Zakładki:
. GANG PACZĄCYCH CZAROWNIC
. GANG SYNOWYCH
0. Moje szablony
1. Zawsze:)
2. Na dobry dzień
3. Deser
4. Koty i psy
5. Tematyczne
6. Inne

Drukuj!

forum o css
Kategorie: Wszystkie | Jedzonko | Pan B | Zostań głupią cipką! | a bo tak! | szablony | z uśmiechem | zadumki
RSS

Zostań głupią cipką!

poniedziałek, 12 lipca 2010

Z powodu radosnych afrykańskich upałów stwierdziłam, iż weekend w domu w ogóle nie wchodzi w grę. Pola Mokotowskie jako park posiadający kałużę, ba, nawet kałużę z fontanną, został zaanektowany na łącznie 17 godzin. W tym czasie poza opalaniem pleców na kolor zdrowej wiśni, w różnym towarzystwie odwiedziłam : Merlina, Bolka i Lolka. Tola została zlana, bo nie było mi po drodze.

Każdorazowo, podczas oczekiwania na piwo/żarcie/ wolne wc, oczom mym pięknym ukazywał się taki oto uogólniony obrazek: Przy stoliku siedzi facet/chłopak/mężczyzna. Dookoła niego, z miną uszczęśliwionej niewolnicy, uwija się dziewczyna/kobieta/żona. Przylatuje z piwkiem. Chłop burczy, że chciał: z sokiem/bez soku/inne/ze słomką(?). Dama przybiega z fryteczkami (autentycznie pojawiły się podskoki). Chłop burczy: za mało keczupu/soli/sosu/ nie chciałem soli/sosu/keczupu. 8 przypadków policzyłam, później dałam sobie spokój.

Rekord został pobity w Lolku, kiedy to pan i władca najpierw stał centralnie na środku pubu, podczas gdy jego kobieta, z rozwianym włosem, szukała wolnego stolika, a następnie rozpłaszczywszy się raz a dobrze nie ruszył dupy w celu wspomożenia damy swego serca ani przy zamawianiu, ani przy przynoszeniu żarcia czy piwa. (Kto zna Lolka, ten orientuje się w topografii i rozległości terenu oraz szalonym tłoku, wczoraj zwiększonym hordami kibiców). Przyniesione żarcie panu nie odpowiadało, albowiem chciał inne, chociaż to, ale inne, a w ogóle to chciał chleb zamiast ziemniaka, ogórka zamiast surówki, biały sos zamiast czerwonego. I on chyba nie będzie już jadł, bo wszystko jest nie tak jak on by chciał. Foch.

Kiełbaska z grilla stanęła mi w gardle, na takie dictum, albowiem podsłuchiwałam całkiem jawnie i zapalczywie, a uszy mi rosły i purpurowiały. I ja się teraz uprzejmie zapytuję, czy to nowa norma? Że panowie nie podnoszą tyłków z krzesła, gdy kobieta wstaje od stołu, już się przyzwyczaiłam. Że strzelą cię z łokcia na przystanku autobusowym, byle szybciej wejść to już wiem. Ale do jasnej nieprzemakalnej Anielki! To były ich baby! Kobiety, które sobie wybrali!

Początkiem końca jednego z moich związków, była sytuacja, gdy ukochany, w klubie, rzucił się na drinki NIEZAPYTAWSZY MNIE czego się napiję. Gdyby usiłował mnie przegonić po knajpie za białym sosem, bo on się oddecydował z czerwonego, miałby dużo prania…

czwartek, 08 października 2009

Moje drogie panie, czy wiecie, że z każdym dniem, z każdą wręcz chwilą, przyczyniacie się dzielnie do przyszłego upadku świata? Że wasze prawo do głosu, prawo do pracy, prawo do edukacji skończy się, w ogólnym rozliczeniu, tragicznie? Poprawiając jakość swojej egzystencji działacie na niekorzyść ogółu? Bredzę? Nie.

Póki kobieta zajmowała się domem, gospodarstwem, obejściem, zbieractwem, rodzeniem dzieci i noszeniem krzyża było dobrze. Świat szedł w jakimś kierunku, mając na bieżąco świeżutkie dostawy mięsa armatniego i roboli. Panowie zajmowali się rzeczami wielkimi, choć i tak, gdzieś w zakamarkach umysłu pukała do nich myśl „Ręka, która porusza kołyskę, rządzi światem” (William Rossa Wallace). Ale pukała po cichu, nigdy oficjalnie. Ot taki żarcik na potrzeby płci pięknej. Mogli wojować, mogli politykować, bo jasnym było, że w domu siedzi żona, która wybaczy, nakarmi, obszyje. Która zrozumie i zadba, bo to jedyna społecznie akceptowalna postawa. Westalka przez wieki. Inkubator skrzyżowany z malakserem i piekarnikiem,;) z dodatkową funkcją seksualną – przedmiot wobec mężczyzny. Panowie chodzili niesfrustrowani, dzielni, pewni siebie, panie zaś obowiązkowo i przykładnie chyliły głowy przed normami społecznymi, które odzierały je z cech indywidualnych i wszelkich praw. Nie było problemu zahukanych, metroseksualnych mężczyzn niepotrafiących odnaleźć swojej roli życiowej.

