Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
poniedziałek, 21 września 2009

No i się zagotowało. Rząd ma plan. Dla mnie – plan równości w dobie kryzysu. Trzeba zwolnić 10% zatrudnionych w budżetówce. Będzie ciężko, bo nie PO pierwsze wpadło na taki genialny pomysł. Co więcej, PiS, gdy obejmował rządy, jak dziś pamiętam, ustami jednego z ministrów, po cichu, acz w ostrych słowach, zapytał, jak niby, kurwa, takimi siłami, ma wypełniać swoje zadania ustawowe? Nie lubię PiSu, ale, święte słowa! No właśnie – jak? Jakoś. Teraz jeszcze 10% ludzi won. Ale ok., przyjmijmy, że da się. Karaluch z oberwanym łbem żyje do momentu, aż nie zdechnie z głodu, administracja też da radę. Problem jest w racjonalizacji zatrudnienia. Jeśli ustawa wejdzie w życie, ciąża, macierzyński, tacierzyński, ani wychowawczy nie ochronią przed zwolnieniem. UPS! No naprawdę? Będzie można zwolnić zaciążono 2gą sekretarkę, a nie jedynego radcę prawnego w departamencie? Będzie można zwolnić panią od rozliczeń magazynowych, przebywającą na macierzyńskim, a nie naczelniczkę wydziału? No, no!

Proszę przestać mi opowiadać, jakie to strasznie straszne, bo życie jest ciężkie i to nie nowość. Jeśli nie ma wyjścia i zwalniać trzeba, to motywem przewodnim musi być MERYTORYKA. Szef instytucji musi mieć prawo przeanalizować, kto mu bardziej niezbędny. I nie, nie polecą masowo zaciążone. Ale też średni pracownicy nie uciekną w dzieci, żeby mieć rok do przodu. Sama wiem, że cała ta sytuacja jest cholernie nieprzyjemna! Ale nie widzę powodu, żeby mając wybór: panią sekretarkę, czy inny podreferendarz kontra fachowca, zwolnić człowieka niezbędnego, bo nie wytworzył na czas łożyska.

 

00:46, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (25) »
piątek, 18 września 2009

Nie jestem zwolenniczką ostentacji. Marsze równości jakoś mnie nie porywają, mimo, ze rzecz dotyczy przekonań, które i ja wyznaję. Ale nie. Jakieś to dla mnie jarmarczne... Było. Do czasu póki sam człowiek nie doświadczy jakiegoś rodzaju szykanowania, póty nie wie po co takie manifestacje.

Zawsze twierdziłam, że z moherowymi beretami nie dyskutuję, do pewnego poziomu dialogu nie zejdę  i wolę odpuścić w imię wolności przekonań. Całkiem jak Palikot dam się poćwiartować, żeby ktoś miał prawo wyrażania zdania, z którym absolutnie, kompletnie i żywiołowo się nie zgadzam.

Ostatnio podczytuję kilka forów. I na jednym trafił się wątek „patrzcie! Jestem niewierzący!!!” mówiący o postawie prezentowanej na pokaz, wyśmiewający apostazję, piętnujący podkreślanie przekonań „na siłę”. Tych obcych światopoglądowo oczywiście. I poczułam niesmak.

Matka ateistka oczekująca odseparowania przedszkolaka, od grupy odbywającej katechezę jest roszczeniowa? W świeckim państwie, gwarantującym wolność wyznania? Czemu ktoś oczekuje, ze taka kwestia będzie załatwiana po cichu? To jakiś wstyd? Przecież to rzeczywistość. Jesteśmy rożni i wyznajemy rożne religie, a nawet, o zgrozo;), nie wyznajemy żadnej!

Pobudka mieszkańców całego osiedla dzwonami, bo pan ksiądz tak sobie wymyślił, jest ok? Ok. jest epatowanie krzyżami w urzędach państwowych? Ok. jest rozpoczynanie roku szkolnego, akademickiego, otwarcia nowego zakładu pracy mszą? Święcenie miejsc świeckich – jak choćby sklepy, czy urzędy? Ok. są tarasujące drogi pielgrzymki? Ok. są biskupi którzy wymagają dostosowania do ich własnych poglądów prawa dotyczącego wszystkich polaków? Ok. jest wyciąganie pieniędzy z budżetu państwa?

