Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
sobota, 28 sierpnia 2010

W poniedziałek jeszcze było ok. We wtorek może troszkę bolało mnie gardło i byłam jak z reklamy – niewyraźna. Od środy zdechłam. Poszłam na urlop i nic nie pamiętam. No dobrze, to nie do końca tak – pamiętam nierówną walkę. Z racji samopoczucia pod zdechłym Azorkiem, najgorszej możliwej temperatury – 37,8, która rozkłada na łopatki, w przeciwieństwie do porządnego 39, które daje powera, stwierdziłam, że jednakowoż kontakcić się z lekarzem pierwszego seksu nie będę. To wymaga nadludzkiego zdrowia, a ja naprawdę się rozłożyłam. Cóż zatem zostało? HA! Babcine sposoby… Na autopilocie udałam się do sklepu i nabyłam: 2 kilo cebuli, masło, mleko, 4 główki czosnku, chleb, polopirynę S, septosan, gencjanę wodną i miód.

Następnie zabroniłam komukolwiek przychodzić do domu i zaczęłam. Potworne ilości poszatkowanej cebuli zasypałam cukrem – na syrop. Mleko zagrzałam z miodem i masłem. Ze łzami w oczach pożerałam chleb z potwornymi ilościami czosnku, wyjąc podczas przełykania. W międzyczasie płukałam gardło ciepłą wodą z zamiennie: solą, polopiryną S, ewentualnie septosanem, żeby na koniec pięknym, Sephorowym pędzlem do cieni rozmazywać sobie gencjanę po gardle. Po dwóch dniach stanęłam na nogi. Ok., nie powiem, że mogłabym dziś startować w maratonie, ale temperatura w normie, gardło nie boli, reszta człowieka też jakaś taka bardziej przyjazna dla użytkownika… Okazało się, że mimo atrakcji dodatkowych w postaci mówiąc delikatnie – smrodu – to działa! Na cholerę się faszerować chemią? Na drobniejsze, albo wcześnie złapane zapalenia gardła, wiruski, zaziębionka – z doświadczenia polecam.

 

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Jeszcze przedCzas jakiś temu, stwierdziłam, że całkiem fajną rodzinę mam. Dziwne, zdarza się rzadko i można zazdrościć. Bonusem do rodziny są spędy imieninowe, na których radośnie bywam w charakterze gościa, gorzej już z odproszeniem. Nie mam tylu sztućców, talerzy, szklanek. Nawet kieliszków na pełen skład nie posiadam. Oczywiście można się przejść po sąsiadach, pożyczyć wszystko, łącznie z krzesłami, ale… Właśnie ale mnie przerażało najmocniej. Kocham gotować, ale nie na 15 osób. Sorry, ale nie. Znam siebie i wiem, że ilość jedzenia, które przygotuję przekroczy możliwości średniego dywizjonu, a może i korpusu wojska. Wiem, że później ¾ zostanie i będę na to szczekać, ale geny babciowe we mnie drzemią i nie da się kupić słoiczka chrzanu! Muszą być trzy! Bo jak zabraknie!? Plus trzeba wziąć urlop. Trzy dni, nie mniej – bo najpierw ściągnąć wszystko do domu, później przygotować, a w międzyczasie jeszcze posprzątać. Na koniec, gdy goście pukają do drzwi, człowiek ma ochotę się z nimi wymienić, ewakuować i wrócić, gdy już wszystko się samo posprząta. Do tego uczulające połowę gości sierściuchy… Domówka odpadła w przedbiegach.

Została opcja knajpowa. Trzy miejsca wytypowałam, nawiązałam kontakty i natychmiast odrzuciłam dotychczas lubiany Biały Domek. Żenua i rozczarowanie. Moja noga więcej tam nie postanie.

Po przemyśleniach i negocjacjach zdecydowałam się na Societe. Restauracja dość nowa, ciekawa, w zacisznym miejscu i do tego w środku miasta.

W sobotę spotkanie ciałem się stało i do dziś pławię się w zachwycie. Żarcie rewelacyjne, przybranie stołu subtelne, kelnerzy nienachalni, ale na miejscu, gdy byli potrzebni. Menagerka na poziomie, szanująca klienta, zainteresowana tym co się mówi i czego się oczekuje. Współpraca – idealna. Solenizantka zadowolona, bawiła się zamiast miotać w febrze między kuchnią i salonem. A na koniec – wałówka, do domu i papa:). Zero sprzątania, zmywania, wszystkich tych dyskusyjnych przyjemności. Tak! Jeśli imieniny – to w knajpie! Protestuję przeciwko spędom domowym! Oczywiście, jeśli ja mam robić za organizatora. U kogoś chętnie pobywam wyrażając szczery podziw nad nieludzką siłą organizatora;)

 

10:54, daria_nowak
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Lata całe należałam do orędowników antykoncepcji hormonalnej. Komfort psychiczny, jaki dają tabletki nie da się porównać z niczym innym. 99% pewności kontra różne wydania rosyjskiej ruletki… Jest jedno drobniutkie ale. Zerowe libido. I nie jestem tu ewenementem – chałupniczo przeprowadzone badania statystyczne pokazują, że dotknęło to wszystkie baby w towarzystwie. Komfort psychiczny był, spokój był, tyle, że ochoty nie było. Prawie jak szklanka wody zamiast… Pro diagnostyczne odstawienie mercilonu wywołało niespodziewany skutek dodatkowy. I teraz jawi się pytanie – co robić? W kalendarzyki nie wierzę, gumki to lizanie cukierka przez papierek, wszelkie pianki, czy inne globulki to półśrodki. Cholera! Wtedy gdy mogłam – nie chciałam. Gdy chcę - nie mogę! Irytujące!