Nikt nie kwestionował drugoplanowej roli kobiety, nikt nie walczył o jej prawo do zdania i głosu. Wszyscy jak jedne mąż uznawali, że kobieta jest istotą pośrednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, ze kobieta ma służyć mężczyźnie. św. Augustyn.

Same zburzyłyśmy ten naturalny porządek. Pracując nie tylko jako guwernantki i pielęgniarki, domagając się pracy i praw. I co?

I się stało. Samoświadomość, realizacja marzeń, celów, ambicji. Zamiast rodzić robimy podyplomówki. Zamiast dbać - wymagamy. Zamiast czekać, same bierzemy sprawy w swoje ręce. Coraz mocniej sfrustrowane koniecznością udowadniania, że nam też się należy. Przyrost naturalny spada. Poziom frustracji obu płci rośnie. Pracujemy na upadek.

No i po co nam to było?

 

sobota, 20 stycznia 2007

 Kiedyś , kiedyś, pod wpływem pewnych wydarzeń i emocji, pragnęłam zostać głupią cipką .Po kilku wpisach tematycznych pomysł upadł, w związku z brakiem predyspozycji. Niemniej jednak, spory krąg czytających bab pragnął się dołączyć, o czym pamiętam i co mnie psychicznie gniecie. Więc (nie zaczyna się zdania od więc), więc właśnie dojrzałam wewnętrznie do stworzenia nowej kategorii wpisów – jak zostać głupią cipką. Nie mogę Was zawieść! Kategoria powstawać będzie w bólach oraz pocie, być może również we łzach. Ale jako, ze sporo kobiet jest do tego przyzwyczajonych (coś z grzechem pierworodnym to było? Coś, ze w bólach rodzić będziesz?) damy radę! Niniejszym ogłaszam początek!

Zostań głupią cipką i TY!

Droga Blogowiczko-Samosiu! Jeśli dręczy, męczy oraz zżyma Cię fakt, że jesteś dzielna, twarda i ze wszystkim sobie dasz radę, bo MUSISZ, jeśli masz dość faktu, ze wszyscy wiedzą, ze Ty sobie i tak poradzisz, jeśli również samą siebie doprowadzasz do wściekłości słowami, które z nieznanych przyczyn same wyrywają Ci się na usta: ja, sama, zrobię, umiem, wiem, …! Zostań głupią cipką! One mają w życiu łatwiej! W najbliższym czasie podam listę niezbędników koniecznych, rozszerzając listę akcesoriów w postaci:: różowej bluzki, najlepiej z futerkiem (za Makaką), małej torebki na mózg, dużej ilości podkładu w wersji „byłam na Karaibach”, kilku różnych szminek, które błyszczą, mienią się i ogólnie SĄ! o kilka nowych, które uznałam za niezbędne . Zatem C d n… Możecie się już bać;)

 

wtorek, 14 listopada 2006

 

 Chyba lepiej żyje się kobietom, które nie potrafią, które potrzebują wsparcia. Takim, dla których zsynchronizowanie ekip remontowych, ekip meblowych i kilka awantur z fachowcami w „międzyczasie” to abstrakcja. Takim dla których samotna wyprawa na Pragę w nocy jest nie do przyjęcia, choćby się waliło i paliło. Takim, które wyrażają swoje uwielbienie w każdym słowie i nie mają wewnętrznego poczucia, że same zrobiłyby coś równie dobrze. Takim, które bez opieki zwiędną. Nikt przecież nie skrzywdzi wątłej roślinki.

Wszystko dzieje się zrywami. Przejmuję zbyt wiele inicjatywy.  Chcę załatwiać, robić, decydować, starać się. A dlaczego przez chwilę nie mogę być tą słabą i delikatną. Taką, która nie wie, nie umie, która jest do dopieszczania. Co z tego, że to dziecinne. Co z tego, że dziwnie mi z tym? Inne tak mają i żyją. Spokojniej, pewniej, w promieniach uwielbienia pielęgnują dwie lewe rączki.

Chcę być tą, która nie przejmuje radośnie inicjatywy, tylko z uwielbieniem patrzy jak ktoś coś robi. Chyba czas się dokształcić.

Od dziś uczę się bycia niewinną głupią cipką. Obserwujcie postępy.

Dzień za dniem zbliża mnie do wyjazdu. Każdy kolejny będzie zbliżał mnie do powrotu. Każdy następny do świąt, których nie lubię. Kolejne do wiosny. Może wtedy obudzę się do życia?