Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
wtorek, 30 października 2007

Zatłoczona warszawska ulica, wczesny jesienny wieczór. Korek wręcz wzorcowy:) Nie wciśnie się nawet rowerzysta;) Nagle słychać sygnał karetki. Coraz bliżej mrugają niebieskie światła. Kierowcy, jak pływacy synchroniczni, na bezgłośną komendę, zaczynają zjeżdżać na boki. Na chodniki i wysepki, byle tylko przepuścić karetkę. Mnie taki widok łapie za serce. Może to i głupie, bo w końcu, co w tym takiego przejmującego - pojazd uprzywilejowany i tak dalej...;) Ale jednak ten moment, ta płynność, ten odruch...

I przychodzi mi na myśl pewna sytuacja, która niedawno (choć przed wyborami;)) miała miejsce na ul. Wołoskiej, też permanentnie zablokowanej. W korku wyją, mrugają i prawie brzęczą;) trzy rządowe samochody. Im głośniej wyją, tym „upraciej";) nikt się nie rusza. I nagle sygnał karetki. Płynny zjazd. Karetka przefruwa. Wszyscy natychmiast wracają na z góry upatrzone;) pozycje. Samochody rządowe wciąż stoją i wyją na swoich miejscach...

poniedziałek, 29 października 2007

Jeszcze we czwartek dało się żyć. Od piątku - katastrofa... Wszystko na raz. Wielka robota zabrana do domu na weekend. Nie dało się inaczej. Dobrze chociaż, że wykonanie docenione. Od 17 do 2 w nocy w sobotę i od 15 do 21 w niedzielę się nad tym głowiłam. A dziś batalia, żeby przekonać o rzeczach oczywistych. O 11 czułam się jak przekłuty balonik. Ale co tam, kolejna „nagła sprawa" i znów amok. Do tego propozycja dodatkowego ½ etatu... Tak, jasne, chyba nocami. Problem polega na tym, że gdybym przyjęła propozycję - bardzo poprawi się moja sytuacja finansowa. Ale, z drugiej strony - jeśli ją przyjmę - chyba padnę, po miesiącu... I bądź tu człowieku mądry... Kasa, albo chwila dla siebie, dla blogów (nie byłam bite dwa dni!), dla znajomych, dla czystego lenistwa i radości z życia. Zawsze sądziłam, że jestem materialistką... Zaczynam zmieniać zdanie...

18:29, daria_nowak , zadumki
Link Komentarze (43) »
sobota, 27 października 2007

No to dziś się po czepiamy:) Pośród Waszych objaśnień pojęcia „autorytet" często pojawiało się stwierdzenie „wzór do naśladowania". I choć w niektórych słownikach można znaleźć podobną tendencję, to uprzejmie informuję, że się z nią nie zgadzam!

Autorytet może, ale nie musi być wzorem. I to z kilku powodów.

Po pierwsze: szacunek dla profesora Miodka nie musi skutkować chęcią zdobycia tytułu doktora nauk humanistycznych i ekstatycznym oddaniem się zgłębianiu tajników języka polskiego. Uznanie dla ojca Jana Twardowskiego, za jego talent literacki, nie musi budzić ochoty do tworzenia poezji. Szacunek dla pana Marka - najlepszego kafelkarza, jakiego poznałam, autorytetu w swojej dziedzinie, wcale nie przekłada się na moją potrzebę opanowania sztuki kładzenia glazury. Wystarczy mi podziwianie „na sucho" bez osobistego zaangażowania i chęci „zostanie kimś takim, jak on".

Po drugie: wzór to osoba, którą warto naśladować. Warto, nie tylko dlatego, ze „zasłużył", ale też warto, bo w owym naśladownictwie jest pewna korzyść, pewien sens. I tu zaczynam się zastanawiać, czy faktycznie warto naśladować autorytety? Czy zawsze jest to rozsądne i przynosi pożytek, albo zysk? Śmiem wątpić;)

Po trzecie: naśladowanie kogoś implikuje całkowite zawierzenie mu w danej dziedzinie, bez marginesu własnego myślenia. Bo jeśli jest wzorem, ideałem, mistrzem, „uosobieniem";) wiedzy na jakiś temat, to trudno podchodzić do jego opinii z pewną dozą niedowierzania;) Wzorując się - bierzemy wszystko.

Po czwarte: wyjdźmy na chwilę z imperatywu myślenia w pierwszej osobie i popatrzmy szerzej. Poza autorytetami pozytywnymi, nie można zapominać o istnieniu autorytetów negatywnych. Hitler, na co wskazuje tok wydarzeń historycznych, takowym był dla bardzo wielu ludzi. Ba! Posunę się do tego, że powiem - był autorytetem dla mas. To fakt. Czy jednak przez to stał się wzorem do naśladowania? Dla owych mas - poniekąd... Uznaję go jako autorytet - nie mój, ale niejako „negatywny autorytet obiektywny". I co za tym idzie? Nic. Dla mnie nic.

piątek, 26 października 2007

Po pierwsze chcę podziękować za tak stadny udział w eksperymencie:) Gimnastyka umysłu najwyraźniej nie sprawia Wam bólu:) Po drugie pragnę podkreślić, że rozpoczynając „badanie";) nie miałam wielu założeń, nie chciałam żeby ta zabawa służyła mi do udowodnienia jedynego słusznego dariowego wniosku. Jeszcze wczoraj sądziłam, że wybiorę pojęcie naj- lepiej i gorzej definiowane i trochę się nad nimi popastwię;). Dziś zmieniłam zdanie.