Pewnie lepiej być hipokrytą? Brać biały ślub, chrzcić dzieci, puszczać je na religię, bo to przecież nie zaszkodzi. Mimikra…Sam fakt, że ktoś głośno mówi o tym, iż oczekuje poszanowania dla swojego wyznania bądź jego braku jest be. No chyba, że krzyczą o tym katolicy. Oni wszak maja prawo;).

 

W Krakowie planowany jest marsz ateistów. Może faktycznie, warto wyjść z ukrycia, przestać odpuszczać fanatycznie nastawionym wierzącym, czy hierarchom kościelnym, którzy dostawszy palec oczekują całej ręki? Może warto walczyć o swoją przestrzeń publiczną zamiast dawać sobie spokój? Kiedyś przynależność do kościoła była manifestacją nie tylko wiary, ale i postawy politycznej. Ale czasy się zmieniły i póki ateiści nie powiedzą głośno „jesteśmy” będą spychani na margines i olewani w świecie, w którym państwo świeckim jest jedynie z nazwy. Nieobecni wszak racji nie mają.

Skąd to przeświadczenie? Poza przykładami z życia – mamy przykład na forum. Ateistki komentujące na forum nie dały się zjeść. Jasno mówiły o swoich poglądach, oburzeniu na dyskryminacje i … oburzeniu na… święte oburzenie:) Wierzące poznały druga stronę barykady. To już coś. To bardzo dużo! To dopiero początek.

 

10:22, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (46) »
piątek, 11 września 2009

Uprzedzam lojalnie, że w PKiN mają się odbyć targi zoologiczne ZOO market (11-13.09). Zaczynają się już w piątek, ale maksimum sensu dla mnie zyskują w sobotę, kiedy to rozpoczyna się Międzynarodowa Wystawa Kotów. Przy czym nie tylko kociarze znajdą coś dla się, albowiem będą też rasowe świnki morskie, pokazy ryb akwariowych, konkurs na najsympatyczniejszego kundelka stolicy, pokazy psów rasowych, pokaz psów ratowniczych, bezpłatne czipowanie psów, lekcje felinoterapi, adopcje psów i kotów ze schroniska i w ogóle szał ciał i uprzęży. Co więcej, będę tam i ja;)

Z innej beczki, ale w podobnym klimacie – w sobotę, odbędzie się cz. 2 Targowiska próżności w Remoncie. Pani O., zdolniacha jakich mało, wróciła właśnie z niejakiego Paryżewa, gdzie nabyła ogromne ilości kulek wszelakiej maści. Z kulek powstały cudeńka, które dech w dutkach zapierają. Zanabyć będzie można.

Daję znać, bo jak zwykle sprawy średnio nagłośnione, zwłaszcza ZOO Market prawie tajny. Trzeba naprawdę wiedzieć czego się szuka, żeby wpaść na informację. Co, muszę przyznać na marginesie, strasznie mnie irytuje. Nie dalej jak przedwczoraj odkryłam, że na Gwardii dopiero co była wystawa psów! No w mordę i nożem! Polazłabym! Tylko, czy ja jestem duch święty? Medium jakie?

wtorek, 08 września 2009

Zrób sobie przyjacielaJakiś czas temu głowiłam się z Omm nad fenomenem bliskich znajomości. Gdy tylko skończyłyśmy rozmowę, w mojej ślicznej główce, pojawiła się teoria, prosta jak drut, pojemna i pewnie, jak każda teoria, do podważenia, ale co tam:).

Dla mnie kontakty międzyludzkie, górno lub dolno lotnie zwane, wiążą się z dwoma czynnikami.Nazwijmy je sobie roboczo a i b, gdzie a to wychowanie/genetyka, czyli w skrócie rodzina i czynnik własny oraz b - moment w życiu.

A, to wrodzone i wyuczone w toku socjalizacji cechy – temperament choćby, ale i światopogląd. I bałaganiarstwo i optymizm i skrupulatność i beztroska, kto co tam ma.

