Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
poniedziałek, 08 października 2012

Biorąc pod uwagę drobny fakt, iż cały wieczór ostro imprezowałam, napiszę prawdę…

Nabyłam nową Chmielewską, po raz n-ty, z sentymentu i miłości do autorki „Lesia”, „Wszystkiego czerwonego” oraz „Ostatniego zdania nieboszczyka”… Na twory lat ubiegłych starałam się nie zwracać żadnej, najmniejszej nawet uwagi, przeczytawszy - wkopując je w głębokie piwnice jestestwa… Jakieś Martusie, jakieś worki i inne debilizmy… Tym razem się, kurwa, nie da, albowiem ostatnia produkcja mnie zabiła. I nie, nie będę damą, poprawną politycznie, gdyż, albowiem, ponieważ, ostra kurwica mną trzęsie. Dzieci do lat 14 niech nie czytają. Powyżej – znają dużo ciekawsze wyrażenia, niż ja – więc niech robią, co chcą.

Otóż Pani Joanna popełniła książkę o dupie. I to bez grama przenośni, czy innego kamuflażu. Całość fabuły plecie się wokół damy, o ilorazie IQ poniżej Gumpa, za to posiadającej cyrkową zdolność kręcenia dupą, który to talent wykorzystuje w celu upolowania małża z mieszkaniem. Naprzeciw niej staje prawowita żona, która postanawia przeczekać debilną kochankę ze śrubą w odwłoku. Kochanka jest kretynką piramidalną, żona jest jeszcze głupsza, choć, jak mniemam, przez Panią Chmielewską planowana była na wzór cnót i zalet wszelakich (jakoś dziwnie przypomina mi samą autorkę z lat młodych, bo chyba jednak nie młodzieńczych, dzieciata już była). Małż rysowany jest jako przedmiot nie podmiot i już sama nie wiem, co jest bardziej żałosne. Dwie kretynki, czy idiota? Właściwie kilku idiotów się tam pojawia i żadnego mi nie jest żal.

Żeby było weselej, na stronach książki, jako rzecze Odwodnik, Pani Chmielewska pisze o gwałcie, jak o rozrywce lekkiej, łatwej i przyjemnej obustronnie. Nie chce mi się na łamach bloga dokonywać głębokiej analizy utworu, tu, na potrzeby własne pozwolę sobie MIEĆ ZDANIE. W razie czego mogę dyskutować…

Niech mi ktoś powie, co za kobieta, człowiek, istota myśląca może afirmować wtórny debilizm, połączony z nieograniczoną chucią, której zachcianki można spełniać wedle widziemisiemu? Za tekst "a nie można jej po prostu zgwałcić??" należałoby ukarać robotami przydrożnymi z młotem w dłoni, albo lać i patrzeć, czy aby autor równo puchnie. Do tego beznadziejnie zakochana baba, pozwala sobą pomiatać do woli, byle portki wróciły na miejsce…

Powiedzieć, że jestem rozczarowana, to mało. Jest mi obrzydliwie. Czuję ogólne fuj do autorki, która mogła wymyślić takie cuda wianki, mieszając z błotem i kobiety i facetów. Każde do imentu. I tym sposobem skończyła się moja miłość i przywiązanie do książek pani Joanny. Bleeee.



22:20, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (29) »
niedziela, 23 września 2012

PrawdziwekObrażenia stwierdzone – jeden obolały pośladek, konkretnie lewy z siniakiem jak pięść oraz, dla równowagi - wielki wylew na prawej stópce. Do tego dodajmy marginalnie - trzy złamane paznokcie.

Weekend w lesie miał być spokojny, ale oczywiście ja tam jechałam, więc się nie dało. Po pierwsze nauczyłam się znikać. Na co najmniej dwa sposoby, z czego jeden był bolesny dla pośladka, łączył się ze schodkiem, którego nigdy nie było, a który wyrósł i mnie napadł w sposób okrutny, podstępny i przemyślany. Kompromitacja nie była wielka, albowiem tylko dwie osoby zauważyły mój wyczyn parterowy… Ewa i kolega M.

