Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
piątek, 29 września 2006

HUŚTAWKI

A CZY PRZYRODA KOLEBKA
MYŚLAŁA KIEDYŚ DOKŁADNIE
PO CO JEJ WIELKIE MAMUTY,
ANI WYGLĄDA TO ŁADNIE,
ANI Z NICH SKÓRA NA BUTY

NIE MA CO PYTAĆ KOLEDZY, ROBIŁA I TAK JEJ WYSZŁO
NIKT NIE WYMYŚLAŁ SPECJALNIE
TEGO W CZYM ŻYĆ NAM PRZYSZŁO
UPRZEDZAM O TYM LOJALNIE

JEDEN JEST RYTM, JEDEN RYTM
JEDEN JEST WĘGIEL I TLEN, ZWYKŁĄ LOSU KOLEJĄ
PRACA POSIŁEK  I SEN, PRACA  POSIŁEK I SEN
JEDEN PRZYPADA NA DZIEŃ
ŚWIT JEDEN I JEDEN ZMROK
PIERWSI SIĘ ŁUDZĄ NADZIEJĄ
A DRUDZY RÓWNAJĄ KROK, A DRUDZY RÓWNAJĄ KROK

NIE SKACZ TAK ZARAZ NA SZYNY
JESZCZE NIE O TĘ GRASZ STAWKĘ
W WESOŁYM MIASTECZKU DZIEWCZYNY
CHCĄ Z TOBĄ IŚĆ NA HUŚTAWKĘ....
LEPIEJ  CI BĘDZIE NIMI
PACHNIE TAK MOCNO SIANO
KWIATY SIĘ GNĄ OD MOTYLI, JEŹDZI SŁOŃCE PO NIEBIE
ŚWIATŁO UCIEKA, ŚLAD MYLI
MIASTECZKO CZEKA NA CIEBIE

JEDEN JEST RYTM, JEDEN  RYTM
JEDEN JEST WYDECH I WDECH
NASYĆ SIĘ RÓWNYM ODDECHEM
NASYĆ SIĘ DZISIAJ ZA TRZECH
NASYĆ SIĘ DZISIAJ ZA TRZECH
RAZ TYLKO DANY TEN CZAS, ANI ON TWÓJ ANI CZYJ
Z CZASEM SIĘ WSZYSTKO USTOI
ŻYJ NA HUŚTAWCE ŻYJ, ŻYJ NA HUŚTAWCE ŻYJ

JEDEN JEST RYTM, JEDEN RYTM
JEDEN JEST WĘGIEL I TLEN,
ZWYKŁĄ LOSU  KOLEJĄ,
PRACA POSIŁEK I SEN
PRACA POSIŁEK I SEN
RAZ TYLKO DANY TEN CZAS, ANI ON TWÓJ ANI CZYJ
Z CZASEM SIĘ WSZYSTKO USTOI
ŻYJ NA HUŚTAWCE ŻYJ,

Kleyff

18:41, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (15) »
niedziela, 24 września 2006

Torba spakowana. Ku mojemu zdziwieniu wepchnęłam wszystko w tą, w którą chciałam. Wygląda przyzwoicie i całkiem oszczędnościowo. Inna sprawa, że ciężko ją oderwać od ziemi… Do tego tylko mini plecaczek i już. Faktem jest, że jestem mistrzem pakowania. Normalnie bałaganiarska do imentu, w tej konkretnej dziedzinie, staję się pedantyczna. Wszystko równiutko, każdy centymetr wykorzystany. Mam tylko nadzieję, ze dziś skleroza mnie nie dotknęła i wszystko jest…

Myślałam, że ten dzień nie nadejdzie. A jednak. Może jednak ktoś z Was podrzucił mi ten czasoprzyspieszaczJ? Jeszcze tylko kąpiel, zmycie buzi i oczekiwanie na taksówkę.

Jak to ja, odczuwam odrobinę lęku, przemieszanego z radością i ulgą. Uderzenia serca, które trzepocze jak ptaszek, rezonują po całej klatce piersiowej. Rozkoszne podenerwowanie. Rozkoszny lęk. Rozkoszne pomruki, przymknięte powieki. Morze na mnie czeka. Czeka na mnie powietrze, które chce bym nim oddychała. Czeka piasek i woda, która leniwie opłynie moje stopy. Czeka na mnie życie! KurwaJ! Jak pięknie!

sobota, 23 września 2006

 

Spokojnie Myślę Sobie nad kolejnym wpisem...

