Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
niedziela, 30 września 2007

Czyli wyzwania na każdym kroku

Leniłam się najpierw cudnie i rozkosznie, głównie robiąc nic. W wolnych (od całkowitego lenistwa) chwilach rżnęłam w kości i co warto zauważyć dwa razy miałam POKERA SZÓSTEK z ręki:). Ale, jako że bardzo dobre kończy się najszybciej, więc tydzień minął. Wtedy siłą przeniesiono mnie w nową okolicę. Oczywiście z dodatkowymi perypetiami, ale gdybym je wszystkie miała opisać wyszedłby „Dziennik zwariowanych podróży” w 12 tomach, więc nie będę Was zamęczać. Nowa okolica okazała się być całkiem pozytywna, tyle, że w inny sposób. Po przyjemnościach zmysłów przyszedł czas na przyjemności zgoła innego typu. Z Rodzicielką, bowiem spędza się czas w sposób dwojaki: latając po deptaku oraz śmigając po sklepach. O ile przebieganie 7 godzin dziennie, skutkuje zasypianiem w 30 sekund, o tyle zakupy skutkują wyrywaniem włosów z głowy, przez przyszłego pakowacza bagaży. Pakowacz – czyli ja, doznał rozstroju nerwowego oraz permanentnego bólu nerki. Zakup cholernych 15 rzeczy, z których najmniejszą był wełniany szal, a największą płaszcz skórzany, postawił przede mną wyzwanie. Walizki i tak miałyśmy nieźle wypakowane, ale.. udało się. Wszystko znalazło swoje miejsce w bagażach i to bez dokupienia kolejnej torby. Tylko "skóra" jechała w wielkiej plastikowej torbie, o której ciągle usiłowałyśmy zapomnieć. A teraz? Teraz przyzwyczajam się do myśli, że jutro idę do pracy, piszę skargę na konduktora wagonu sypialnego i idę czytać Was. Kolejne wyzwanie… Bo jak nadrobić Wasze 2 płodne tygodnie pisania, gdy ja byłam praktycznie odcięta od netu???:)

A tu kilka zdjęć, w tym Czarownica podczas wichury:)

Sielsko, anielsko

Błękitnie i monumentalnie

Pysznie Pod Winogronami...

Diabelskie jadło w chlebku mrrrrr....

A po jedzeniu...

Błogie lenistwo z piachem w butach

 

 

Znalazłam krasnoludki!!! Już wiem skąd sie biorą! Rosną na Poczcie

Za to sztorm znalazł mnie... Faktycznie trochę wiało...;)

 

piątek, 21 września 2007

Wśród rzeczy całkowicie zabronionych przez wszelkich mądrych dietetyków, na szczycie listy znajdują się chipsy. I cóż z tego, gdy w ramach pyszności śmieciowego jedzenia również zajmują poczesne miejsce. Nic na to nie poradzę, że do amatorów tego świństwa należę. Co więcej, z czasem zyskałam szeroką wiedzę i doświadczenie w temacie. Niestety wraz z odchudzaniem straciłam część przyjemności ich spożywania, bo dawka tłuszczu zawarta w małej paczce mnie powala. Ale co tam. Większość zakazanych przyjemności daje człowiekowi w kość, więc dalej będę cierpieć w milczeniu po zeżarciu ukochanych Laysów Sticksów. W du.. pii, w nosie mam kryptoreklamę, bo wszystko, co kulinarne, to kwestia gustu, więc bezkarnie i bezczelnie mogę stwierdzić, że dla owych laysów, podobnie jak dla śmietankowo – cebulowych Chio mogłabym uczynić wiele. Podobnie dla niektórych lodów. I nie straszna mi wizja późniejszych ograniczeń jedzeniowy, ani nawet bolącego gardła, czy poczucia, że krople tłuszczu kapią mi nosem. Trudno. Dla przyjemności, można trochę pocierpieć;)