Szłam sobie mianowicie do stoliczka, zasiąść koło kolegi M., co by mnie przytulił, bo mi zimno i w ogóle, a kolega M. przytula w sposób cudowny, zwłaszcza, gdy nie jest trzeźwy. Gdy jest, przytula mniej dobrze, albowiem szarpią nim wewnętrznie wyrzuty sumienia na tle, przesadnie w jego ocenie dojrzałego wieku, co mnie akurat wisi, albowiem problemem jest jego zaawansowany alkoholizm, a nie wiek, ale… chyba odeszłam od tematu. Ad rem zatem… Szłam sobie grzecznie, po 6 piwie, w celu jak wyżej, szłam i szłam, aż nagle ziemia usunęła mi się spod nóg i iść przestałam gwałtownie.

Na twarzy odmalowała mi się ponoć ciężka uraza, zaskoczenie, podejrzliwość, rozżalenie, głęboka niewiara i rozpacz. Nie wiem, czy w tej kolejności, ale Ewa i kolega M. twierdzą, że tak. Zanim kolega M. zdążył się zerwać z ławeczki trzy rzeczy nastąpiły na raz. Zniknęłam, gruchnęło, pojawiłam się. Właściwie są podejrzenia, że mam w tyłku sprężynę, na której się odbiłam, albowiem nie ma fizycznej możliwości gruchnięcia z takim impetem i zerwania się jeszcze w czasie trwania huku. Zatem tyłek już wyjaśniony.

Ze stópką będzie gorzej, albowiem w urazie uczestniczyłam niesamodzielnie, a znaczenie miały okoliczności przyrody. Zaczęło się od drugiego zniknięcia. Tym razem zniknęliśmy sobie z kolegą M. wzajemnie, on poszedł w pizdu, a ja uciekłam do domku. Kolega M. szedł do mnie i szedł gubiąc drogę w ciemnym lesie, szedł i wydzwaniał komórką, ja się wściekałam na tarasie i piłam 8 piwo z rozpaczy, że ten tam się zgubił, mnie boli dupa, nie znajdę go za chiny ludowe, zaziębi się i umrze na suchoty i w ogóle wilki go zjedzą. Z dużym zaangażowaniem pocieszała mnie koleżanka Ewa, której prawie płakałam na mymłonie się tarzając. Koleżanka Ewa od piwa nie stroniła również i w końcu upomniała się o nią natura. Tym razem zniknęła ona, w czeluściach domku, konkretnie w wc. A ja, już w ciszy, nie bełkocząc głupot zapadłam w stupor z wizją środka lasu i zagubionego, biednego, kochanego i pijanego jak pershing kolegi M. Cisza się przedłużała, bezruch trwał, co stanowiło miłą odmianę po poprzednich orgiastyczno – histerycznych hałasach… i wtedy właśnie z ciemności wyłoniło się zwierzę. Szło krokiem zdecydowanym zawijając prosto na mój tarasik. Zwierzę ewidentnie lazło prosto na mnie, nie zwracając uwagi na mój wytrzeszcz wszechczasów. Zdążyłam zarejestrować resztką spanikowanego umysłu, że jest to lis, z pewnością wściekły, bo po chuj lezie prosto na mnie, pogryzie mnie, tocząc pianę z pyska i będę musiała dostać serię bolesnych zastrzyków, a JA SIĘ BOJĘ IGŁY!!! Był za blisko, żebym zdążyła uciec, zwłaszcza z bolącym tyłkiem, mogłam więc tylko elegancko zawinąć nóżki na ławeczkę. Nie obliczyłam dobrze manewru i z całej siły przydzwoniłam w kant metalowej ławki wierzchem stópki. Gwiazdki mi się pokazały w załzawionych oczach, z piersi mi dech wyrwało z jękiem i myślałam, że się zsikam z bólu. Lis wkroczył pod ławkę, ja złapałam dech i rozum mi ruszył. Choć dość opornie. Cichusieńko, jak opadający listek wyszeptałam: Ewaaaa, Ewuuuunia, Ewciu… HELP… Ale Ewa miałą mnie w nosie zajęta czynnościami fizjologicznymi. Nie miałam wyjścia…jednym susem przeskoczyłam stół i ukryłam się w domku barykadując fotelem…

