Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
czwartek, 18 października 2012

Chyba zbyt wiele czasu spędzam z ludźmi żyjącymi w pędzie. Pośpiech skontrowany wypadami na wiochę wydaje mi się tym bardziej nieludzki, męczący i nienaturalny.

Warszawskie ulice są jak drogi szybkiego ruchu. Nikt na nikogo nie patrzy, nie zauważa wiele poza czubkami butów, numerem nadjeżdżającego autobusu, wskazówkami zegarka, na który wciąż się łypie. Rano – wyścig do pracy, popołudniu wyścig do domu, bo już 17, a tyle do zrobienia. Psy do wysikania, dzieci do wychowywania, zakupy do zrobienia, wiadomości do obejrzenia, a tu korek, tłok w metrze, spóźniony autobus, podniesione głosy. Bombardowani tysiącem informacji, setką reklam, hałasem, zaczynamy obojętnieć. Mózg nie przetwarza nawału informacji, woli się przełączyć na tryb stand by. Kontrast pomiędzy cichą drogą, dwoma sklepami we wsi, PKSem pięć razy na dobę – jest niezwykły. Można posłuchać ciszy i nieszkodliwych ploteczek. Można żyć we własnym tempie, bez poganiaczy, wyścigu, walki o miejsce, o pracę, o ważność.

Czasem myślę, że gdybym urodziła się na wsi nie zniosłabym Warszawy. Czasem myślę, że kiedyś stąd ucieknę.

Wiem, ani wieś, ani miasto nie są idealne. Ale dziś wydaje mi się, że wszystko jest lepsze od ciągłych gierek, presji, niecierpliwości i pogoni.

Chciałabym –mieć czas na hodowanie malw i groszku pachnącego, na grabienie ścieżek i przyglądanie się dojrzewającym jabłkom. Chciałabym mieć czas wałkować ciasto i pogadać przez płot z sąsiadką.

Im więcej muszę na już, na wczoraj, na natychmiast, im więcej ludzi usiłuje coś na mnie wymusić podniesionym głosem, agresywną mową ciała - tym dokładniej widzę, że trawa jest zieleńsza po drugiej stronie.



10:12, daria_nowak
Link Komentarze (71) »
poniedziałek, 08 października 2012

Biorąc pod uwagę drobny fakt, iż cały wieczór ostro imprezowałam, napiszę prawdę…

Nabyłam nową Chmielewską, po raz n-ty, z sentymentu i miłości do autorki „Lesia”, „Wszystkiego czerwonego” oraz „Ostatniego zdania nieboszczyka”… Na twory lat ubiegłych starałam się nie zwracać żadnej, najmniejszej nawet uwagi, przeczytawszy - wkopując je w głębokie piwnice jestestwa… Jakieś Martusie, jakieś worki i inne debilizmy… Tym razem się, kurwa, nie da, albowiem ostatnia produkcja mnie zabiła. I nie, nie będę damą, poprawną politycznie, gdyż, albowiem, ponieważ, ostra kurwica mną trzęsie. Dzieci do lat 14 niech nie czytają. Powyżej – znają dużo ciekawsze wyrażenia, niż ja – więc niech robią, co chcą.

Otóż Pani Joanna popełniła książkę o dupie. I to bez grama przenośni, czy innego kamuflażu. Całość fabuły plecie się wokół damy, o ilorazie IQ poniżej Gumpa, za to posiadającej cyrkową zdolność kręcenia dupą, który to talent wykorzystuje w celu upolowania małża z mieszkaniem. Naprzeciw niej staje prawowita żona, która postanawia przeczekać debilną kochankę ze śrubą w odwłoku. Kochanka jest kretynką piramidalną, żona jest jeszcze głupsza, choć, jak mniemam, przez Panią Chmielewską planowana była na wzór cnót i zalet wszelakich (jakoś dziwnie przypomina mi samą autorkę z lat młodych, bo chyba jednak nie młodzieńczych, dzieciata już była). Małż rysowany jest jako przedmiot nie podmiot i już sama nie wiem, co jest bardziej żałosne. Dwie kretynki, czy idiota? Właściwie kilku idiotów się tam pojawia i żadnego mi nie jest żal.

Żeby było weselej, na stronach książki, jako rzecze Odwodnik, Pani Chmielewska pisze o gwałcie, jak o rozrywce lekkiej, łatwej i przyjemnej obustronnie. Nie chce mi się na łamach bloga dokonywać głębokiej analizy utworu, tu, na potrzeby własne pozwolę sobie MIEĆ ZDANIE. W razie czego mogę dyskutować…

Niech mi ktoś powie, co za kobieta, człowiek, istota myśląca może afirmować wtórny debilizm, połączony z nieograniczoną chucią, której zachcianki można spełniać wedle widziemisiemu? Za tekst "a nie można jej po prostu zgwałcić??" należałoby ukarać robotami przydrożnymi z młotem w dłoni, albo lać i patrzeć, czy aby autor równo puchnie. Do tego beznadziejnie zakochana baba, pozwala sobą pomiatać do woli, byle portki wróciły na miejsce…

Powiedzieć, że jestem rozczarowana, to mało. Jest mi obrzydliwie. Czuję ogólne fuj do autorki, która mogła wymyślić takie cuda wianki, mieszając z błotem i kobiety i facetów. Każde do imentu. I tym sposobem skończyła się moja miłość i przywiązanie do książek pani Joanny. Bleeee.



22:20, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (29) »