B, to doświadczenia, przemyślenia, poziom otwarcia, bądź zamknięcia na ludzi i świat. Czynniki wynikające z tego, co przeżyliśmy, co podświadomie, lub świadomie chcemy przeżyć. To tu i teraz, zbudowane na tym, co było.

Kombinacja a i b powoduje, ze ktoś ma do nas dostęp, ze pozwalamy wejść głębiej w swój świat. Że ten ktoś, to właśnie konkretna osoba, z którą czujemy nic porozumienia.

Żeby coś zagrało musi być też moment styczny. Gdy się pojawi – dochodzą do głosu moje;) czynniki.

Czy to kwestia przypadku? Tak i nie. Trafienie na siebie – poniekąd jest przypadkiem. Tak jak i wychowanie i cechy genetyczne, na które wpływu nie mamy. Natomiast moment w życiu, przypadkowym się tylko wydaje. Jest konsekwencją wyborów, decyzji, całej swojej drogi. Tak więc przyjaźń, czy koleżeństwo, czy co tam, to cali my i my teraz, połączeni wydarzeniem. Proste? Ciekawe tylko na ile prawdziwe?

13:17, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (27) »
środa, 02 września 2009

Zdecydowanie pałam czymś na kształt awersji do wszystkiego, co święte. Może inaczej. Nie wierzę w żadną świętość przedmiotów, miejsc, ludzi, w znaczeniu nadawanym im przez religie. Śmieszą mnie relikwie. Opętanie zaś jest dla mnie czymś wprost z pierwotnych wierzeń, zbyt prostych, by pojąć, że trans wywołuje palone zioło, czy pity wywar, choroba, czy własna wola. To także sposób na pozbycie się nagromadzonej agresji, przez jednostki, czy grupy społecznie upośledzone (stąd patrząc historycznie, opętanie dotyczyło głównie kobiet, konsekwencją czego były polowania na czarownice). Szopka, mająca na celu podkreślenie swojej wartości, związku ze swoją religią, której zasad trzeba przestrzegać i żyć w miarę zwartych w dogmatach i ramach możliwości. To też forma zjednoczenia się z innymi wiernymi. Podkreślenia odrębności grupy i swojej roli w niej. Forma terapii i patologii w jednym.

Nie wierzę w demony. Są dla mnie tylko odzwierciedleniem pierwotnego strachu przed nieznanym. Ot choćby taka południca - morderczy demon czyhający na ludzi, przebywających w południe na polu. Zupełnie, jak udar. Dziwożona –nic ponad sposób na pozbycie się niechcianych dzieci (taaa, jasne, podmieńców). Przy tym wszystkim sądzę, że moc sprawcza ludzkiego umysłu jest ogromna. Chory może szczerze wierzyć np. w swoje wilkołactwo. Stąd moja akceptacja tego terminu we współczesnej psychologii.

Może nie jest to postawa przesadnie otwarta. Może upraszczam, sprowadzając wszystko do Kodu ICD-10 F20? Ale… Czy wierzycie w demony? Czy wierzycie w szatana? Czy egzorcyzmy to dla Was średniowieczna ciemnota? Czy nadnaturalność, to dla Was część normalnej codzienności?

Z całym tym podejściem, ze szkiełkiem i okiem, miast ochów, achów i zabobonów, zasiadam do lektury pewnej książki. Egzorcyzmy Anneliese Michel.

Zbawiciel: Musisz jeszcze coś zapisać

Anneliese: Co takiego?

Zbawiciel: To co powiedziałem wczoraj wieczorem

Anneliese: (Nie chciałam tego zapisać, ponieważ sądziłam, że jest od szatana; poza tym moja dusza wzdraga się przed tym). Zbawiciel żąda ode mnie posłuszeństwa, dlatego to zapisuje. Zbawiciel powiedział: Zostaniesz wielką świętą. (Nie chciałam nadal w to uwierzyć, wtedy Zbawiciel dał mi znak, że dobrze słyszałam, łzy płaczu).

14:40, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (49) »