Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css

a bo tak!

niedziela, 24 listopada 2013

Bo to jest takie strasznie niesprawiedliwe! Czemu akurat ja mam gen grubej dupy? Czemu muszę pilnować każdego pożartego listka sałaty, a pobyt w Białych stokach i wieżach, to maszerujące za mną trzy kilogramy? Ja się tak nie bawię! Tyję z powietrza, chudnę w bólach. To jest bardzo nieładne! I ja protestuję!

Poza tym protestuję ogólnie, bo mam zły humor. I muszę przemyśleć pewną kwestię, mimo, że wcale nie chcę myśleć. Zdecydowanie wygodniej mi iść na żywioł, zgodnie z ryzykanckim charakterkiem. Tyle, że nie zawsze tak można. I to chyba jest ten przypadek, ale pewności nie mam. Zobaczę jeszcze, bo jak mi się nie będzie chciało podchodzić do tematu poważnie, to se pojadę w świat niedaleki i będę miała wszystko w dupie. Najwyżej będę miała nauczkę. A będzie, co będzie. bo coś przecież będzie?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

20:06, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 08 października 2012

Biorąc pod uwagę drobny fakt, iż cały wieczór ostro imprezowałam, napiszę prawdę…

Nabyłam nową Chmielewską, po raz n-ty, z sentymentu i miłości do autorki „Lesia”, „Wszystkiego czerwonego” oraz „Ostatniego zdania nieboszczyka”… Na twory lat ubiegłych starałam się nie zwracać żadnej, najmniejszej nawet uwagi, przeczytawszy - wkopując je w głębokie piwnice jestestwa… Jakieś Martusie, jakieś worki i inne debilizmy… Tym razem się, kurwa, nie da, albowiem ostatnia produkcja mnie zabiła. I nie, nie będę damą, poprawną politycznie, gdyż, albowiem, ponieważ, ostra kurwica mną trzęsie. Dzieci do lat 14 niech nie czytają. Powyżej – znają dużo ciekawsze wyrażenia, niż ja – więc niech robią, co chcą.

Otóż Pani Joanna popełniła książkę o dupie. I to bez grama przenośni, czy innego kamuflażu. Całość fabuły plecie się wokół damy, o ilorazie IQ poniżej Gumpa, za to posiadającej cyrkową zdolność kręcenia dupą, który to talent wykorzystuje w celu upolowania małża z mieszkaniem. Naprzeciw niej staje prawowita żona, która postanawia przeczekać debilną kochankę ze śrubą w odwłoku. Kochanka jest kretynką piramidalną, żona jest jeszcze głupsza, choć, jak mniemam, przez Panią Chmielewską planowana była na wzór cnót i zalet wszelakich (jakoś dziwnie przypomina mi samą autorkę z lat młodych, bo chyba jednak nie młodzieńczych, dzieciata już była). Małż rysowany jest jako przedmiot nie podmiot i już sama nie wiem, co jest bardziej żałosne. Dwie kretynki, czy idiota? Właściwie kilku idiotów się tam pojawia i żadnego mi nie jest żal.

Żeby było weselej, na stronach książki, jako rzecze Odwodnik, Pani Chmielewska pisze o gwałcie, jak o rozrywce lekkiej, łatwej i przyjemnej obustronnie. Nie chce mi się na łamach bloga dokonywać głębokiej analizy utworu, tu, na potrzeby własne pozwolę sobie MIEĆ ZDANIE. W razie czego mogę dyskutować…

Niech mi ktoś powie, co za kobieta, człowiek, istota myśląca może afirmować wtórny debilizm, połączony z nieograniczoną chucią, której zachcianki można spełniać wedle widziemisiemu? Za tekst "a nie można jej po prostu zgwałcić??" należałoby ukarać robotami przydrożnymi z młotem w dłoni, albo lać i patrzeć, czy aby autor równo puchnie. Do tego beznadziejnie zakochana baba, pozwala sobą pomiatać do woli, byle portki wróciły na miejsce…

Powiedzieć, że jestem rozczarowana, to mało. Jest mi obrzydliwie. Czuję ogólne fuj do autorki, która mogła wymyślić takie cuda wianki, mieszając z błotem i kobiety i facetów. Każde do imentu. I tym sposobem skończyła się moja miłość i przywiązanie do książek pani Joanny. Bleeee.