I tak oto właśnie z wyprawy grzybowej poza łupami wróciłam w charakterze wraku człowieka jęczącego przy każdym ruchu.

Dziękuję za uwagę. Rzucam Wilgę, albo picie. Jeszcze nie zdecydowałam:)



21:16, daria_nowak
Link Komentarze (41) »
poniedziałek, 27 sierpnia 2012

One Day ShowroomCieszyłam się ostatnio na powrót na uczelnię. Cieszę się dalej, choć jakby mniej, albowiem uczelnia mnie wkurwiła. Miał być egzamin końcowy z całego roku. Żałowałam, że nie egzamin ustny, jak niemal wszędzie, ale cóż, taki lajf. Otóż nie. Zmienili. Poza TESTEM, które jak wiemy kocham miłością pierwszą, będzie praca. Luz niby, gdyby nie to, że wskazano obszary projektu i są to: lobbing w instytucjach polskich i europejskich, który wali mnie centralnie w czółko, zarządzanie środkami europejskimi, które mam w głębokim poważaniu oraz ewaluacja realizowanych projektów, w tym europejskich, które mi wiszą i powiewają kwaszoną kapustą. Zajebiście. Przy czym wybór był spory, jako, że studia głównie dotyczą administracji publicznej, postępowania administracyjnego, umów cywilnych, zarządzania ludźmi, prawa zamówień publicznych, etyki w administracji. Ale kurwa nie. Musi być projekt w temacie unii, bo bez unii wszyscy by się czuli niewyedukowani i jakby gorsi. No i mam kłopot. Ani mnie to interesuje, ani bawi, ani mi potrzebne…

Tym bardziej MUSZĘ znaleźć pocieszkę.

Jak wiadomo, jako kobieta pocieszam się mężczyznami, bądź zakupami. Na tych pierwszych jakby posucha w zakresie mnie interesującym, a to drugie kosztowne. Nic to. Na szczęście 29 września Pani Olga z koleżanką robią One Day Showroom, gdzie poza cud urody biżuteryją dostępne będą torebki.

Kobieta idąca na uczelnię potrzebuje koniecznie: torebki w formacie minimum A4, nowego, eleganckiego pióra, nowego długopisu, zestawu notatników pod kolor torebki, kolorowych cienkopisów, nowych butów, nowych perfum, nowych kolczyków.

No dobra. Rozszalałam się. Ale torebka to mus!



08:32, daria_nowak
Link Komentarze (44) »
niedziela, 26 sierpnia 2012

Kilka dni temu obudził mnie telefon. Łzawe buczenie po drugiej stronie słuchawki, o drugiej w nocy raczej nie zwiastuje nic dobrego. Tak było i tym razem, niestety. Spore prawdopodobieństwo niechcianej ciąży, bardzo niechcianej… A w końcu to Polska, kraj, w którym kobieta nie ma prawa decydować o sobie, zupełnie jak Aborcjaw Chile, czy innej Nikaragui… Czyli – czarna dupa.

Mając jednak wizję końca świata rozpoczęłam poszukiwania. Oczywiście w sieci, bo gdzieżby.

