. Nie ma, ze czas ci ucieka, ze spieszysz się do pracy. Pomagasz przy myciu, albo myjesz. Pomagasz przy wyjściu z wanny/brodzika, albo wyjmujesz. Ubierasz. Pilnujesz zjedzenia śniadania. Wzięcia leków. Dopilnowujesz, żeby staruszek leżąc miał pod ręką wszystko, co niezbędne. WSZYSTKO.
  2. Lecisz z wywieszonym ozorem z pracy. Im szybciej będziesz w domu, tym BEZPIECZNIEJ. Nie wiesz co zastaniesz. Ja swego czasu zastałam czajnik elektryczny postawiony na kuchence gazowej. Ciotka – puste otwarte mieszkanie.
  3. Gotujesz dwa obiady. Starszy człowiek nie może jeść 1000 rzeczy, które lubi twoja rodzina. W międzyczasie: a)  Karmisz obiadem, zmywasz, b) Sprzątasz. Starszy człowiek niedowidzi, przez co strasznie brudzi. To nie jego wina, ale i tak kurwica cię strzela, c) Przewijasz. Albo przebierasz. Nawet jeśli nie czas jeszcze na pieluchę, to niestety zwieracze już tak mocno nie trzymają. d) Sprzątasz obsrany kibel, pierzesz ciuchy.
  4. Ustalasz z domownikami dyżury. Popołudniu ktoś zawsze musi zostać na posterunku. Młodsze pokolenie się buntuje.
  5. Jesteś ciągle podirytowany. 34 pytaniem o godzinę w ciągu kwadransa, 17 pytaniem o dzień tygodnia w ciągu                       godziny.  Narzekaniem na szumy w mieszkaniu, które z pewnością powoduje klimatyzacja założona w sklepie trzy domy dalej. Opowieściami: a) tylko o przeszłości, b) tylko o chorobach, c) tylko o śmierci. W kółko.
  6. Nie możesz zmienić w mieszkaniu prawie niczego. Stary człowiek często chodzi „na pamięć”. O remoncie zapomnij. To zbyt duży stres.
  7. Nie wyrzucasz starych rzeczy, jak choćby 20 letni zestaw bielizny pościelowej. Kapelusze sprzed półwieku.
  8. Nie przyjmujesz gości. Nie masz: czasu, siły, ochoty. Starszemu człowiekowi to przeszkadza.
  9. Pilnujesz leków, pór ich brania. Nie raz na jakiś czas. To Twój CODZIENNY obowiązek.
  10. Jesteś ZMĘCZONY! Skrajnie umęczony. Nie masz zbyt wiele własnego życia. Rodzina tez nie. Brakuje Ci siły. Nie masz humoru.
  11. Masz ciągłe poczucie winy, ze twój podopieczny czuje twoje zmęczenie i irytację. Że nie masz czasu dla rodziny, przyjaciół, siebie. Martwisz się, czy ty już nie kochasz KOCHANEGO starego np. rodzica. To pogłębia poczucie winy.

Ale ty tak naprawdę kochasz tą osobę. Tylko nie masz sił. Jeśli jest gorzej zatrudniasz opiekunkę. Nie liczą się koszty. Pomimo tego powyższy harmonogram zmienia się tylko w jednym. Teraz z pracy gnasz na złamanie karku, żeby się nie spóźnić, bo opiekunka słono ci za to policzy.

Rozumiem rodziny, o których jest artykuł. Oni też chcą odetchnąć. Wyrwać się z kieratu, mieć chwilę dla siebie. Bez tego można zwariować. 24/7 - i nie masz wyjścia.

I wszyscy ci, którzy znacie to tylko z teorii zamknijcie mordy. Bo jesteście śmieszni w swoich pyskówkach, w swoich jedynych słusznościach i wszechwiedzy. Gówniane przemądrzałki.

13:34, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (89) »
 
1 , 2