22:20, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (29) »
niedziela, 26 sierpnia 2012

Kilka dni temu obudził mnie telefon. Łzawe buczenie po drugiej stronie słuchawki, o drugiej w nocy raczej nie zwiastuje nic dobrego. Tak było i tym razem, niestety. Spore prawdopodobieństwo niechcianej ciąży, bardzo niechcianej… A w końcu to Polska, kraj, w którym kobieta nie ma prawa decydować o sobie, zupełnie jak Aborcjaw Chile, czy innej Nikaragui… Czyli – czarna dupa.

Mając jednak wizję końca świata rozpoczęłam poszukiwania. Oczywiście w sieci, bo gdzieżby.

Ogłoszeń o „przywracaniu cyklu” są całe stada. Najczęściej reklamują farmakologię. Oczami wyobraźni widziałam paczkę z aspiryną za 400zł, która zda się psu na budę i tylko powiększy ogólną panikę. Dobra, zostały womenonweb, do których nie tyle mam zaufanie, co raczej nie mam niemania zaufania;). Ale oczytawszy się o konsekwencjach zrezygnowałam z pomysłu, w związku z grupą krwi kumpeli. Przy Rh- ponoć lepiej nie próbować. Ma to jakiś związek z późniejszym konfliktem serologicznym, ale o co dokładnie chodzi – nie zgłębiałam.

Szperałam dalej. I znalazłam sposób! Czechy. Strona po polsku, pokój wypoczynkowy dla osoby towarzyszącej, namiary na zaprzyjaźnione, niedrogie pensjonaty. Za jedyne 380 ojro – załatwione. Dodajmy do tego transport z Cieszyna – 150 ojro – razem daje nam to drobną kwotę 2200 zł.

Drobną jak drobną, biorąc pod uwagę, że niechciane ciąże dotyczą prędzej nastolatek i osób o niskim statusie materialnym, niż 30tek pracujących w korpo…

I tak oto zrozumiałam turystykę aborcyjną. Zwłaszcza, że nieśmiało rozpuszczane wici dawały odzew w postaci mglistych urban legend o zabiegach w kraju za 4500zł , tudzież o zabiegach wykonywanych w pośpiechu, w byle jakich warunkach, bez późniejszych konsultacji lekarskich.

Kiedyś śmieszyła i wkurwiała mnie nasza hipokryzja, twardy zakaz z kwitnącym podziemiem. Kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że chodzi o dużo, dużo więcej. Chodzi o życie kobiety,  która przez kawałek pękniętej gumy może musieć postawić swój świat do góry nogami. Nie zrozumie tego nikt, kto nie zetknął się z tym w bliskim otoczeniu, albo osobiście. Ileż krzywdy wyrządzają gadające głowy, przekonane o tym, że ich moralność, górnolotnie nazywana wiarą i WIEDZĄ, jest jedyną słuszną (notabene - błąd!).

Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, nie było wyjazdu, nie było tabletek, świat wrócił do normy. Tylko, że poczułam ten lęk, zobaczyłam człowieka, który bał się tak bardzo, nie myślał logicznie, któremu posypał się świat. I winą za to, co ona przechodziła, w pełni obarczam naszych polityków liżących rączki kościoła. Uściślijmy, raczki, które świeckiemu państwu pokazują faka.

I nie będę podejmowała dyskusji ZA ani PRZECIW. Bo każdy ma prawo decydować o sobie. Można się mieć odmienne zdanie – ale nie można rządzić cudzą dupą.



00:34, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (42) »
piątek, 17 sierpnia 2012

Po dwóch weekendach wyjazdowych jakoś mnie diabli noszą. A tu w pracy być trzeba i nawet konstruktywnie myśleć…

Gnieciona wewnętrznym bleee, wynikającym ze świadomości, że w najbliższym czasie żadne eldorado mnie nie czeka, wracałam sobie wczoraj do domu spacerkiem, z obrzydzeniem i powoli. Aż tu nagle, całkiem niespodziewanie natknęłam się na dwie panie z pieskiem. Nic takiego niby, żadne dziwo, łażę po mieście to i ludzi spotykam, a bywa, że i psy nawet, tyle że w jednej z pań rozpoznałam jednostkę znajomą. Moją wychowawczynię z LO.

Nie pałałyśmy do siebie sympatią raczej, by nie rzec, że niechęć szalejąca między nami była intensywna i obustronna, więc w pierwszej chwili i w zdrowym odruchu, całe mojej jestestwo domagało się w tył zwrotu. Dupa, niestety… Na jej twarzy zdążyło odmalować się rozpoznanie ofiary i już wiedziałam, że jest za późno.