22:23, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (27) »
wtorek, 10 sierpnia 2010

Na początku Jego Makaronowość stworzył świat. Zaczął od góry, drzewa i karła. Nie był trzeźwy, więc było to dobre. Później stworzył wody wszelkie i rzekł Niech się staną piraci, a Ci wyłonili się z wód wszelakich z rumem i bez oka. I było to dobre. Choć wciąż bez oka. Gdy były już woódy, piraci, drzewo oraz karzeł, Latajacy Potwór Spaghetti w swej genialnomackowatości stworzył zwierzęcość oraz roślinność oraz inność, żeby przyszli wyznawcy mieli z czego robić ofiarne spaghetti...

Właściwie, to czemu nie, wiara, jak wiara, a chociaż ofiara smaczna? Jako bonus w niebie czeka wulkan piwa i striptiz. A to już naprawdę dużo…

 

Przy okazji awantury krzyżowej doszła do mnie wieść gminna o pewnej cudnej w swym przekazie i prostocie religii parodystycznej. HA! Zakrzyknęłam i zaczęłam zgłębiać temat. Kochając absurd wszelkiej maści poczułam natychmiastową więź z braćmi i siostrami w nowej wierze. Zwłaszcza zaś korzenie Kościoła Latającego Potwora Spaghetti bliskopoglądowe mi się zdały.

Pięć lat temu prorok Bobby Henderson był uprzejmy popełnić list otwarty do Rady Edukacji stanu Kansas, gdzie zaczęto dzielić włos na czworo, uprawiać umysłowe uwstecznianie i zastanawiać się zaciekle, czy teoria inteligentnego projektu powinna być nauczana w szkołach na lekcjach biologii na równi z teorią ewolucji. Na swej stronie internetowej prorok Bobby zażądał, by na równi z teorią ewolucji, teorią inteligentnego projektu nauczać… o Latającym Potworze Spaghetti jako stwórcy wszechświata. Lojalnie przy tym ostrzegł, że jeśli jego żądanie zostanie potraktowane niewłaściwie, podejmie stosowne kroki prawne...

I tak oto objawił się problem wspierania jednej (albowiem jedynej słusznej?) religii w systemie państwowym, a prorok Bobby stał się znany na całym świecie.

Nie zapominajmy, że każda religia dla osób postronnych jest dokładnie tak samo absurdalna. I równie absurdalny jest dla wierzących brak wiary u innych.

… i tylko Policja nie pozwoliła zostawić obok krzyża na Krakowskim garnków ze spaghetti z sosem w oparach absurdu…

 

środa, 04 sierpnia 2010

Bo to jest tak. Jestem zwolenniczką państwa świeckiego. I od dawna głośno i wyraźnie mówię, że Polska takowym nie jest. Wbrew ogólnie przyjętym zasadom kultury, które w tym wypadku są chowaniem łba w piasek, głośno mówiłam NIE Wawelowi, NIE krzyżom w sejmie, urzędzie, szkole, kiblu, czy gdziekolwiek poza kościołem. I wrednie powiem HA! MIAŁAM RACJĘ!

Równie wrednie dodam CIPY Z WAS KOCHANI, z Was, którzy umiarkowanie chcieliście, w imię dobrego smaku, odwracać wzrok od uzurpacji, polskich Talibów i dżihadu w wydaniu macierzystym.

Daliście przyzwolenie na rąbanie dzwonami o 6 rano? Nie protestowaliście przeciwko ingerowaniu kleru w babskie tyłki? Dawaliście prawo do wypowiadania się i zajmowanie stanowiska w temacie in vitro? No to mamy!

Nie potrafimy walczyć o wolność, w tym o wolność wyznania. Nie potrafimy postawić granic, no to mamy. Oszołomów krzyczących na swoich księży. Oszołomów przywiązujących się do krzyża, oszołomów, którzy garstką pokazali państwu środkowy palec.

Przeszło mi zażenowanie, został wredny chichocik. Zygu, zygu:)

Bo od fanatycznego motłochu estymy trzeba żądać, a nie odwracać wzrok w zawstydzeniu. Oni szanują tylko siłę. Poczekajmy chwilę, zaraz kobietom po in vitro lub aborcji zaczną obcinać nosy, a gejom, cóż… już coś znajdą.

 

21:03, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (29) »
 
1 , 2