Nie stawiałam tez, nie chciałam udowodnić czegoś konkretnego. Nie sprawdzałam „poprawności definiowania", tylko bliskość znaczeniową do trzech skonsolidowanych definicji każdego z podanych słów. Chciałam porównać. Porównać sposób Waszego rozumienia słów, z tym co uznane jest za prawdę obiektywną. Porównać pojmowanie znaczeń, z tym, co zaobserwowałam na różnych forach internetowych i blogach.

Co więc było zaplanowane? Zwrócenie uwagi na to, jak ciężko jest coś zdefiniować, jak chętnie uciekamy w formę opisową, posługujemy się przykładami z własnego podwórka. A taki przykład dla ogółu nie zawsze jest zrozumiały, czy trafny. Chciałam też, żebyście zobaczyli, że choć mamy podobny sposób myślenia, odbierania rzeczywistości (w końcu trzymamy się „razem" na blogach, a z rzadka przyklejamy się to osób o odmiennym odczuwaniu i pojmowaniu świata), to jednak mówiąc o tym samym, nie mówimy o jednym;).

Posiedziałam wczoraj trochę analizując (przyznam, że był moment, gdy miałam ochotę, piżgnąć te 20kilka stron wydruku i udać, że sprawy nie było;)))) i doszłam min. do następujących wniosków. Trudno jest się wyzwolić z pojmowania przez pryzmat własnego „ja", a przecież szereg pojęć nie musi odnosić się personalnie do nas, mają też znaczenia generalne. Wbrew pozorom łatwiej jest określić pojęcia bardziej ogólne - bo definicja ma wtedy równie ogólny charakter i jest bardziej uniwersalna. Trafnie definiowaliście uczucie sympatii i rozumienie pojęcia „nie lubię". Czy można z tego wyciągnąć wniosek, że świadczy to o pozytywnym stosunku do świata i asertywności;)? Może tak, może nie;) Ale można zaryzykować;) To, co rzuciło mi się w oczy, to również fakt, iż z dużym naciskiem przypominacie, że tak uczucia w ogóle, jak i te konkretne wymienione, mogą odnosić się do wszystkiego - przedmiotów, ludzi, rzeczywistości, otoczenia. Dajecie prawo do nielubienia zupy pomidorowej i wysokich szatynek;). Mając porównanie forumowe;) wiem, że jest to podejście rzadkie, choć trafne.

Jak wspominałam w komentarzach - autorytetem zajmę się oddzielnie. I tu się trochę powymądrzam;) i pewnie popyskuję. Bo choć ogólnie - dobrze jest, to z jedną kwestią nie zgadzam się wręcz ogniście:)!

środa, 24 października 2007
Szaleję sobie ostatnio po forach, bo tak mnie czasem nachodzi. I po raz kolejny walnęła mnie, jak obuchem w łeb świadomość, że ludzie nie rozumieją znaczenia podstawowych słów. Używają ich, w swoich prywatnych „sensach", a później strasznie się dziwią i złoszczą, gdy łapie się ich na błędach logicznych, albo nadinterpretacjach. Podstawą sensownej dyskusji jest przyjęcie wspólnych kryteriów znaczenia słów. Sądziłam dotychczas, że wraz z pokonywaniem kolejnych progów edukacyjnych, wraz z nabieraniem doświadczenia i ogłady, człowiek rozwija się również w temacie poznawania znaczenia wyrazów. Tak, że z czasem, znaczenie słów jest rozpoznawalne intuicyjnie. Dopiero od tego można przejść na wyższy stopień „uorganizowania", czyli rozumienie sensu zdań, a w końcu, być może nawet;) - rozumienie podtekstów. Co więcej, dopuszczam margines rozumienia autorskiego. Sama czasem rozpędzam się w wypowiedzi, dodając nowe znaczenia, nowe punkty definicji. Byle człowiek dookreślił, co miał na myśli mówiąc. Komplikuje to wprawdzie rozmowę, ale ok. Natomiast nie do przyjęcia jest dla mnie dyskutant, któremu, czarno na białym wykaże się nadinterpretację, a on zamiast rozwinąć swoją myśl, czyniąc ją zrozumiałą, podając swoje kryteria, rzuca się z pazurami, na rozmówcę.

Jeśli pozwolicie, zrobię eksperyment. Chętni proszeni o udział. Jak rozumiecie poniższe pojęcia: autorytet; niechęć, sympatia, uczucie. Szczególnie interesuje mnie, co macie na myśli mówiąc „nie lubię"?

 
1 , 2 , 3 , 4