Wpojona kultura wymaga się chociaż przywitać i zadać kurtuazyjny zestaw pytań, na które odpowiedzi wiszą mi i powiewają kalafiorem.

I ja się grzecznie pytam – po co? Bo mamusia nauczyła? Bo kulturalny człowiek tak robi? Bo wypada? Przez lata nauki nie miałam ochoty mieć z tą Panią do czynienia, ale musiałam. A dziś? Po kiego mam grzecznie uśmiechając się kłami i dopytywać jak tam w pracy i czy wszystko dobrze, kiedy nie obchodzi mnie to nic, a nic? Mieszczańskie to strasznie i aż mi, normalnie, głupio!



15:12, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (53) »
wtorek, 14 sierpnia 2012

Od czego by tu…

Bo po kolei nie dam rady i mnie rozerwie. To może od środka. Do Wilgi pojechałam, bo nie będę siedzieć w domu tylko dlatego, że komuś znów nie wyszło i niedasię. I nie stracę 2ch dni urlopu na porządki i siedzenie przy kompie, bo tak jakby znów nie było komuś po drodze oraz kataklizmy się zwaliły! Zwaliły się obiektywne rzecz biorąc. Ale ja mam to w dupie! Mam prawo mieć to w dupie! I się wkurwiłam tak straszliwie, że z wściekłości się poryczałam. Widok nieczęsty, kto mógł powinien był podziwiać, albo słuchać uważnie i się upajać, bo się, kurwa więcej nie trafi! NO!

Jako, że mnie da się wszystko, a jakby trzeba to i stopem pojadę, drzwiami obrotowymi trzasnę, brzytwą ziemniaki obiorę, a może nawet wespnę się na górne leże w wagonie sypialnym i takie tam różne, więc o 12 z groszami, w niedzielę wylądowałam na miejscu. Z idealnie wydepilowanymi nogami, manicurem oraz pedicurem, okiem wytuszowanym kusicielsko, w cholernej bluzeczce na guziczki, bucikach pep toe, włosami w łagodne fale i w ogóle na wypasie. W środku lasu. Sama.

I tak siedziałam sobie, odstawiona jak stróż w boże ciało, na tarasie lichego domku w środku niczego, smętnie popijając piwko, z gryzącym piachem pod powiekami, pochlipując z cicha nad swym marnym losem, gdy naszedł mnie nastrój rewolucyjny! Nie będę ryczeć jak syrena okrętowa, bo mi się plany posypały. Nie będę robić za leśną ofiarę losu! Wdech, cycki do przodu, podbijamy świat!

I polazłam podbijać, choć już w trampkach, bo w obcasikach to by się na pierwszym zakręcie zabiła na śmierć na szyszeczce. Właśnie. W rezultacie poniedziałek imprezowałam przez pół nocy, co mi niezwykle dobrze zrobiło na samopoczucie krótkofalowe, humor bieżący oraz stosunek do najbliższego otoczenia.

I tak sobie myślę, że może i dobrze się stało? Więcej się nie zawiodę. Odpuszczam jednostkowi od niedasia. Teraz niech on staje na głowie, jak chce, ja mówię pass. Albowiem, gdyż, ponieważ, czasem magiczne słówko „przepraszam” nie wystarczy. Sporo wymagam od ludzi, dużo też z siebie daję. I gdy już poukładam plany (a plany rzecz święta!), wezmę urlop, zamówię ośrodek, stanę na głowie, upakuję tonę klamorów, staników, koszulek koronkowych i innych słodziaczków w małą podręczną torbę kosztem porządnego swetra, BA! wydrukuję zakupiony bilet na PKS do Garwolina (ja! PKS! JA! Boszzzz…) nastawię się psychicznie i już, już jestem w ogródku i witam się z gąską… to to jest właśnie ten moment, gdy uprzejme „przepraszam” należy sobie wsadzić głęboko w dupę. Przeprosić to można jak się herbatę rozleje, albo bąka puści w towarzystwie. Jak się kierowca zagapi i za gwałtownie zatrzyma samochód na światłach! Można tez uwentualnie przeprosić, gdy się komuś całkiem niechcący nastąpi na śródstopie buciczkiem ze szpilą. Ale tu już za efekty nie gwarantuję…

Na bank nie wystarczy przeprosić, gdy się komuś przywali z byka w splot słoneczny. Ale to tylko takie moje, nic nie znaczące zdanie. I przecież mogę się mylić. Albo na ten przykład  histeryzować.



15:29, daria_nowak , a bo tak!
Link Komentarze (42) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29