Ogłoszeń o „przywracaniu cyklu” są całe stada. Najczęściej reklamują farmakologię. Oczami wyobraźni widziałam paczkę z aspiryną za 400zł, która zda się psu na budę i tylko powiększy ogólną panikę. Dobra, zostały womenonweb, do których nie tyle mam zaufanie, co raczej nie mam niemania zaufania;). Ale oczytawszy się o konsekwencjach zrezygnowałam z pomysłu, w związku z grupą krwi kumpeli. Przy Rh- ponoć lepiej nie próbować. Ma to jakiś związek z późniejszym konfliktem serologicznym, ale o co dokładnie chodzi – nie zgłębiałam.

Szperałam dalej. I znalazłam sposób! Czechy. Strona po polsku, pokój wypoczynkowy dla osoby towarzyszącej, namiary na zaprzyjaźnione, niedrogie pensjonaty. Za jedyne 380 ojro – załatwione. Dodajmy do tego transport z Cieszyna – 150 ojro – razem daje nam to drobną kwotę 2200 zł.

Drobną jak drobną, biorąc pod uwagę, że niechciane ciąże dotyczą prędzej nastolatek i osób o niskim statusie materialnym, niż 30tek pracujących w korpo…

I tak oto zrozumiałam turystykę aborcyjną. Zwłaszcza, że nieśmiało rozpuszczane wici dawały odzew w postaci mglistych urban legend o zabiegach w kraju za 4500zł , tudzież o zabiegach wykonywanych w pośpiechu, w byle jakich warunkach, bez późniejszych konsultacji lekarskich.

Kiedyś śmieszyła i wkurwiała mnie nasza hipokryzja, twardy zakaz z kwitnącym podziemiem. Kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że chodzi o dużo, dużo więcej. Chodzi o życie kobiety,  która przez kawałek pękniętej gumy może musieć postawić swój świat do góry nogami. Nie zrozumie tego nikt, kto nie zetknął się z tym w bliskim otoczeniu, albo osobiście. Ileż krzywdy wyrządzają gadające głowy, przekonane o tym, że ich moralność, górnolotnie nazywana wiarą i WIEDZĄ, jest jedyną słuszną (notabene - błąd!).

Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, nie było wyjazdu, nie było tabletek, świat wrócił do normy. Tylko, że poczułam ten lęk, zobaczyłam człowieka, który bał się tak bardzo, nie myślał logicznie, któremu posypał się świat. I winą za to, co ona przechodziła, w pełni obarczam naszych polityków liżących rączki kościoła. Uściślijmy, raczki, które świeckiemu państwu pokazują faka.

I nie będę podejmowała dyskusji ZA ani PRZECIW. Bo każdy ma prawo decydować o sobie. Można się mieć odmienne zdanie – ale nie można rządzić cudzą dupą.



00:34, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (42) »
środa, 22 sierpnia 2012

Rzecznik Praw Dziecka, Prokuratura i wszyscy święci się oburzali. Wyrodna matka, grzmiały telewizory, o prasie nic nie wiem, bo nie miałam wtedy na nią czasu. A ja jakoś nie miałam przekonania do tej wielkiej i strasznej afery dziecięcej. To pewnie dlatego, że jestem genialna, albo dlatego, że nie lubię dzieci i raczej mi wiszą, póki dramaty nie są bardziej drastyczne.

Wyrodni rodzice zostawili biedne, małe, smutne, zapłakane i jakie tam jeszcze dziecko na lotnisku, pod opieką, strasznych obcych ludzi, a sami polecieli sobie na wakacje. Wrednie polecieli, bo sami dziecku zapomnieli zaktualizować paszport i jeszcze je za to karzą. Brrr normalnie.

I tylko, jak zwykle, media pokazały kawałek prawdy. Wprawdzie babcia Margi zawsze mawiała, co by chłopu całej dupy nie pokazywać, ale to chyba jednak nie ten przypadek?

Dziecko zostało na lotnisku … przez 4 minuty. Świńskim truchtem pędzili doń: kumpel ojca, dziadek i opiekunka. Normalnie patologiczna rodzina...

Kto grzmiał? Kto się oburzał? Przyznać się.

I co? Łyso;)?



22:33, daria_nowak
Link Komentarze (52) »