 

I myślę i tyle rzeczy rozprasza moją uwagę, że nie jest łatwo. Dziś znów byłam w kosmetycznym. W ciągu dwóch dni nabyłam, co następuje: czekoladowy balsam do ciała, czekoladowy krem do mordy, krem pod oczy kozie mleko, krem do depilacji- sztuk dwa, lakier do włosów, piankę i drugi lakier (żebym miała wybór), pęsetki- sztuk dwie, chuj wie po co, maseczki namordne – sztuk 3, alantan, dezodorant, płyn do higieny, krem na uda, krem na cycki i jeszcze z 10 innych produktów, które mają pozytywnie wpłynąć na moją urodę na urlopie. Aktualnie płatki kolagenowe zdejmują mi opuchliznę i czerwień plamistą spod ócz;) Ale się nie będę smutkować! Nie, bo już w poniedziałek… Już w poniedziałek będę nad morzem!!!

 

Ale ja nie o tym. Ja właściwie o tym, że znów tęsknię zanim wyjadę. Choć chciałabym wyjechać już dziś! Już teraz natychmiast! I chciałabym zostać, zostać, zostać…

 

Szkoda mi tylko Tośki. Która to wybrała mnie na obiekt uczuć wszelakich. Śpi ze mną, przyłazi, jak chce się popieścić, czy żreć. Będzie znów nieszczęśliwym kłębuszkiem, który się snuje z kąta w kąt i czeka pod drzwiami. No, ale trzeba być dzielnym. Ważne, że mam dokąd jechać i chcę jechać i myślę tylko o tym. I ważne, ze mam dokąd wracać. I tu i tam są tacy, którzy czekają.

 

A teraz młody pomiotek wlazł mi na kolana (pierwsza próba się nie powiodła i rąbnęła dupskiem o podłogę) i mnie ugniata łapami i łapie za palec biegający po klawiaturze. Chyba czas na porcję pieszczotJ

 

piątek, 22 września 2006

Oglądacie czasem filmy sajens fikszyn? No przyznać mi się tu! A efekty specjalne zapierają Wam dech w piersiach? Tak? Te iskry, błyski, jęzory płomieni? I na cholerę wydawać 30 zł na bilet do kina? Wystarczyło dziś do mnie wpaść. Stoję sobie spokojnie przed lustrem, suszę łeb, aż tu nagle jakieś dziwne dźwięki i w ułamku sekundy – pierdut z suszarki lecą iskry, następnie wali dym, a następnie wszystko malowniczo się zapala. Cud po prostu, ze tylko troszkę mi przypiekło paluchy. Szczerze się przyznaję, trochę się wystraszyłam. Mało miłe to było. Walić wystraszenie, swąd jak z grilla;) i tym podobne cuda. Ja, w mordę jeża, wyjeżdżam! Ja potrzebuję suszarki! Kto to słyszał, żeby mnie tak w ostatniej chwili po chamsku załatwiać?

Zrobiłam rajd po okolicznych – całych dwóch, sklepach ze sprzętem. I choć uboższa o prawie 150 zł wróciłam z łupem! O! Bo ja się tak łatwo nie poddaje! I nie będzie mi tu sprzęt fochów stroił! Od fochów to jestem JA!

czwartek, 21 września 2006

Tak mi się przypomniało, pod wpływem Razera… No „natycha” mnie chłop, co tu kryć;) Skojarzenie dość odległe, ale co tamJ

Wszystkie wyjazdy firmowe od lat obsługuje jeden kierowca autokaru. Bardzo miły, fajny i wesoły. Mimo wrodzonej rezerwy, nawet go lubię. Tym razem powalił mnie jednak na łopatki. Nie jestem pruderyjna. Zawsze popierałam układy 3kowe. Kochanek, to zwierzątko futerkowe, które nie dość, że posiadam, to jeszcze wielbię i szanuję. Ale… przejedzmy do faktów. Pan kierowca autokaru, nazwijmy go umownie R (lat 58, żonaty, dzieciaty), na wyjeździe jest, jak w ryj strzelił służbowo. Tym razem do R. drugiego dnia dojechała panna, dajmy na to M (23l, mężatka, dzieciata. Kochanka. Jak dla mnie to zonk. Ale byłby to zonk niegodny uwagi. Prawdziwe zdziwienie wzbudziła we mnie tożsamość Pani M. Wiedziałam, ze skądś babę znam. Nie żeby jakoś dobrze. Ale znajoma morda, gesty, głos… dziwne. Męczyłoby mnie to okropnie, gdyby Pani M nie podeszła do mnie i nie rozwiała moich wątpliwości. A mianowicie jest przedstawicielką jednej z instytucji, z którą współpracujemy. Konkretnie poznałam ją w gabinecie mojego Szefa… No i to już dla mnie przesada. Gdybyśmy byli znajomymi R – ok. Gdyby chcieli, żebym załatwiła im gdzieś, w znajomym miejscu, weekend we dwoje – luz. Ale sprowadzić dziewczynę, którą znamy służbowo, postawić w roli kochanki, niejako wplątać cala instytucję w niezręczną sytuację…w ramach obowiązków służbowych? No jak dla mnie to przesada. Niesmaczne. Niekulturalne. Choć, możliwe, ze przesadzam…

 
1 , 2 , 3 , 4