środa, 19 września 2007
W miłości fizycznej widzę same plusy. I mimo, dość specyficznego doń podejścia (zmienianego z biegiem lat), od dawna jest dla mnie wyrazem czułości. Czułości, radości, pożądania, szczęścia, że ten ktoś jest na wyciągnięcie ręki. Że chcę tę rękę wyciągnąć. I nie chodzi o wielkie porywy uczuć. Nie. Nie chodzi o "aż do śmierci", ani o "jesteś jedyna". Chodzi o czułość, o dotyk, o muśnięcie ustami. Chodzi o wszystko to co przed i wszystko to, co po. Trywialnie mówiąć całe uprawianie miłości, seksu, czy pieprzenie się, w zalezności od okoliczności, widzę w grze wstępnej i "klimacie" samego aktu. W tych wszystkich drobiazgach, ugryzieniach, śmiechu, słowach, oddechu, tuleniu, uszczypnięciach, sciśnięciach, w mokrym języku sunącym po karku i spoconych dłoniach biegnących po piersiach. Dziwna chyba jestem. Trudno. Przyjdzie mi z tym żyć.
19:18, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (29) »
wtorek, 18 września 2007

Karolinosz postawiła przede mną wyzwanie. Cóż poradzić, trzeba podnieść rękawicę i się odrobinę wybebeszyć myślowo. Kiedy, w zamierzchłych czasach, czyli dokładnie… 26 stycznia 2006 roku rozpoczynałam produkcję niniejszego kącika grafomana, miałam ambitne plany zmiany swojego życia. Wyszłam z założenia, że jak palacz na odwyku, potrzebuję pewnej zewnętrznej kontroli. Bo nie ma sensu stawać się „lepszym człowiekiem”, gdy nikt tego nie widzi;). Poza tym zdycha motywacja. Nie udało się, ale specjalnie nad tym nie rozpaczam. Poznałam znakomitych ludzi, z którymi mogę się poklepać po pleckach, gdy potrzebuję, pokłócić, gdy nie ma wyjścia, a przede wszystkim –mogę bezkarnie wymieniać opinie. Patrząc z perspektywy – wiem, że na różnych etapach dzielenia się z Wami moimi głupimi pomysłami, pisałam z różnych pobudek. I pewnie inaczej to definiowałam. Dziś piszę, bo lubię. Z czystego hedonizmu, zabarwionego fascynacją współpisaczami i egocentrycznym delektowaniem się swoim pisaniem. Bo każdy bloger to trochę ekshibicjonista-narcyz, który lubi pokazywać własny tyłek. Nawet, jeśli (ot taki ewenement anatomiczny) ten tyłek umiejscowiony jest w głowie:)

Teoretycznei powinnam kogoś wystawić na strzał, czyli do odpowiedzi "czemu". Niestety z racji urlopu nie mam częstego dostępu do sieci i za cholerę nie wiem, kto już został wywnetrzony. Zatem apeluję przedwyborczo o ochotników:)

16:10, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (30) »
niedziela, 16 września 2007

O pisaniu. Ale za chwilę, za momencik, nie teraz, mimo, że dowcipny (zdaniem autorki) wpis, już wisi w blogowym paraświecie. Teraz, bowiem zaraz się poryczę …, ale po kolei...

Fakty: 1. Dziurki w uszach miałam robione jakieś 23 lata temu. 2. Dziurki owe zaczęły się babrać i ropieć TERAZ. 3. Leczyłam je, z doskonałym skutkiem, złotymi kolczykami (łączone z białym złotem, z małym brylancikiem w środku). 4. Kolczyki, co dwa dni, na dwa dni lądowały w małym kieliszku z wódką, celem odkażenia. O czym wiedzieli wszyscy domownicy z kotami włącznie. 5. Sposób działał do dziś. 6. Rodzicielka bezmyślnie wylała kolczyki. 7. Umyła kieliszek. 8. Wstawiła go na miejsce.

A mnie zaraz trafi szlag! To były moje ostatnie złote kolczyki. Z poprzednimi widać rozprawiła się wcześniej! Bo niknęły w nieznanych okolicznościach, co zwalałam na karb remontu. Zaraz kogoś huknę, zaraz coś rozwalę, zaraz wyjdę na ulicę i będę przechodniów lać po mordach, z bezsilnej wściekłości. Nie wytrzymam!

Jasne mogę wetknąć w uszy coś innego. Jasne. Tylko, że wszystkie pozostałe kolczyki mam wiszące i duże, bo takie lubię. Ale materiał wykonania i ciężar nie sprzyja gojeniu się ran. I nawet rozkwit passiflory jakoś mnie nie cieszy dziś…

15:42, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (53) »
 
1 , 2 , 3