Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
niedziela, 23 września 2012

PrawdziwekObrażenia stwierdzone – jeden obolały pośladek, konkretnie lewy z siniakiem jak pięść oraz, dla równowagi - wielki wylew na prawej stópce. Do tego dodajmy marginalnie - trzy złamane paznokcie.

Weekend w lesie miał być spokojny, ale oczywiście ja tam jechałam, więc się nie dało. Po pierwsze nauczyłam się znikać. Na co najmniej dwa sposoby, z czego jeden był bolesny dla pośladka, łączył się ze schodkiem, którego nigdy nie było, a który wyrósł i mnie napadł w sposób okrutny, podstępny i przemyślany. Kompromitacja nie była wielka, albowiem tylko dwie osoby zauważyły mój wyczyn parterowy… Ewa i kolega M.

Szłam sobie mianowicie do stoliczka, zasiąść koło kolegi M., co by mnie przytulił, bo mi zimno i w ogóle, a kolega M. przytula w sposób cudowny, zwłaszcza, gdy nie jest trzeźwy. Gdy jest, przytula mniej dobrze, albowiem szarpią nim wewnętrznie wyrzuty sumienia na tle, przesadnie w jego ocenie dojrzałego wieku, co mnie akurat wisi, albowiem problemem jest jego zaawansowany alkoholizm, a nie wiek, ale… chyba odeszłam od tematu. Ad rem zatem… Szłam sobie grzecznie, po 6 piwie, w celu jak wyżej, szłam i szłam, aż nagle ziemia usunęła mi się spod nóg i iść przestałam gwałtownie.

Na twarzy odmalowała mi się ponoć ciężka uraza, zaskoczenie, podejrzliwość, rozżalenie, głęboka niewiara i rozpacz. Nie wiem, czy w tej kolejności, ale Ewa i kolega M. twierdzą, że tak. Zanim kolega M. zdążył się zerwać z ławeczki trzy rzeczy nastąpiły na raz. Zniknęłam, gruchnęło, pojawiłam się. Właściwie są podejrzenia, że mam w tyłku sprężynę, na której się odbiłam, albowiem nie ma fizycznej możliwości gruchnięcia z takim impetem i zerwania się jeszcze w czasie trwania huku. Zatem tyłek już wyjaśniony.

Ze stópką będzie gorzej, albowiem w urazie uczestniczyłam niesamodzielnie, a znaczenie miały okoliczności przyrody. Zaczęło się od drugiego zniknięcia. Tym razem zniknęliśmy sobie z kolegą M. wzajemnie, on poszedł w pizdu, a ja uciekłam do domku. Kolega M. szedł do mnie i szedł gubiąc drogę w ciemnym lesie, szedł i wydzwaniał komórką, ja się wściekałam na tarasie i piłam 8 piwo z rozpaczy, że ten tam się zgubił, mnie boli dupa, nie znajdę go za chiny ludowe, zaziębi się i umrze na suchoty i w ogóle wilki go zjedzą. Z dużym zaangażowaniem pocieszała mnie koleżanka Ewa, której prawie płakałam na mymłonie się tarzając. Koleżanka Ewa od piwa nie stroniła również i w końcu upomniała się o nią natura. Tym razem zniknęła ona, w czeluściach domku, konkretnie w wc. A ja, już w ciszy, nie bełkocząc głupot zapadłam w stupor z wizją środka lasu i zagubionego, biednego, kochanego i pijanego jak pershing kolegi M. Cisza się przedłużała, bezruch trwał, co stanowiło miłą odmianę po poprzednich orgiastyczno – histerycznych hałasach… i wtedy właśnie z ciemności wyłoniło się zwierzę. Szło krokiem zdecydowanym zawijając prosto na mój tarasik. Zwierzę ewidentnie lazło prosto na mnie, nie zwracając uwagi na mój wytrzeszcz wszechczasów. Zdążyłam zarejestrować resztką spanikowanego umysłu, że jest to lis, z pewnością wściekły, bo po chuj lezie prosto na mnie, pogryzie mnie, tocząc pianę z pyska i będę musiała dostać serię bolesnych zastrzyków, a JA SIĘ BOJĘ IGŁY!!! Był za blisko, żebym zdążyła uciec, zwłaszcza z bolącym tyłkiem, mogłam więc tylko elegancko zawinąć nóżki na ławeczkę. Nie obliczyłam dobrze manewru i z całej siły przydzwoniłam w kant metalowej ławki wierzchem stópki. Gwiazdki mi się pokazały w załzawionych oczach, z piersi mi dech wyrwało z jękiem i myślałam, że się zsikam z bólu. Lis wkroczył pod ławkę, ja złapałam dech i rozum mi ruszył. Choć dość opornie. Cichusieńko, jak opadający listek wyszeptałam: Ewaaaa, Ewuuuunia, Ewciu… HELP… Ale Ewa miałą mnie w nosie zajęta czynnościami fizjologicznymi. Nie miałam wyjścia…jednym susem przeskoczyłam stół i ukryłam się w domku barykadując fotelem…

I tak oto właśnie z wyprawy grzybowej poza łupami wróciłam w charakterze wraku człowieka jęczącego przy każdym ruchu.

Dziękuję za uwagę. Rzucam Wilgę, albo picie. Jeszcze nie zdecydowałam:)



21:16, daria_nowak
Link Komentarze (41) »